A faworytki padają w Chinach jak muchy...
Dwie najlepsze tenisistki na świecie, Jelena Rybakina i Aryna Sabalenka, szybko pożegnały się z Pekinem. Walcząca o WTA Finals Iga Świątek wczesnym rankiem gra z Donną Vekić o 1/8 finału.
Iga Świątek ma za sobą w Pekinie pierwsze przetarcie. Kolejne przeszkody będą coraz trudniejsze... Fot. PAP/EPA
– Zdecydowanie taki jest cel, choć wciąż wydaje się to dość odległe, ponieważ jest jeszcze wiele turniejów, w których można zdobyć dużo punktów. Nigdy wcześniej nie znajdowałam się w takiej sytuacji. Staram się po prostu robić krok po kroku, ponieważ kiedy koncentruję się tylko na kolejnym meczu, wtedy prezentuję swój najlepszy tenis – przekonywała Iga Świątek po inauguracyjnym meczu w tegorocznej edycji China Open.
Razem na podium
Mistrzyni z 2023 roku zaczęła w sobotę od pewnego zwycięstwa w 2. rundzie (w pierwszej miała wolny los) z Chinką Xinyu Gao (244. WTA) 6:2, 6:3 – był to jej pierwszy mecz od prawie miesiąca i porażki z inną tenisistką Państwa Środka, Qinwen Zheng, w 3. rundzie US Open.
– To było dobre przetarcie po dłuższej przerwie. Cieszę się, że mogłam wrócić do gry, poczuć kort, tym bardziej że sporo piłek wracało na moją stronę. Myślę, że wygrywając kolejne mecze, nabiorę pewności siebie – powiedziała Świątek.
Kolejną rywalką byłej liderki rankingu – stawką 1/8 finału – będzie w poniedziałek Donna Vekić, 40. w rankingu, początek o 5.00 czasu w Polsce. Rozstawiona z „30” Chorwatka w sobotę pokonała kolejną Chinkę z „dziką kartą”, Lin Zhu, 6:1, 4:6, 6:2. Świątek z Vekić wygrała wszystkie cztery dotychczasowe potyczki, ale ta ostatnia ponad trzy lata temu. Rok później pozowały do wspólnych zdjęć na igrzyskach w Paryżu – Donna ze srebrnym medalem, Iga z brązowym.
Wąskie, mało chlubne grono
W turnieju dzieją się rzeczy niezwykłe, bo szybko pożegnały się z nim aktualna i była liderka rankingu, czyli Jelena Rybakina i Aryna Sabalenka. To pierwsza taka sytuacja od 11 lat (2015), gdy dwie najwyżej rozstawione tenisistki nie znalazły się nawet w 1/8 finału China Open.
W sobotę tenisistka z Kazachstanu, która 14 września po wygraniu US Open została numerem 1 na świecie, uległa dopiero 118. na liście WTA Alinie Czarajewej z Armenii 6:3, 4:6, 3:6.
Rybakina tym samym znalazła się w bardzo wąskim i mało chlubnym gronie: została dopiero drugą w historii liderką rankingu, która przegrała swoje premierowe spotkanie w tej roli – w 2019 roku przydarzyło się to Japonce Naomi Osace. – Po zwycięstwie w US Open wiele się działo. Nie miałam zbyt wielu okazji, żeby spać i odpocząć. Alina zagrała bardzo dobry mecz, a pod koniec spotkania trochę poczułam stopę. Teraz zrobię sobie tydzień przerwy i mam nadzieję, że moja stopa wróci do pełnej sprawności, abym mogła dokończyć sezon – zapowiedziała Rybakina. Na razie już wycofała się z kolejnego chińskiego „tysięcznika”, w Wuhan (od 12 października).
Rosjanka z Armenii
Urodzona w Samarze Czarajewa to finalistka juniorskiego Rolanda Garrosa z 2020 roku, ale w barwach Rosji. Jest jedną z coraz bardziej licznego grona Rosjanek, które w ostatnich miesiącach zmieniły przynależność państwową – dla Armenii gra dopiero od lipca tego roku. Wcześniej rozwój jej kariery hamowały kolejne kontuzje.
Zwycięstwo z Rybakiną – także Rosjanką, reprezentującą Kazachstan od 2019 roku – jest jej pierwszym z zawodniczką z Top 10, odniesionym przy pierwszej takiej okazji. – Starałam się po prostu cieszyć meczem, być silna mentalnie i wierzyć, że w pewnym momencie uda mi się odwrócić sytuację na swoją korzyść. I chyba po prostu nigdy nie przestałam wierzyć – mówiła 24-letnia Czarajewa. Od momentu opublikowania pierwszego rankingu WTA w 1975 roku jest dopiero dziewiątą zawodniczką spoza tTop 100, która pokonała światową „jedynkę”. Jest również najniżej sklasyfikowaną tenisistką, której udało się odwrócić losy takiego meczu.
Największe w karierze
Dzień później w trzeciej rundzie wyeliminowana została Sabalenka, przegrywając z rozstawioną z numerem 26 Czeszką Nikolą Bartunkovą 4:6, 3:6. Wiceliderka rankingu po raz piąty wystąpiła w Pekinie i po raz piąty nie zdołała awansować do półfinału. – To największe zwycięstwo w mojej karierze. Przed rozpoczęciem tego sezonu nie spodziewałam się, że będę grała na takim poziomie i znajdę się w tym miejscu. To wspaniałe. Nadal jestem młoda i potrzebuję więcej doświadczenia. To jest teraz mój cel – podsumowała 20-latka z Pragi, która zrewanżowała się Białorusince za czerwcową porażkę na trawie w Berlinie. W Pekinie o skali jej talentu przekonała się Magdalena Fręch, która w 2. rundzie uległa 2:6, 2:6.
W walce o ćwierćfinał Czeszka zmierzy się z inną niespodzianką w 1/8 finału, Austriaczką Sinją Krauss (95.). W czołowej „16” jest także podopieczna Dawida Celta, Ukrainka Daria Snigur (46.), która w 1. rundzie wyeliminowała Katarzynę Kawę.
(ToM)
Maja dobra w duecie
Singlowa rywalizacja w Pekinie nie wyszła Mai Chwalińskiej – gładko przegrała w 2. rundzie (jako rozstawiona miała wolny los w 1. rundzie) z Ukrainką Dajaną Jastremską - ale znacznie przedłużyła sobie pobyt w stolicy Chin dzięki rywalizacji deblowej. Polka stworzyła parę z Nikolą Bartunkovą i w niedzielę pokonały Amerykankę Caty McNally i Indonezyjkę Janice Tjen 6:2, 6:2.
Następnymi rywalkami polski-czeskiego duetu będą albo reprezentantki gospodarzy Feng Shuo i Yuan Yue, albo najwyżej rozstawione Czeszka Katerina Siniakova i Chinka Zhang Shuai, ale ten mecz dopiero we wtorek...