Chór wujków
Z DRUGIEJ STRONY - Dariusz Leśnikowski
Szwedzi (patrz niżej) już ogłosili kadrę na listopadowy finisz grupowych zmagań w Lidze Narodów. Jan Urban listę swych wybrańców ogłosi w piątkowe przedpołudnie. Z paru powodów trudno mu tym razem tego momentu – który przecież w jakiś sposób powinien przynosić satysfakcję selekcjonerowi i być świętem dla jego wybrańców – zazdrościć.
Po pierwsze – znów „sprawa się rypła” w paru kwestiach personalnych. Marcin Bułka już bezdyskusyjnie wygrał rywalizację o miejsce między słupkami, ale na mecze z Rumunami i Szwedami nie przyjedzie. Oskar Pietuszewski jeszcze się nie rozpędził do końca po wcześniejszych kłopotach, a już go coś „szarpnęło” w udzie i na pięć minut przed ligowym sobotnim meczem Porto poszedł na trybuny, miast na środek boiska z kolegami. Jakub Moder – od lat nadzieja na uporządkowanie sytuacji przed (dziurawą) defensywą – szkoda gadać: po półrocznej przerwie zagrał minutę i znów poszedł na L-4. Kuba Kamiński też pojawił się w weekend tylko na minutę po urazie, którego nabawił się na kadrze, więc powstaje pytanie, jak daleko jest od swej najlepszej formy.
Po drugie – mierzyć się musi z głośnym chórem „wujków dobra rada”, podpowiadających nazwiska zawodników, których za żadne skarby świata pominąć nie może. Ucichła co prawda histeria medialna wokół braku powołania dla Karola Czubaka – może dlatego, że po przerwie reprezentacyjnej zdobył raptem jednego z 10 (!) goli ligowych Motoru, natomiast lista sugestiik i tak się rozrosła. Poręba, Kubiak, Nowak – dla każdego z nich znaleźć można argument na rzecz wezwania go pod broń; w kontekście jednego z wymienionych graczy rozczuliło mnie swą merytoryką urocze zdanie „jego kariera pędzi jak szalona”. Sęk w tym, że tego typu podpowiedzi nigdy nie uwzględniają całości obrazu drużyny, którą zbudować ma selekcjoner: wielości i różnorodności zadań, umiejętności wpasowania się w ustawienie, taktykę i zadania, itp. Kto by się jednak nad tym pochylał, skoro wystarczy dla poklasku (klików) proste zdanie „Jan Urban musi powołać [tu wpisz dowolne nazwisko]!”.
No i po trzecie – „jazda bez trzymanki” w sprawie przyszłości selekcjonera, podsycana - raczej bardziej niż mniej świadomie i celowo - przez dwuznaczne „wrzutki” ze strony prezesa związku. „Co się tak tego Janka czepiają?” - mniej więcej w tym samym zahaczyli mnie ostatnio dwaj byli (odlegli w czasie, to fakt) reprezentanci Polski, dziś mieszkający we Francji i Niemczech, ale bardzo emocjonalnie podchodzący do reprezentacyjnych spraw. Nad Renem i Loarą też czytają serwisy sportowe znad Wisły, i kręcą głowami, gdy po czternastu miesiącach jego pracy próbuje się – bez jednoznacznego ucięcia tematu przez PZPN – kreować następców obecnego selekcjonera.