Do trzech razy sztuka?

Po dwóch laniach mistrzowie Polski wierzą w odniesienie pierwszego zwycięstwa w tej edycji fazy ligowej.

Mikael Ishak powstał z kolan, czy na nowo poprowadzi Lecha do zwycięstw? Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus

LECH POZNAŃ

O różnicy poziomów pomiędzy Ligą Konferencji a Ligą Europy brutalnie przekonał się Lech. Poznaniacy dwukrotnie dostali lanie 0:4 – najpierw od Crystal Palace, a następnie od Bayeru Leverkusen. W rezultacie spadli na samo dno tabeli w europejskich rozgrywkach. Mistrzowie Polski wiedzą już, że na razie wymarzona Liga Mistrzów to wciąż za wysokie progi. Lechici nie patrzą jednak za siebie i wierzą, że w trzeciej kolejce przyjdzie przełamanie, chociaż wcale łatwo nie będzie…

Wiara jest

Kolejorz ponownie zmierzy się z przedstawicielem Premier League, czyli Sunderlandem, zajmującym aktualnie ostatnie miejsce w ligowej tabeli. To może być jednak złudne, ponieważ przedstawiciele Czarnych Kotów są przyzwyczajeni do bardzo intensywnej gry, którą mogą narzucić mistrzom Polski, a ci z tym sobie nie radzą.

W obozie Lecha jest wiara, że uda się w końcu zainkasować trzy punkty. Niels Frederiksen jest wręcz przekonany, że Kolejorz powinien prezentować swoje ofensywne DNA. – W takich meczach nie chcemy skupiać się tylko na obronie. Chcemy prezentować swój styl gry, a nie trzymać się kurczowo defensywy. Chcemy atakować, kreować szanse, a to wymusza zmiany w naszej strukturze gry. Chcemy pokazać własną filozofię, atakować i strzelać gole. Dotychczasowe wyniki Ligi Europy nie są dobre, ale wciąż mamy w sobie wiarę. Jesteśmy przekonani, że możemy w czwartek wygrać.

Prawda jest jednak taka, że mistrzowie Polski mają problem ze strzelaniem goli w fazie ligowej; na razie nie zdobyli żadnego. Za to błędy w defensywie są tak częste, że osiem straconych goli, to… dobry wynik. – Marzeniem jest pokonanie Sunderlandu. Po meczu chciałbym powiedzieć, że wyciągnęliśmy maksa. Dopiero po końcowym gwizdku będziemy wiedzieć, czy zadowoli nas wygrana, czy remis – powiedział z kolei Michał Gurgul.

Wróciła skuteczność?

Niedzielne spotkanie z Koroną (6:1) przyniosło długo wyczekiwane przełamanie napastników. W Lechu długo zarówno Mikael Ishak, jak i Yannick Agnero borykali się z nieskutecznością. Przed wspomnianym meczem ostatni raz, kiedy snajper zdobył gola dla mistrzów Polski, miał miejsce 9 sierpnia w starciu z Piastem (3:0). Strzelił go wówczas Ishak.

Nieskuteczność obu zawodników bardzo mocno wpływała na zespół; chociaż dochodzili oni do sytuacji, to nie zamieniali ich w gole. Można zatem nawet stwierdzić, że często Lechici dosłownie grali w jednego mniej. Z Koroną Szwed zdobył dwie bramki, a Agnero jedną. W najbliższych tygodniach okaże się, czy to był jednorazowy wyskok, czy faktycznie powrót do strzeleckiej formy obu „dziewiątek”.

Komfortu wyboru nie ma

Trener Frederiksen zmaga się z zastanawiającą plagą kontuzji. Robert Gumny powoli wraca do treningów (ćwiczył indywidualnie), a Joao Moutinho przez najbliższe tygodnie nie zagra, więc duński szkoleniowiec do dyspozycji ma dwóch podstawowych bocznych obrońców i niedoświadczonego młodziana w osobie Piotra Bartczaka.Kontuzje Alexa Douglasa i Wojciecha Mońka sprawiają, że na środku defensywy do dyspozycji są Mateusz Skrzypczak i Terry Yegbe, którego w ostatnim meczu po godzinie zastąpił kolejny nastolatek, Hubert Janyszka. Nie jest to zbyt komfortowa sytuacja, zwłaszcza że gra obronna lechitów pozostawia wiele do życzenia.

Miłosz Cebo

NIE PRZEGAP!
Liga Europy – 3. kolejka
◼ Lech Poznań – Sunderland
czwartek, 18.45 – TV6, Polsat Sport 1

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się