Częstochowska partia szachów

PARAGRAFY I SPORT - cotygodniowy felieton Roberta Kiłdanowicza

Co prawda Częstochowa nie leży na Śląsku, lecz znajduje się w województwie śląskim. Oznacza to przywilej, chcąc nie chcąc, że Rakowowi należą się nasze łamy, które uwzględniają naszą troskę o przyszły los tej drużyny. Rolą felietonisty, w mojej ocenie, jest zajmowanie się czy poruszanie nie tylko kwestii zdarzeń wielkich, wiekopomnych czy nadskakiwanie towarzystwu, lecz również i podejmowanie spraw trudnych, opisywanie kryzysów, niepokojących wydarzeń rozczarowujących opinię publiczną – a nuż spowoduje to jakąś refleksję.

Dlatego też trzeba zaznaczyć w kontekście klubu, że coś na Limanowskiego dzieje się niedobrego, a przecież wszystkie przesłanki miały wskazywać, że rodziła nam się nowa jakość piłkarska pod Jasną Górą. W istocie sprawy właściciel x-kom, wyciągając klub z niebytu, wprowadził go na piłkarskie salony.

Ktoś z jednej strony mógłby powiedzieć, że ot, to kaprys multimilionera, który nie wie, co ma zrobić ze swoimi pieniędzmi, lecz z drugiej strony nikt, zwłaszcza z tych możnych – na ile ich znam – nie lubi marnotrawić swoich zasobów. Zważywszy zaś, że szybkość zmian trenerskich na ławce Medalików coraz bardziej goni SpaceX Elona Muska, należałoby się zastanowić, czy klub w ostatnim czasie bardziej dryfuje w kierunku Polonii Warszawa Józefa Wojciechowskiego, czy może jednak podąża w stronę Wisły Bogusława Cupiała albo GKS-u ery Mariana Dziurowicza.

Powyższego wzorca nie wybrałem przypadkowo, bo przecież klub i jego właściciel borykają się z poważnymi ograniczeniami w infrastrukturze stadionowej, podczas gdy polski standard w tej dziedzinie został już wywindowany i utrwalony na przyzwoitym europejskim poziomie. Jednak dotychczas wizytówką Rakowa był podejmujący racjonalne decyzje właściciel, posiadający ponadnormatywny n-ty zmysł uzupełniony o co najmniej dobry poziom sportowy drużyny. Razem tworzyło to mieszankę wybuchową, którą Anglosasi nazywają smart clubem, co w polskich warunkach można tłumaczyć jako sprytny, inteligentny klub, czasami cwany – w dobrym tego słowa znaczeniu.

Zaznaczyć przy tej okazji trzeba, że to oczywisty fakt, iż lepiej mieć okazalszy stadion niż kurnik (wcale nie sugeruję Rakowa), ale klub bez nowoczesnej infrastruktury grał przecież w europejskich pucharach i jakoś go to nie uwierało. Więc dlaczego miałoby mu to nagle przeszkadzać?

Z rozmysłem użyłem wyżej wymienionych właścicieli klubów, wskazując, w jakim kierunku mogą podążać kluby wyposażone w majętnych właścicieli, że o aktualnym Widzewie i Legii nie wspomnę. Michał Świerczewski więc dotychczas jawił się oazą mądrości, posiadaczem kamienia filozoficznego, który przeprowadzał klub suchą stopą przez tę bylejakość polskiego futbolu; bylejakość, która jest brutalnie weryfikowana na arenie europejskiej.

Ostatni okres nakazuje jednak ponownie zweryfikować opinię o Medalikach, bo coś się zacięło w tej dobrze funkcjonującej maszynerii. Nie widać planu i coraz bardziej kryzys zarządza klubem niż klub sytuacją kryzysową. Bo czyż obecny trener, Dawid Szwarga, nie jest piątym coachem w obecnym roku? Byłem przekonany, że wysokim ryzykiem było zatrudnianie trenera Tomasza Kaczmarka, lecz równie czynnością wysokiego ryzyka było jego obecne zwolnienie. Poza tym jakie przesłanki przesądziły o ponownym zatrudnieniu Szwargi, skoro wcześniej – i to całkiem niedawno (opuścił drużynę w grudniu 2024 roku) – musiał odejść z Częstochowy? Może te roszady trenerskie wcale nie są panaceum na bolączki klubu, a raczej są przyczyną aktualnego kryzysu drużyny z Limanowskiego?
W każdym bądź razie utrata sterowności Medalików na piłkarskim rynku komercyjnym wewnętrznym kojarzy mi się trochę z zapomnianym polskim arcymistrzem szachowym Ksawerym Tartakowerem. Udając się w sierpniu ’39 roku na olimpiadę szachową do Argentyny, zastał go tam wybuch II wojny światowej. Zresztą w Argentynie, zanim wrócił do Europy pod zmienionym nazwiskiem, utrzymywał się przez początkowy okres, grając kilka symultanicznych partii naraz. Wszystkie wygrywał. Miał on takie, jedno z moich ulubionych, powiedzeń: Taktyka polega na tym, że wiemy, co robić, kiedy można coś zrobić. Natomiast strategia polega na tym, że wiemy, co robić, kiedy nie można niczego zrobić.

Mam nadzieję, że proces decyzyjny wkroczył w Częstochowie z etapu taktycznego do trybu strategicznego, którego zwykli śmiertelnicy nie są w stanie swoją percepcją zdefiniować, a może trafniej – po młodzieżowemu – ogarnąć. W przeciwnym razie szkoda byłoby roztrwonić dorobek klubu stworzony przez Michała Świerczewskiego.

Natomiast w sensie funkcjonującego bon motu pod Jasną Górą, że to Raków wymyślił Marka Papszuna, trzeba by przedefiniować na bardziej bliskie prawdzie, że to Marek Papszun wymyślił Raków.

Michał Świerczewski dotychczas jawił się oazą mądrości, posiadaczem kamienia filozoficznego, który przeprowadzał klub suchą stopą przez tę bylejakość polskiego futbolu. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się