Aspiryna

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Można marzyć, ale w piłce nożnej pewne niewygodne prawidłowości z upływem lat nie zmieniają się. Choćby ta, że niemiecka aspiryna jest wyjątkowo niestrawna dla polskich klubów i kibiców. Wielu miało nadzieję, ja też, że Lech tym razem sprawi niespodziankę i ogra Bayer Leverkusen. Nic z tego. To, co widzieliśmy w Poznaniu, koło niespodzianki nawet nie stało...

Zawsze podziwiałem niemiecką piłkę klubową, byłem w życiu na wielu meczach Bundesligi. Niemcy są mocni na wielu poziomach, nie tylko zresztą sportowym. Muszę przyznać, że właśnie podczas derbów Hamburga widziałem... najpiękniejsze kibicki w życiu - te oszałamiające nie tylko urodą, ale i zawziętością w dopingowaniu trzymały akurat za St. Pauli. Podkreślam to z mocą, bo w Polsce przyjęło się, że Niemki są generalnie brzydkie, a to, w moim mniemaniu, całkowita nieprawda... 

Piękno pięknem, ale niemiecki sznyt futbolowy polega dla mnie przede wszystkim na skuteczności, właśnie to zawsze podziwiałem piłce sąsiadów najbardziej. Symbolem skuteczności przez lata był dla mnie właśnie Bayer Leverkusen. Ciekawe, że to jednocześnie klub, który u siebie długo nie potrafił zdobyć mistrzostwa Bundesligi. Udało mu się to jedyny raz dopiero trzy lata temu. W pucharach europejskich Bayer zawsze jednak jawił mi się jako potwór... Potrafił choćby w wyjątkowo efektowny sposób zdobyć Puchar UEFA w 1988 roku. Na żywo widziałem go dwa razy - w obu przypadkach na Bukowej: w 1990 i w 1994 roku. Za każdym razem było to doświadczenie bolesne. Liczyłem na wiele, zwłaszcza po tym jak GieKSa wyeliminowała rundę wcześniej w pięknym stylu Bordeaux z Zidanem w składzie. Wstrząs był jednak brutalny.

Równie zresztą bolesny jak teraz dla Lecha. Poznaniacy niby mieli zagrać u siebie z otwartą przyłbicą, ale wyglądało jakby ta... zwyczajnie odkleiła się i opadła na oczy, zasłaniając gospodarzom wszystko. Skończyło się więc identyczną w rozmiarach katastrofą jak wcześniej z Crystal Palace. Cóż, bezkompromisowe trzymanie się własnego, zawadiackiego stylu przeciw rywalom tej klasy jest jedynie założeniem pętli na szyję. Różnica - najprościej mówiąc - zawsze polega na tym samym: na intensywności gry. Nikt nie zarzuci piłkarzom Lecha, że nie potrafią grać w piłkę. Oni jedynie nie potrafią grać w piłkę tak szybko jak Bayer. Warto zauważyć, że nie chodzi już o żadne kwestie narodowościowe. Bayer zagrał przecież w Poznaniu bez choćby jednego Niemca w wyjściowej jedenastce. Ciszej więc nad tą trumną...

Skoro ciszej, to jeszcze o Leverkusen. Jest z tym klubem związany ciekawy wątek polski. To właśnie tam trafił mistrz Polski z 1980 roku Rudolf Wojtowicz, po ucieczce z Szombierek w czasach stanu wojennego. Impulsywny pomocnik (jak słyszę - mógł wystartować do każdego, potrafił pobić się na treningu z kolegą z "Zielonych") przecierał szlaki. Grał tam również inny Ślązak, Roman Geszlecht, wcześniej piłkarz... Zagłębia Sosnowiec. Wiele osiągnęli tam trochę później Andrzej Buncol i Marek Leśniak. Za klubem z Nadrenii Północnej-Westfalii zawsze stał koncern farmaceutyczny założony jeszcze w czasach, gdy na ziemiach polskich wybuchało powstanie styczniowe. 

Od tego czasu minęło już ponad 160 lat, a sportowa przepaść się powiększa. Czy w związku z tym mogłoby udać się jakiejś polskiej drużynie wyeliminować Bayer do... 2190 roku? Mógłbym na to postawić najwyżej orzechy przeciw dolarom.

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się