Byle Wisła była za nami

Rozmowa z Jesusem Imazem, kapitanem Jagiellonii, pierwszym w historii strzelcem 100 ligowych goli dla klubu z Białegostoku

Jesus Imaz nie myśli o końcu kariery. Pragnie strzelać kolejne gole. Fot. Weronika Morciszek/Press Focus

W meczu przeciwko Wieczystej został pan pierwszym piłkarzem, który zdobył 100 bramek ligowych w barwach Jagiellonii.

- Jestem bardzo szczęśliwy przede wszystkim z wygranej, choć indywidualne wyróżnienia zawsze są miłe. Sto goli dla Jagiellonii to pokaźna liczba i wielki sukces. Gram dla klubu już bardzo długo i wszyscy wiedzą, jak bardzo go kocham – za to, co dla mnie zrobił, i za to, co ja zrobiłem dla niego. To działa w obie strony. Gramy dalej, mam nadzieję, że jeszcze powiększę ten dorobek.

Spodziewał się pan, że setną bramkę zdobędzie na stadionie Wisły, gdzie zaczęła się piłkarska przygoda z Polską?

- Nie spodziewałem się, ale to miłe, że wydarzyło się właśnie w tym miejscu. Kiedy przyjechałem do Polski, grałem na tym wspaniałym obiekcie. Dziś reprezentuję barwy Jagiellonii i bardzo się cieszę, że mogłem osiągnąć ten jubileusz tutaj. Mamy mnóstwo pracy do wykonania i wiele meczów przed sobą.

Sobotnie spotkanie miało chyba dwie lub nawet trzy różne fazy. W pierwszej połowie Jagiellonia w pełni dominowała. Na początku drugiej połowy to Wieczysta przejęła kontrolę i wyrównała. W końcówce pokazaliście charakter i strzeliliście dwa gole. Czy to oznacza, że Jagiellonia powoli odbudowuje swoją mentalność?

- W pierwszych minutach po przerwie brakowało nam koncentracji. Pozwoliliśmy rywalom wejść w mecz, mieli sporo rzutów rożnych, groźnych akcji i w końcu strzelili gola. Cieszy mnie jednak mentalność zespołu i to, jak zareagowaliśmy. Po remisie od razu chcieliśmy wygrać, poszliśmy po drugiego gola, strzeliliśmy go, a zaraz potem chcieliśmy dołożyć trzeciego. Taka jest tożsamość tej drużyny – grać ofensywnie i wywierać presję na przeciwniku. Ostatecznie nie było to łatwe, ale daliśmy radę.

Piłka nożna w wykonaniu Jagiellonii w ostatnim tygodniu pokazała, jak potrafi być nieprzewidywalna i szalona. Po meczu z Anderlechtem mówiło się głośno o kryzysie, a teraz rozmawiamy o trzecim zwycięstwie z rzędu.

- To na razie tylko trzy wygrane z rzędu, jeszcze niczego wielkiego nie osiągnęliśmy. Ale taka jest piłka: czasami leżysz na deskach, ale nie wolno ci się poddać. My to pokazaliśmy! Mamy za sobą bardzo trudny tydzień zwieńczony trzema zwycięstwami: jednym w Pucharze Polski i dwoma w ekstraklasie. Teraz czekają nas europejskie puchary, które są nagrodą za poprzedni sezon, a w weekend znów trudny mecz ligowy.

Jak ważna jest ta seria trzech zwycięstw z rzędu przed trudnym wyzwaniem, jakie czeka was w Sofii?

- Wygrane są dla nas kluczowe, bo zmieniły morale drużyny. Poczuliśmy się pewniej, każdy zawodnik wie, że jest ważny dla zespołu, a dla mnie najważniejsze jest to, żeby wszyscy byli gotowi do gry.

W Krakowie rywalizował pan ze swoim przyjacielem, Mikim Villarem, a po meczu długo rozmawialiście przy wyjściu z tunelu na boisko. Jak ważne było dla pana to spotkanie?

- Bardzo się cieszę jego szczęściem. Cały czas śledzę jego występy i bardzo się cieszę, że zagrał. Na boisku przez 90 minut jesteśmy rywalami, ale poza nim to mój wielki przyjaciel. Cieszę się jego grą i mam nadzieję, że będzie grał jak najwięcej, bo to świetny piłkarz i fantastyczny facet. Nasze żony się przyjaźnią.

W najbliższy piątek Wielkie Derby Krakowa. Ma pan z nich jakieś wyjątkowe wspomnienie, poza czterema golami?

- Zagrałem tylko w dwóch meczach i oba były na wyjeździe, więc nie miałem okazji poczuć atmosfery tego stadionu podczas meczu derbowego. Mam nadzieję, że kibice będą się dobrze bawić, obędzie się bez incydentów i będzie to wspaniałe widowisko.

W Wiśle nie ma pan już wielu znajomych, do których może wysłać wiadomość przed derbami.

- Chyba tylko do dyrektora Vullneta Bashy, który jest moim kolegą.

Cieszy się pan, że Wisła dobrze radzi sobie po powrocie do ekstraklasy?

- Tak, bardzo chciałem, żeby w niej grała, bo to klub z wielką historią. Cieszę się z jej powrotu – byleby na koniec sezonu... była za nami w tabeli!

Rozmawiał Michał Knura


Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się