Co się stało z Rakowem?

Częstochowski klub jest doskonałym materiałem badawczym już nie tylko dla sportowych analityków, ale jako szersze spektrum oceny dla socjologów.

Raków zagrał z Wieczystą niezły mecz, ale trener... i tak stracił pracę! Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

To bowiem, w jaki sposób i w jak szybkim tempie z klubu będącego wzorem i wyznaczającego trendy w polskim futbolu stał się wdzięcznym tworzywem dla memów i pożywką dla prześmiewców, jest doprawdy niewiarygodne.

Spektakularny zjazd

Klub, który jeszcze w I lidze w wielu dziedzinach uchodził za nowatorski i budzący podziw, który po awansie do ekstraklasy już w drugim roku grania zdobył wicemistrzostwo, sięgając przy tym po Puchar oraz Superpuchar Polski, powtórzył to rok później, a w kolejnym świętował już mistrzowski tytuł i był najbliżej Ligi Mistrzów od czasów Legii dekadę temu, obecnie szoruje po dnie ekstraklasy i czeka go walka o utrzymanie.

Gdyby jeszcze tylko sportowy marazm dopadł drużynę, byłoby to pewnie do przezwyciężenia i dało się logicznie wytłumaczyć. Wybitnie słabe sezony zdarzały się przecież klubom zdecydowanie większym i bardziej zasłużonym od Rakowa. Gdyby za kłopotami stały problemy finansowe właściciela i/lub (niepotrzebne skreślić) chęć wycofania się z piłkarskiego biznesu, też trzeba byłoby to, choć z bólem, zaakceptować i przyjąć do wiadomości. Problem w tym, że Raków dysponuje całkiem niezłą kadrą na papierze, pieniądze – sądząc po zwalnianiu lekką ręką co chwilę trenerów z długim kontraktem – też się zgadzają, ale co rusz podejmuje decyzje wymykające się jakimkolwiek prawidłom logiki. A podejmuje je całkowicie autorytarnie i jednoosobowo Michał Świerczewski. Twórca częstochowskiej potęgi w ostatnim czasie ewidentnie się pogubił, nie potrafi się odnaleźć w sytuacji kryzysowej, a kolejne pożary postanawia gasić benzyną.

Już było dobrze…

Inaczej nie da się bowiem wytłumaczyć poniedziałkowej decyzji o rozstaniu z Tomaszem Kaczmarkiem. Przypomnijmy – trenerem, którego kilka tygodni temu za milion złotych wykupił z Radomiaka, podpisując z nim kontrakt do czerwca 2029 roku i zapewniając o dalekowzrocznym projekcie. Ewidentnie wierzył w to również sam Kaczmarek, od którego biła pozytywna energia na konferencjach prasowych, a szatnia miała być zachwycona jego profesjonalizmem.

Ciężko też obronić tezę, żeby drużyna nie notowała progresu – zarówno w grze, jak i wynikowo. Nie zmieniło się tylko jedno – ostatnie miejsce w tabeli, ale trzeba pamiętać, w jakim stanie Kaczmarek drużynę przejmował – z zerem punktów na koncie! W debiucie wygrał po przekonującej grze 2:1 z Motorem Lublin, potem przyszła przegrana 2:3 w zaległym meczu z Zagłębiem Lubin, ale trzeba pamiętać o kardynalnych błędach sędziowskich z tamtego meczu na niekorzyść Rakowa. Porażki z Koroną (2:3) oraz GieKSą (1:4) można uznać za zasłużone, ale już w ostatniej kolejce Raków wygrał 2:1 bardzo ważne spotkanie z Wieczystą, będąc drużyną zdecydowanie lepszą na boisku.

Informacyjne embargo

Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, a trener, wedle naszych ustaleń, miał być skonsternowany poniedziałkową decyzją właściciela. Już sama w sobie była ona szokująca i narażała klub na nie do końca poważne traktowanie, ale jeśli połączymy to z faktem, że Raków nie miał przygotowanego następcy, to robi się ona kuriozalna. Chyba że za zwolnieniem Kaczmarka stoją zupełnie inne, być może nie do końca sportowe powody. To w tym momencie jednak jedynie sfera domysłów, bo w klubie przy Limanowskiego na razie nastąpiło całkowite embargo na jakiekolwiek informacje dotyczące kulis rozstania. Szkoleniowiec na razie również nie zabiera głosu. W kuluarach słychać, że właściciel miał dojść do wniosku, że się pomylił, że ten projekt nie rokuje i lepiej było to przerwać teraz, niż tracić kolejne tygodnie i być może bezcenne w walce o utrzymanie punkty. Trochę za dużo tych pomyłek jednak w ostatnim czasie – podobną narrację słyszeliśmy w przypadku Łukasza Tomczyka czy Dawida Kroczka.

Chcą Szwargę

Jeszcze bardziej wracając w przeszłość, również przy Dawidzie Szwardze dało się słyszeć takie słowa. Powierzono mu mistrzowski zespół latem 2023 roku, przepracował rok, potem na powrót udało się namówić Marka Papszuna, a Szwarga wrócił do roli asystenta. Popracował jeszcze w Gdyni z Arką, awansował z nią do ekstraklasy, by po zwolnieniu w marcu tego roku kilka miesięcy później zostać ponownie asystentem w GKS-ie Katowice. Teraz Szwarga znów ma być lekiem na całe zło Rakowa, a jego powrót na Limanowskiego wydaje się przesądzony. Choć jeszcze we wtorkowe przedpołudnie wiele wskazywało na to, że w sobotę drużynę ponownie poprowadzi Szulczek (prowadził już Raków w tym sezonie w przegranych meczach z Górnikiem 1:2 oraz Lechem 0:1). W klubie nie brakowało zresztą głosów, że warto byłoby dać mu szansę nieco dłużej. – Mamy dobrego trenera pod ręką, a ciągle szukamy. Szczególnie w meczu z rozpędzonym Lechem w Poznaniu nasza gra wyglądała dobrze – usłyszeliśmy w klubie. Później wydarzenia jednak przyspieszyły i Szwarga może zostać ogłoszony już w środę.

Mariusz Rajek

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się