Brawa dla Tomka
Rozmowa z Erikiem Janżą, kapitanem Górnika Zabrze, reprezentantem Słowenii
Kapitan Górnika w walce z Ivanem Limą. Fot. Jarek Praszkiewicz/PAP
- Tak, to było całkowicie inne spotkanie, bo rywale zagrali zupełnie inaczej niż u nas. Cofnęli jednego skrzydłowego do tyłu, otwierali prawą stronę, grali wysoko na mnie. Trudno nam było... Trzeba przyznać, że dobrze bronili, dobrze grali. Było mało miejsca na boisku, a do tego murawa też nie pomagała – takiego bagna dawno nie widziałem. Ale jest okej, bo Górnik przecież jedzie dalej!
To boisko determinował fakt, że mieliście takie problemy z konstruowaniem akcji? Nie był to ten zespół, który pamiętamy.
- Może trochę tak było. Ale też trzeba powiedzieć, że z Piastem nie zagraliśmy dobrego meczu. Nie było jak chcieliśmy. Za mało było grania, a wiele przerw, kibice też dołożyli swoje, była przerwa (przez zadymienie boiska, przyp.aut.). Potem leżał jeden, drugi... To wszystko sprawiało, że tak to wyglądało. Zgadza się, nie był to dobry mecz w naszym wykonaniu, a może i jeden z gorszych, ale to jest Puchar Polski, „another competition” jak mówi trener Gasparik; tutaj liczy się tylko wygrana.
Jak wszystko obserwowało się z boku, to było czuć ciśnienie z waszej strony, bo tak – jesteście obrońcą trofeum, gracie dopiero pierwszy mecz, prestiżowy w dodatku dla kibiców. Odczuwaliście to napięcie?
- Tak było. Już przed meczem w szatni była taka dziwna atmosfera...
Nerwowość?
- Może nie nerwowość, ale nie było tak jak przed innymi spotkaniami. Było cicho, nikt nic nie gadał. Wiedziałem, że albo będzie super, albo fatalnie. Na szczęście w naszej defensywie było na tyle dobrze, że nie daliśmy Piastowi strzelić bramki. Na koniec triumfujemy i gramy w pucharze dalej, a to nam chodziło.
Bohaterem pucharowej gry jest Tomasz Loska. Świetne interwencje nie tylko w serii karnych, ale też podczas meczu. Dla niego to de facto pierwszy mecz w sezonie. Mocno chyba pomógł?
- Tomek jest klasa! Zawsze gotowy, nigdy nie narzeka, a robi swoje. Sam wiem jak długo czekał. Nie licząc tego mecz z Radomiakiem na koniec poprzedniego sezonu, to wcześniej był mecz z Lechią pod koniec roku w Gdańsku. Od tego czasu długo czekał na kolejną szansę, na oficjalny występ. I teraz... gratulacje dla Tomka! Jestem bardzo szczęśliwy, że mamy go w zespole, a w Gliwicach pokazał, że zawsze możemy na niego liczyć.
Wykorzystany przez pana karny w serii jedenastek smakował bardziej, jeszcze kiedy szalikowcy Piasta dodawali swoje pod pana adresem?
- Oczywiście, że tak. Po strzelonym przeze mnie karnym chciałem nawet podbiec w ich kierunku, ale uznałem, że lepiej być mądrzejszym od nich i tego nie robić. A karny? Miałem trochę stresu przed tym, jak podchodziłem do piłki, bo kiedyś w Gliwicach w pucharowej grze, kiedy też o wszystkim decydowały jedenastki, Frantisek Plach obronił piłkę. Teraz na szczęście się udało. Bardzo się z tego cieszę, bo awans to awans!
Spoglądam na zegarek, rozmawiamy po meczu z Piastem i jest 23.45... Za chwilę mecz z Legią! Dacie radę ogarnąć się do piątku?
- Oczywiście że tak! Po meczu jedno piwko, szybka regeneracja... Po takiej twardej grze, którą udaje się wygrać, to człowiek szybciej dochodzi do siebie. W piątek o godzinie 20.30 wszyscy będziemy gotowi!
Rozmawiał Michał Zichlarz