Dojść do Narodowego!

Rozmowa z Kubą Wilkiem, bramkarzem Górnika Łęczna

Kuba Wilk w pełni wykorzystał szansę daną przez trenera Jurija Szatałowa. Fot. Kacper Pacocha/PressFocus

Przed meczem 1/16 finału Pucharu Polski GieKSa wydawała się murowanym faworytem rywalizacji w Łęcznej. Po ostatnim gwizdku jednak możemy stwierdzić, że Górnik wygrał zasłużenie. O czyste konto (tzw. zero z tyłu) byłoby jednak ciężko bez pana efektownych parad i skutecznych obron. Czuje się pan bohaterem?

- Czy bohater – to tak do końca nie wiem. Cały zespół pracował na tą wygraną. Od samego początku nastawialiśmy się na to, że będzie to bardzo ciężkie spotkanie, w końcu przyjechała do nas drużyna z ekstraklasy. Po meczu mogę jednak stwierdzić, że bolą te nasze niewykorzystane sytuacje, bo mogliśmy wygrać nawet wyżej i nie denerwować się do ostatnich sekund. Nie będę jednak marudził, wygrana nawet 1:0 z taką drużyną też bardzo cieszy. Nie zatrzymujemy się, będziemy dalej ciężko trenować, aby dojść do Stadionu Narodowego (śmiech).

Zgodzi się pan jednak, że kilka interwencji było naprawdę „stadiony świata”. Jak na bramkarza, który w tym roku skończył 17 lat, robi to wrażenie.

- Po prostu zrobiłem swoją robotę, czekałem na szansę gry od trenera. Rola drugiego bramkarza jest taka, że musi czekać i nie wie, ile ten czas będzie trwał. Czasami można czekać cały sezon, być w gotowości, a tej szansy nie dostać. Mogę powiedzieć, że wykorzystałem swoją i będę pracował dalej. Zobaczymy, co przyszłość przyniesie.

Za taki występ może na kolejną szansę nie trzeba będzie czekać aż do grudnia i 1/8 finału?

- Zobaczymy, decyzja należy do trenera. Ja na pewno zrobię wszystko, co w mojej mocy i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Jak z pozycji bramkarza wyglądała ta sytuacja bramkowa po drugiej stronie? Maciej Kikolski mógł zrobić więcej?

- Nie chciałbym oceniać kolegi po fachu. Mnie bardzo cieszy, że stworzyliśmy tych sytuacji naprawdę dużo. Dawid Tkacz dobrze zachował się w polu karnym rywali, przełożył piłkę na swoją lepszą lewą nogę i zrobił to, co potrafi najlepiej. Jeszcze co do bramkarza GKS-u – gdyby kilku sytuacji nie wybronił, pewnie wygralibyśmy wyżej. Mieliśmy świetną sytuację sam na sam w końcówce, ale piłka polega też na tym, że nie zawsze wszystko wpada. Dowieźliśmy awans do końca i całej drużynie należą się brawa. Czekamy na losowanie i kolejnego rywala, jesteśmy gotowi na każdego.

A macie takiego wymarzonego?

- Jeszcze przed tą rundą mówiłem, że marzy mi się przyjazd Lecha Poznań do Łęcznej (rozmawialiśmy zanim mistrz Polski odpadł z III-ligową Siarką Tarnobrzeg – przyp. red.).

Górnik w poprzednim sezonie spadł z I ligi. Widać, że teraz macie dużą chęć szybko wrócić na ten poziom. To jest absolutny priorytet?

- Tak, przed sezonem założyliśmy sobie, że chcemy wrócić tam, gdzie nasze miejsce. Mamy zamiar szybko zmazać plamę po poprzednim, nieudanym sezonie. To nam tylko pokazało, że w piłce nie zawsze jest kolorowo, nie zawsze wygrywa się tak, jakby się chciało. Robimy swoje i myślimy już o sobotnim meczu z liderem. Ze Zniczem Pruszków chcemy sięgnąć po trzy punkty.

Rozmawiał Mariusz Rajek


Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się