Był Stalinogród, wróciły Katowice…

Jeszcze w czwartek 18 października 1956 roku w winiecie „Sportu” widniała nazwa Stalinogród. Cztery dni później ponownie pojawiły się Katowice.

W winiecie „Sportu” z czwartku 18 października 1956 roku widniała jeszcze nazwa Stalinogród…

   Z LAMUSA   

We wrześniu 70 lat temu w Moskwie odbył się mecz reprezentacji Związku Sowieckiego z Węgrami. Było to starcie przyszłego mistrza olimpijskiego z tym odchodzącym, a także symboliczne pożegnanie „złotej węgierskiej jedenastki” – jednego z najwspanialszych zespołów w historii światowej piłki. Na tamten mecz pojechał pochodzący z Żor Stanisław Wojtek, wówczas dziennikarz „Sportu”, potem naczelny „Trybuny Robotniczej” – czytaj organu Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach. „Sport” był wtedy głosem Głównego Komitetu Kultury Fizycznej.

W meczu rozegranym w Moskwie przed 100-tysięczną widownią Madziarzy wygrali 1:0 po bramce Zoltana Czibora w pierwszej połowie. „Węgierska drużyna gwiazd znów błyszczy” – pisał w pomeczowym komentarzu „Sport”.

Decyzje VIII plenum

Dlaczego piszemy o spotkaniu rozegranym 23 września 1956 roku? Bo zaraz potem historia tak przyspieszyła, że miesiąc później sowieckie czołgi rozjeżdżały Węgrów na ulicach ich stolicy – Budapesztu – i innych tamtejszych miejscowości. W powstaniu węgierskim zginęły tysiące osób. U nas też niewiele brakowało, żeby doszło do interwencji, a faktycznie... nawet do niej doszło, bo w nocy z 18 na 19 października oddziały Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej opuściły garnizony na Dolnym Śląsku i Pomorzu, rozpoczynając marsz w kierunku Warszawy. W piątek, 19 października 1956 roku, w Warszawie zaczęło się VIII plenum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a do stolicy bez zapowiedzi przyleciał ówczesny człowiek numer 1 Bloku Wschodniego, czyli Nikita Chruszczow. Radzieccy towarzysze mieli pretensje, że plenum odbywa się bez udziału ich ludzi, w tym „marszałka Polski” Konstantego Rokosowskiego. Osiągnięto „porozumienie”. Nowym sekretarzem PZPR został towarzysz „Wiesław”, czyli Władysław Gomułka. To uspokoiło radzieckich towarzyszy i nastroje w Polsce. Umorzono zadłużenie Polski według stanu z 1 listopada, postanowiono o repatriacji 30 tysięcy Polaków z ZSRS, uzgodniono status wojsk radzieckich, a w ramach tzw. odwilży uwolniono z więzień więźniów politycznych i duchowieństwo, w tym kard. Stefana Wyszyńskiego. A Stalinogród na powrót stał się Katowicami…

Trzy dzielne licealistki

Właśnie: nieszczęsny Stalinogród…  Po śmierci jednego z największych oprawców w historii świata, Józefa Stalina, w marcu 1953 roku jedno z miast w Polsce postanowiono nazwać na cześć sowieckiego mordercy, odpowiadającego za śmierć milionów ludzi, w tym również tysięcy Polaków zamordowanych w latach 30. w ramach tzw. operacji polskiej NKWD czy w Katyniu w 1940 roku. Padł pomysł, żeby na cześć Stalina nazwać Częstochowę, ale komunistom przeszkadzała tamtejsza Matka Boska. W tej sytuacji padło na Katowice. Dekretem Rady Państwa i Rady Ministrów z 9 marca 1953 roku Katowice przekształcone zostały w Stalinogród, a województwo katowickie w stalinogrodzkie. Wnioskował o to na posiedzeniu Sejmu znany śląski pisarz Gustaw Morcinek. Bezpieka miała na niego obyczajowe haki, na Śląsku nie wybaczono mu takiego działania. 

Zawsze przy tej okazji warto wymienić nazwiska trzech licealistek z Katowic: Barbary Nowakowskiej-Galas, Natalii Piekarskiej i Zofii Klimondy, które zaprotestowały przeciwko tej haniebnej decyzji, a potem były prześladowane przez UB. Miały wtedy zaledwie po 16 lat. Natalia Piekarska-Poneta przeżycia opisała w książce „Byłam nie tylko na Mikołowskiej”.

Choć nazwę Katowice i województwo katowickie przywrócono na mocy dekretu Rady Państwa 10 grudnia 1956 roku, a wszedł on w życie 20 grudnia tego samego roku, to już 22 października w winiecie „Sportu” ponownie pojawiła się nazwa Katowice. Gazeta kosztowała wtedy 50 groszy. Jej nakład sięgał 170 tys. egzemplarzy.  

Na pierwszej stronie był oczywiście wstępniak poświęcony gorącym październikowym dniom. W propagandowym (i żenującym) artykule „Razem z Partią” czytamy: „Głębokim patriotyzmem i miłością do Partii przepojone są te dni październikowe. Obrady VIII Plenum KC PZPR wyzwoliły w narodzie gorący zapał i entuzjazm. Partia nigdy nie cieszyła się tak wielkim zaufaniem i tak wielkim przywiązaniem, jak w owe dni obrad. Wszystkie szczere demokratyczne siły naszego państwa skupione są wokół Partii” – czytaliśmy (niestety) na pierwszej stronie „Sportu”.

Awans Polonii Bytom i Górnika Radlin 

Dobrze, zostawmy komunistyczną propagandę i przejdźmy do świata realnego sportu. Czym żył kraj, jeśli chodzi o futbolowe boiska? Na pierwszej stronie tytuł: „Niedziela remisów. Garbarnia oczekuje towarzysza degradacji. Gwałtowny wzrost szans Polonii Bytom i Górnika Radlin”.

Mistrzostwo Polski tydzień wcześniej zapewnił sobie zespół CWKS, czyli Legii Warszawa. Było to mistrzostwo nr 2, poprzednie wojskowy zespół zdobył rok wcześniej. Z ligą żegnała się Garbarnia Kraków, mistrz Polski z 1931 roku, która do najwyższej klasy już potem nie wróciła, a teraz, jak wiemy, rywalizuje ledwie w V lidze małopolskiej. W tamtej kolejce przegrała 1:2 z Ruchem w Chorzowie. Gerard Cieślik bramki nie zdobył, ale strzelali jego koledzy – Pala i Pohl. Ta porażka przypieczętowała los krakowskiej jedenastki. Potem do Garbarni dołączyła jeszcze Polonia Bydgoszcz. Awansowały dwie górnośląskie jedenastki: Polonia Bytom, mistrz Polski z 1954 roku, oraz Górnik Radlin, wicemistrz kraju z 1951 roku, który w latach 50. raz awansował do I ligi (ekstraklasy), a raz z niej spadał.   

Krew w wodzie

Zaczęliśmy od Węgrów i na nich zakończmy dzisiejszy odcinek „Z lamusa”. Przy okazji meczu Górnika z Ferencvarosem latem w eliminacjach Ligi Europy, w dzielnicy Pesztu, gdzie usytuowany jest stadion najbardziej utytułowanego węgierskiego klubu, znajduje się tablica z napisem po polsku i węgiersku. Czytamy na niej m.in.:  „W 1956 roku z najszybszą i największą pomocą humanitarną dla Węgier pospieszyła Polska, a opaski Straży Narodowej nosili studiujący w Budapeszcie młodzi Polacy. Wieczna chwała ich pamięci!”. To właśnie tam „chłopcy z Pesztu” zgotowali krwawe piekło wkraczającym do ich stolicy sowieckim oddziałom. Wykorzystując układ wąskich ulic, za pomocą butelek z benzyną i posiadanej broni zniszczyli kilkanaście czołgów najeźdźcy.

Inne piekło zgotowali sowieckiej ekipie świetni węgierscy waterpoliści podczas igrzysk olimpijskich w Melbourne na przełomie listopada i grudnia 1956 roku. Ich mecz z ZSRS przeszedł do historii jako „krew w wodzie”. Rozegrany został 6 grudnia, a walka toczyła się o medale. Madziarzy wygrali 4:0, ale spotkanie nie zostało dokończone. Ervin Zador został uderzony przez Walentina Prokopowa, który rozbił Węgrowi łuk brwiowy. Woda zabarwiła się krwią, a wspierająca Madziarów publiczność na własną rękę chciała radzieckim zawodnikom wymierzyć sprawiedliwość. Sędzia zakończył przedwcześnie spotkanie. Węgrzy zwyciężyli, pokonali jeszcze potem Jugosławię i zdobyli złoty medal. Sowieci skończyli na trzecim miejscu.           

Michał Zichlarz

 …w winiecie z poniedziałku, 22 października, już ponownie Katowice, choć formalną zmianę komunistyczne władze podjęły dopiero w grudniu.  

W poniedziałek, 22 października 1956 roku, na pierwszej stronie „Sportu” dominowały informacje piłkarskie.   


Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się