Dajmy Michałowi jeszcze chwilę

Rozmowa z Joachimem Marxem, mistrzem olimpijskim z 1972, legendą Ruchu i RC Lens, od pół wieku mieszkającym we Francji

Michał Skóraś (z lewej) pierwszy pełny mecz w Lidze Mistrzów zagrał przeciwko byłym kolegom z Club Brugge. Nie będzie go dobrze wspominać (0:3), ale... ma być już tylko lepiej! Fot. Belga/SIPA USA / Press Focus

Wicemistrzostwo, Puchar i Superpuchar Francji – niespełna pół roku temu Lens było w ekstazie. A dziś drużyna jest ledwie dziewiąta w Ligue 1, a wyniki w Champions League też nie powalają...

- No i jeszcze właśnie przegrali derby z Lille. Pechowo. Chcieli piłkarze Lens w samej końcówce strzelić gola i na cztery minuty przed końcem nadziali się na kontrę. A wie pan, jak ważne są derby dla kibiców... Ci z Lille teraz się nabijają z nas: jesteśmy drudzy w tabeli, wygraliśmy z wami. Na szczęście my też mamy swoje argumenty: zdobyliśmy już trzy punkty w Lidze Mistrzów, a u was wciąż wielkie zero! Natomiast mówiąc poważnie: w tym sezonie nie oczekuję od Lens fajerwerków. Siódme-ósme miejsce w Ligue 1 będzie niezłym wynikiem. Poodchodzili ważni zawodnicy, niekoniecznie udało się ich zastąpić, a do tego paru innych jest w tej chwili kontuzjowanych.

Która strata najbardziej boli?

- Dla mnie - Facundo Mediny, choć jego, po pięciu latach gry w Lens, straciliśmy już latem 2025. To był superpiłkarz i fantastyczny człowiek, miał świetny kontakt ze wszystkimi w szatni. Zawsze uśmiechnięty, zarażający optymizmem. Druga strata to Mamadou Sangare.

Mnóstwo pieniędzy – 48 mln euro – zapłacili za niego Anglicy z Brentford!

- Ale do tej pory nie udało się w środku pola załatać tej dziury, jaka się pojawiła po jego odejściu.

Odszedł też trener Pierre Sage, twórca tych ubiegłosezonowych sukcesów. Czemu?

- A kto by się dziś oparł propozycji z Premier League? Może i nienajlepiej mu na razie idzie w Crystal Palace, ale za to dostał pensję trzy razy większą niż we Francji.

Od tamtej pory zdążono już jednak dokonać kolejnej zmiany. Czym się naraził Dino Toppmöller?

- Nawet niekoniecznie on bezpośrednio. Ja sobie tę dzisiejszą piłkę obserwuję i widzę, że w czasie meczu główny trener zazwyczaj stoi i analizuje wydarzenia na boisku, a wzdłuż linii biegają i instruują zawodników jego asystenci. I on też takiego miał: chłopa „z jajami”, który całkiem mocno opieprzał piłkarzy. Więc oni się zbuntowali i zażądali jego zwolnienia. „Nie wybaczyłbym sobie, gdybym ja zachował swoją posadę, poświęcając jego” - powiedział Toppmöller. I sam zrezygnował z pracy. Zresztą wcześniej w klubie odmówiono mu zatrudnienia proponowanego przez niego trenera bramkarzy. To też było zarzewiem konfliktu.

Toppmöllera zastąpił inny jego asystent. Próżno jednak u Yannicka Cahuzaca szukać bogatego CV trenerskiego...

- To prawda. On nawet nie bywał tym najważniejszym asystentem, ale drugim albo trzecim. W Lens pracował parę lat temu u boku Francka Haise, a potem poszedł z nim do Nicei. Ale tam nie chcieli go kibice. Protestowali przed klubem, na treningi przychodzili.

Czemu???

- Bo to charakterny facet jest, z Korsyki. I ponoć jak przyjeżdżał jeszcze jako zawodnik – na przykład z Bastią – do Nicei, to się miejscowym piłkarzom mocno dawał we znaki, wkurzając przez to kibiców. Ciekawe jest to, że on na razie nie ma jeszcze wszystkich niezbędnych dyplomów. Jest na kursie UEFA Pro, ale dostał zgodę federacji na pracę z Lens. Natomiast jego koledzy z tego kursu bardzo dobrze się o nim i jego umiejętnościach wyrażają. Ogólnie uważa się, że da radę, bo to bojowy człowiek, zadziora, który nieraz kończył mecze z czerwoną kartką. Zresztą ja zawsze lubiłem Korsykanów. Kopali, owszem, po kostkach, ale też nie kładli się z byle powodu na boisku, jak mu oddałeś. Jeżeli tę swoją zadziorność przekaże podopiecznym, powinno być dobrze.

Mówił pan o licznych kontuzjach. Kogo brak najbardziej?

- Myślę, że 21-letniego środkowego obrońcy, Ismaelo Ganiou. Jeśli Lens kogoś jeszcze ma sprzedać w najbliższym czasie za wielkie pieniądze, to właśnie jego. A tych pieniędzy z transferów właściciel klubu potrzebuje bardzo. Z Ligi Mistrzów też, więc dobrze byłoby, żeby Lens przynajmniej do 1/16 finału się zakwalifikowało i trochę kasy za wygrywane mecze zarobiło.

A jak oceniany jest Michał Skóraś po czterech miesiącach?

- Wie pan, Polaków tu lubią. Ale też wysoko zawieszają im poprzeczkę... przeze mnie. 31 października minęło 51 lat od mojego debiutu w Lens. Dzień wcześniej przyleciałem z Polski, a potem wyszedłem na boisko i strzeliłem trzy gole. I do dziś kibice chcieliby powtórki od każdego z moich rodaków (śmiech). Więc nie ma lekko. Tym bardziej że próbowano go ustawiać na lewej – jak kiedyś Przemka Frankowskiego, który biegał, owszem, po tej stronie, ale już z centrą lewą nogą miał problem. Skóraś też – mam wrażenie – lepiej się czuje po prawej. Ale ma tam groźnego konkurenta, Rubena Aguilara. Dajmy Michałowi jeszcze chwilę na adaptację, a będzie grać świetnie – jestem pewien.

Za to Maik Nawrocki wypadł na długo...

- Zerwane więzadła to zawsze fatalna sprawa dla zawodnika.

Liga Mistrzów to wysokie progi dla Lens?

- Owszem, choć na przykład ostatnie 0:3 z Brugge nie oddaje tego, co się działo na boisku. W pierwszej połowie byliśmy lepsi. Należał się nam karny, ale sędzia nawet nie podszedł do monitora VAR, żeby obejrzeć powtórkę. A po meczu przyszedł i za to przeprosił zawodników...

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

NIE PRZEGAP!

Liga Mistrzów – 4. kolejka
◼ RC Lens - Como
środa, 21.00 - Canal+ Extra 6



Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się