Czysty Harry
WYMIANA KOSZULEK - cotygodniowy felieton Wojciecha Kuczoka
Press Focus
Tak się zawsze pocieszam, jak se przypomnę, ile lat minęło od ostatniego majstra Ruchu. W Chorzowie mistrzowski post liczy sobie niespełna 35 lat, w ojczyźnie futbolu zaczyna wymierać pokolenie, które mistrzostwa na oczy nie widziało. I tak sobie myślę, komu czekać łatwiej: fanom Niebieskich, którzy się w ciągu tych trzech i pół dekady raz tylko otarli o tytuł (w 2012 roku do ostatnich minut sezonu mieli szanse na triumf), czy kibicom Albionu, którzy zawsze mierzą najwyżej, zawsze są wymieniani wśród faworytów i niezmiennie muszą się obejść smakiem.
W tym roku znów było blisko, ale powstrzymał ich w półfinale Messi, dwakroć asystując kolegom przy golach. Harry Kane miał prawo czuć się sfrustrowany, bo choć trafił na mundialu sześć razy – przed ośmiu laty tyle wystarczyło mu do zdobycia tytułu króla strzelców - tym razem nie miał szans nawiązać walki nawet o indywidualną koronę. Meczów rozegrano więcej niż zwykle, do tego dwaj panowie M - Messi i Mbappe - odjechali rywalom na kosmiczny poziom strzelecki. Przygnębiony Harry Kane w zabawie o brązowy medal nie wystąpił, choć pewnie w francusko-angielskim festynie bramkowym mógłby wyraźnie poprawić statystyki.
Przyszedł jednak dzień pocieszenia w poniedziałek – jubileuszowa gala Złotej Piłki po raz pierwszy odbyła się w Londynie i choć długo wydawało się, że wszystkie nagrody rozdzielą między sobą trenerzy, piłkarki i piłkarze hiszpańscy, najważniejszą statuetkę wieczoru wreszcie znowu dostał Anglik – ćwierć wieku po Michaelu Owenie. I nie jest to żadną miarą wybór kontrowersyjny – wygrał bowiem zawodnik kompletny, diablo skuteczny jako napastnik i artysta najwyższej próby w roli asystenta; kapitan reprezentacji narodowej i lider europejskiej potęgi klubowej.
W Bundeslidze od trzech lat nie schodzi z tronu najlepszego snajpera, rokrocznie mierząc w rekord ustanowiony przez Roberta Lewandowskiego, czyli 41 goli w rozgrywkach. Skądinąd, im bardziej próbuje, tym wyraźniej widać, że to, co wykonał Robert w sezonie 2020/21, i tak opuszczając kilka spotkań z powodu kontuzji, jest wyczynem nie z tej ziemi. Jeśli napastnik tej miary, co Kane w życiowej formie nie dał rady nawet zbliżyć się do tego wyczynu (dwukrotnie trafiał po 36 razy), można mniemać, że rekord Lewego pewnie nas wszystkich przeżyje.
Także w Lidze Mistrzów Kane dotarł tylko do półfinału, ale za to wziął udział w bodaj najlepszym meczu piłkarskim w dziejach, kiedy pod koniec kwietnia Bayern okazał się gorszy od PSG o jedną bramkę, przegrywając w Paryżu 4:5. Tę wiosenną kanonadę sam zresztą rozpoczął, trafiając z jedenastu metrów.
The HurriKane w sezonie, za który zgarnął tytuł najlepszego piłkarza globu, trafiał we wszystkich rozgrywkach 73 razy, co samo w sobie jest wyczynem fenomenalnym, biorąc pod uwagę, że z typowej dziewiątki, na której dorobek pracują koledzy z zespołu, stał się także rozgrywającym, szukającym piłki na całej długości boiska, nie stroniącym od wspierania defensywy i imponującym ilością precyzyjnych, długich podań. Przegląd pola i instynkt strzelecki, także przejmowanie odpowiedzialności za drużynę, podrywanie jej w trudnych chwilach, czynią go najbardziej obecnie pożądanym graczem na świecie – tyle że Kane jest niesprzedawalny, w Bayernie pracuje na swój pomnik i wciąż ma nadzieję choć raz wznieść najcenniejszy klubowy puchar.
W dodatku Kane gra piłkę elegancką, gra czysto, fair, nie gustuje w złośliwych faulach, aby dać upust frustracji. Na szczęście dla niego odstąpiono w tym roku od niepisanej zasady, że laureat musi mieć na swoim koncie mistrzostwo świata, kontynentu, lub wygraną w Champions League. Kane bowiem nigdy nie miał okazji wznosić żadnego z tych trofeów. To nie jest typ wędrowniczka, który chyżo podąża za kasą i splendorami - od kiedy zaczął regularnie grać w seniorskiej piłce, zmienił klub tylko raz, przechodząc z Tottenhamu do Monachium. W Londynie występował przez dekadę, stając się klubową legendą, najlepszym strzelcem w historii Spurs (280 goli!) i wiceliderem tabeli snajperów Premier League (tylko Alan Shearer trafiał częściej).
Tej jesieni nie spuszcza z tonu, trafia zarówno dla klubu, jak i dla kadry, o której piekielnej sile przekonali się niedawno Chorwaci, zaznając najwyższej w dziejach porażki, 0:7 w meczu Ligi Narodów rozegranym w Rijece. W ostatnim przed galą meczu Ligi Mistrzów, który równie dobrze mógł być finałem tych rozgrywek (nic straconego, obie drużyny mogą się w nim spotkać w maju), Bayern zremisował z Arsenalem dzięki Kane’owi, który zaliczył genialną asystę i wytrzymał napięcie, wykorzystując skutecznie rzut karny.
Dojrzałość piłkarską Anglika widać ostatnio właśnie w perfekcyjnych długich podaniach, zagrywanych na duże odległości idealnie w tempo – jeśli obrona myśli, że może sobie odetchnąć, bo HurriKane się cofnął do drugiej linii, jest w błędzie – właśnie mierzone pasy są jego zabójczą bronią.
Najważniejszą statuetkę gali Złotej Piłki wreszcie znowu dostał Anglik – ćwierć wieku po Michaelu Owenie. Fot. PAP/EPA