Brutalna lekcja skuteczności
Nie sposób zaprzeczyć powtarzanym czasem przez Adriana Siemieńca słowom, że Liga Konferencji, w której do tej pory „brykała” Jagiellonia, nijak się ma do Ligi Europy.
Nik Prelec pojawił się na murawie równie niespodziewanie, jak łapiący go wpół Giulian Biancone. Górą w tym starciu – i w całym meczu – był zawodnik Anderlechtu. Fot. PAP/Artur Reszko
LIGA EUROPY
Nie sposób zaprzeczyć powtarzanym czasem przez Adriana Siemieńca słowom, że Liga Konferencji, w której do tej pory „brykała” Jagiellonia, nijak się ma do Ligi Europy. O ile w tej pierwszej można było czasami liczyć na brak odpowiedniej jakości rywali z Malty czy Finlandii po własnym błędzie, o tyle ta druga już banalnych pomyłek nie wybacza. W czwartkowy wieczór najpierw przekonał się o tym Lech w potyczce z Sunderlandem, późnym wieczorem zaś wysoką cenę za panikę Hampusa Findella zapłacili podopieczni Siemieńca.
Zaskoczenia w jedenastkach
Obecność Szweda w wyjściowym składzie – pierwsza po jego przyjściu do klubu – była jedną z wielu niespodzianek personalnych. Wydawało się, że w dzisiejszych czasach nie sposób już ukryć tego, czy zawodnik do tej pory leczący uraz wrócił do treningów. Tym razem jednak udało się to... obu stronom. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, w szeregach belgijskiej drużyny zobaczyliśmy więc francuskiego stopera, Giuliana Biancone. Kibice Jagi z kolei z entuzjazmem przyjęli obecność w pierwszej jedenastce Nika Prelca. Trudno go było w ostatnich spotkaniach zastąpić na „dziewiątce”; mimo generalnie dobrej formy, nie radził sobie tam na przykład Ousmane Sow.
Senegalczyk – to też niespodzianka – mecz z „Fiołkami” rozpoczął na ławce, podobnie jak Jesus Imaz i Taras Romanczuk. Sytuacja, w której w podstawowym zestawieniu nie było żadnej z tych dwóch legendarnych już postaci Dumy Podlasia, zdarzyła się... dopiero po raz drugi od momentu dołączenia Hiszpana do zespołu, w styczniu 2019 roku!
Szwedzki klops
Wróćmy wszak do przywołanego już Findella, bo to on fatalnie zachował się w 22. minucie. Pod presją rywali, odegrał piłkę we własną „szesnastkę”; nie pod nogi któregoś z partnerów, ale wprost do Mihajlo Cvetkovicia, który – mimo rozpaczliwej interwencji Sławomira Abramowicza – okazję wykorzystał bezwzględnie.
Przyznać trzeba, że bramkarz Jagiellonii do tego momentu był najbardziej zapracowanym graczem swej drużyny. Mocno egzaminowali go zawodnicy Anderlechtu znani już polskim kibicom: ekszabrzanin Lukas Ambros; Mołdawianin Oleg Reabciuk, który kiedyś pomógł w kompromitacji reprezentacji Biało-Czerwonych za rządów Fernando Santosa; wreszcie Thelo Aasgard – jemu akurat Białostoczanie tej jesieni już przetrzepali skórę, gdy był jeszcze graczem Rangers FC. We wszystkich tych przypadkach niedawny kadrowicz Jana Urbana był jednak czujny i na miejscu.
Jaga odgryzała się, jak mogła i potrafiła. Ciut zimnej krwi zabrakło Kamilowi Jóźwiakowi, gdy Leo Petrot za krótko podawał do Colina Coosemansa; Kajetan Szmyt zaśw ostatniej chwili zblokowany został przez wspomnianego Biancone.
Coś ty zrobił, Ousmane!?
Wynik po pierwszej połowie determinował przebieg drugiej. Gospodarze szukać musieli wyrównania, pomóc miał w tym m.in. Ousmane Sow, wprowadzony za spanikowanego Findella. Ale i on dwukrotnie zachował się niezrozumiale, mając dobre sytuacje: a to odgrywał piłkę do gorzej ustawionego Andersa Klynge, a to znów szukał – w abstrakcyjny sposób – rzutu karnego, miast „ładować w bramę”. Najbliższy pokonania golkipera rywali był – przymierzając zza pola karnego – Prelec.
Siedemnaście mgnień talentu
Skoro się nie strzela w świetnych okazjach, zazwyczaj się traci... Anderlecht perfekcyjnie wykorzystał dwie kontry (pierwszą – po odbiorze na połowie Jagi): majstersztykiem był zarówno „rogal” Martina Winklera w długi róg, jak i precyzyjny strzał po ziemi z 19 metrów Jaydena Onia Seke. A to chłopak z rocznika 2009, a więc siedemnastolatek – oczywiście wychowanek akademii „Fiołków”! Brutalna lekcja skuteczności dla Białostoczan tym samym stała się bolesnym faktem...
(DaL)
3. KOLEJKA LE
◼ Jagiellonia Białystok – Anderlecht Bruksela 0:3 (0:1)
0:1 – Cvetković, 22 min, 0:2 – Winkler, 73 min, 0:3 – Onia Seke, 80 min
JAGIELLONIA: Abramowicz – Rodrigo Conceição, Vital, Kobayashi, Montoia – Klynge (77. Romanczuk), Findell (46. Sow), Kozłowski – Jóźwiak (65. Agbonifo), Prelec (82. Imaz), Szmyt (65. Cirković). Trener Adrian SIEMIENIEC.
ANDERLECHT: Coosemans – Barry, Petrot, Biancone, Reabciuk – Degreef (65. Onia Seke), Stroeykens (78. Kana), Aasgard – Ambros (65. Llansana), Winkler (82. Antman) – Cvetković (78. Bertaccini). Trener Vitor BRUNO.
Sędziował: Ondrej Berka (Czechy). Widzów: 15 621. Żółte kartki: Rodrigo Conceição, Vital, Kozłowski – Aasgard, Llansana, Onia Seke.