Chodzi o to, by nie gapić się na piłkę!

Rozmowa z Ryszardem Komornickim, 20-krotnym reprezentantem Polski, czterokrotnym mistrzem Polski z Górnikiem Zabrze, w którym grał z Janem Urbanem

Chodzi o to, żeby reprezentacja Polski była uśmiechnięta nie przed meczem, ale po nim. Na zdjęciu przed spotkaniem ze Szwedami. Fot. Paweł Andrachiewicz/ Press Focus

Przed nami mecz Polska – Rumunia w Warszawie. Kto właściwie w tym meczu jest faworytem? 

– Dla mnie nie może być inaczej: reprezentacja Polski. Rumuńska piłka nie jest w tej chwili na najwyższym poziomie. Czytałem, że musimy teraz wygrać, że Janek musi wygrać… Mam więc nadzieję, że drużyna da radę. Wiadomo, jakie są obecnie nastroje, ale to w ogóle nie zmienia faktu, że Polska jest w stanie ten mecz wygrać.

Jesteśmy w połowie czteromeczowego maratonu Polski w Lidze Narodów. Co możemy powiedzieć na półmetku o naszej drużynie? 

– Niestety, wygląda na to, że jesteśmy w tym samym miejscu, w którym byliśmy pół roku temu czy rok temu. W tym czasie nie wydarzyło się nic przełomowego… Słuchałem właśnie wywiadu z selekcjonerem reprezentacji Portugalii na temat Cristiano Ronaldo. Powiedział, dlaczego nie wpuścił go na mecz. Stwierdził, że to on powinien o tym decydować, a nie piłkarz, że Ronaldo nie jest jakimś Maradoną. Tak sobie myślę, że widzę u nas pewne podobieństwa…

No właśnie, w jakiej roli powinniśmy zobaczyć Roberta Lewandowskiego? 

– Jako trenera… (uśmiech). Żartuję. Ja nie wiem, po co ta męka... Janek się męczy i Lewandowski się męczy. Czy chodzi tylko o to, żeby mieć milion meczów w kadrze? Z drugiej strony, niektórzy dziwią się, że Lewandowski wszedł w końcówce. Dziwię się, że się dziwią. O tym, kto kiedy wchodzi – decyduje tylko i wyłącznie trener.

Gra reprezentacji się nie zmienia. 

– Właśnie. Jest dużo niedomówień. Po poprzednich trenerach każdy sobie życzył, żeby dużo zmieniło się na korzyść. Żeby nasi grali w piłkę lepiej niż do tej pory. Muszę powiedzieć, że jestem zwolennikiem Janka, bardzo go szanuję, ale nie mogę powiedzieć, że wszystko w tej kadrze się układa, że jest fajnie. Powiedziałbym wtedy nie to, co myślę.

Co więc zmienić? 

– Jestem przeciwnikiem gry trzema obrońcami. Tyle bramek tracimy, a… nadal nie potrafimy bronić! Nie wiem, czy jest taki drugi zespół na świecie, któremu tak łatwo strzelić bramkę… A przecież obrona to podstawa. Nie mogę już patrzeć na ten system z trzema obrońcami i wahadłowymi, nie znoszę tego określenia. Wahadłowy – czyli piłkarz, który waha się, czy bardziej z przodu, czy z tyłu... (śmiech). Na poważnie, w tym systemie gramy niestety bardzo chaotycznie. U innych drużyn uważanych za mocne widać mechanizmy, wyuczone zagrania, tak właśnie grają topowe zespoły. U nas tego nie ma. Jest za to dużo przypadku, a przemyślanych zagrań mało. Po co tyle grania z tyłu, w poprzek... Trochę jestem ironiczny, ale tak we dwójkę dalibyśmy radę... Problem jest taki, że nasi zawodnicy gapią się na piłkę, a nie widzą, gdzie jest przeciwnik. Kiedyś jeden z włoskich trenerów powiedział mi, że obrońca ma przede wszystkim patrzeć w oczy przeciwnikowi, jakby był zakochany. Piłka w niektórych sytuacjach nie jest najważniejsza, bo przez takie myślenie my gubimy krycie! Nie wiem, skąd to się bierze, bardzo to dziwne. To jest nie do zaakceptowania, nic więc dziwnego, że po meczu ze Szwecją jestem zły i rozczarowany! Powtarzam: powinniśmy grać czwórką w obronie. Drażni mnie, że w 40-milionowym narodzie nie potrafimy znaleźć lewego obrońcy. 80 procent drużyn narodowych gra czwórką w obronie. A słyszę, że u nas będzie się ustawiać szkolenie pod wahadłowych. Jak można rezygnować z bocznych obrońców?!

A jak powinniśmy zagrać z Rumunią, po tym, co pan widział we wcześniejszych meczach? Odważnie czy raczej zachowawczo? 

– To zupełnie nieistotne. Można grać zachowawczo i tracić gole, grać odważnie i ich nie strzelać. Najważniejsze to zachować balans, nie wszyscy z tyłu i nie wszyscy z przodu. A przy gapieniu się na piłkę brakuje potem asekuracji… W ataku u nas to momentami jak w piłce ręcznej. Stoją na obwodzie i podają sobie piłkę wokół pola karnego. To niewiele daje.

Co jeszcze do poprawy? 

– W środku nie widzę piłkarza, który potrafiłby dyrygować. Zieliński to bardzo dobry piłkarz, ale nie dyryguje. Inna sprawa, dajemy przeciwnikowi miejsce, gdzie nie powinien mieć centymetra swobody, czyli przed polem karnym. Nie podoba mi się, że między pomocą i obroną zawsze jest dziura. Tracimy piłkę między 16. a 18. metrem przed polem karnym i robi się problem. Ta strefa musi być zabezpieczona. Drużyna musi umieć reagować na wydarzenia boiskowe, a nasza reprezentacja nie zawsze potrafi. Czasem może nie chce. Nie ma jednak co zachowywać się arogancko wobec teoretycznie słabszych reprezentacji, różnie można na tym wyjść. Jeszcze coś innego, mnie uczono, że im wyżej odbierzesz piłkę, tym lepiej. U nas to momentami wyglądało, jakby zawodnicy tego nie znali, nie wywoływali specjalnej presji na przeciwniku. Gdzie się da, to trzeba grać blisko rywala. Pokazywał to ostatnio Vincent Kompany piłkarzom Bayernu: „Wystaw rękę, ale nie żeby pchać, tylko żeby dokładnie czuć, gdzie jest przeciwnik”. Generalnie trzeba od piłkarzy wymagać, a niestety wygląda na to, że nie wszyscy potrafią u nas przejąć odpowiedzialność. Janek nie jest w stanie w trakcie meczu wejść na boisko i pokazać, o co chodzi. Z drugiej strony muszę wspomnieć, że przy wszystkich pokazanych minusach ci zawodnicy zasługują na szacunek, są przecież reprezentantami Polski. Dlatego słowa Kowalczyka o tym, że Kiwior nie umie grać w piłkę, uważam za przekroczenie granicy. To rynsztok!

Czy powinni być testowani nowi piłkarze, czy powinniśmy się raczej trzymać sprawdzonych? 

– Wiadomo, że selekcjoner musi zwracać uwagę na młodzież. Ogólnie to nie ten sam poziom, w dorosłej piłce jest o niebo trudniej. Klopp powołał ostatnio mnóstwo piłkarzy, przemeblował, odmłodził skład, który… przegrał z Grecją. Zmiana nie może odbywać się falą. Jednak co innego jednostki. Czasem śmieszy mnie, gdy o kimś mówi się, że za młody. Powinno liczyć się tylko, czy dobry, czy trener go potrzebuje – to wszystko. W szwajcarskim FC Luzern regularnie występuje utalentowany polski napastnik Daniel Mikołajewski, obserwuję go. 20-latek gra tam na wypożyczeniu z włoskiej Parmy i zbiera znakomite recenzje. Niedawno popisał się spektakularnym hat-trickiem w wygranym 5:1 meczu ligowym przeciwko Grasshoppers Zurych. Potrafi zaskakująco zagrać piłkę, takim zewnętrzniakiem, niczym, bez przesady, Beckenbauer. To jeden z tych, których Janek mógłby sprawdzić. A właściwie – powinien. Wtedy przekonamy się, czy chłopak się nadaje. Z pewnością ma duży talent.

Spotkanie z Rumunią będzie meczem dwóch drużyn mocno ostatnio pokiereszowanych. Rumuni mają własne problemy. Przegrali dwa mecze, z nami wystąpią bez kluczowego napastnika – Louisa Munteanu, który skręcił kostkę przed wylotem do Warszawy. Można się na to oglądać? 

– Od czasu, kiedy trenował mnie Hubert Kostka, nie mówię na kostkę – kostka, tylko staw skokowy (uśmiech). Wiadomo, że trzeba przeciwnika obserwować, ale obserwatorów mamy u nas za dużo. Chodzi jednak o to, żeby to przeciwnik musiał się natrudzić, by nam przeszkodzić, żeby zważał na nas. Jako trener takich informacji o urazie w ogóle piłkarzom bym nie przekazywał. To dla meczu nieistotne. Powinniśmy skupić się na tym, żeby rywali zjeść. Ale nie dlatego, że są słabi, że mają jakiś problem, ale dlatego, że to my jesteśmy mocni.

Rozmawiałem o meczu z Januszem Nawrockim. Mówi, że spokój i konsekwencja ciągle mogą nas uratować. Zgodzi się pan z tym stwierdzeniem? 

– Absolutnie! Nie ma co mówić w panice. Trzeba racjonalnych metod, a nie mnóstwa dyskusji.

Nie sposób o to nie spytać: wielu chciałoby zmiany selekcjonera już teraz. Czy to mogłoby coś zmienić? 

– Jankowi życzę najlepiej. Nie chcę go krytykować, on dostaje za swoje, także często poniżej pasa, ale tak to jest z selekcjonerami – to ich praca, ich odpowiedzialność. Wierzę, że Janek opanuje sytuację, jestem przekonany, że sobie poradzi. Życzę mu, żeby wyłączyć się z tego, co dzieje się teraz wokół kadry i żeby z Rumunią wygrał jak najwyżej. Dajmy mu spokojnie pracować.

Rozmawiał Paweł Czado


Ryszard Komornicki. Fot. Paweł Czado

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się