Dzieci się nie okłamuje!

Średnia punktowa 2,58 to wynik, z jakim Bayern Monachium dominuje w Bundeslidze. W Gdyni zatrudnili trenera, który... taki wynik osiągał niedawno w 1. lidze.

Dawid Gojny jest jednym z niewielu piłkarzy, którzy pamiętają współpracę z trenerem Tomaszem Grzegorczykiem. Fot. Piotr Matusewicz/Press Focus

ARKA GDYNIA

No dobrze, Bawarczycy mieli tę średnią o 0,03 wyższą, co nie zmienia jednak faktu, że w polskich realiach takie rezultaty mogą budzić tylko i wyłącznie podziw. Kiedy Arka ogłosiła zatrudnienie trenera Tomasza Grzegorczyka, wróciły dobre wspomnienia... których sam szkoleniowiec wspominać wcale nie chce.

Nowy trener po 6:0

Trener ze Szczecina był już przecież zatrudniony w Arce. Początkowo jednak pełnił rolę asystenta Wojciecha Łobodzińskiego. A kiedy „Łobo” został zwolniony po nieudanym początku sezonu 2024/25, Grzegorczyk przejął funkcję pierwszego trenera do końca rundy. Z 12 ligowych spotkań wygrał aż 10, po jednym przegrał i zremisował. Zespół pod jego wodzą imponował formą, np. bijąc w Opolu Odrę aż 6:0. Zresztą właśnie po tym meczu – szóstym zwycięstwem z rzędu, wliczając w to wygraną w Pucharze Polski – klub ogłosił, że... w rundzie wiosennej zespół obejmie Dawid Szwarga. Grzegorczyka zaskoczyła ta decyzja, bo liczył, że będzie np. jak Mariusz Jop, który z funkcji tymczasowej wskoczył w rolę trenera na stałe i awansował z Wisłą Kraków do ekstraklasy. Szczecinianin nie zwiesił jednak głowy i kontynuował znakomitą pracę, oddając Szwardze zespół na drugim miejscu. Ten utrzymał świetną formę i dopiął awansu – choć ze średnią „tylko” 2,13 punktu na mecz.

Bez rozdrapywania

To był bardzo dziwny okres, gdy Arka Grzegorczyka grała kapitalnie, ale Szwarga był już „potwierdzony”. Niezręczna sytuacja dla szkoleniowca tymczasowego – choć przecież z drugiej strony każdy wiedział, na co się umówili. Stąd trener nigdy – przynajmniej oficjalnie – na działaczy nie narzekał. W tym tygodniu, na powitalnej konferencji prasowej, mówił zresztą: – To nie tak, że byłem za słaby. Ten temat jest zresztą dla mnie zamknięty. Nie muszę specjalnie go rozdrapywać i komentować. Cieszę się, że wyniki uzyskane za mojej kadencji przyczyniły się do awansu do ekstraklasy. Nie możemy jednak żyć historią, tylko musimy patrzeć do przodu. Zrobię ze sztabem wszystko, aby Arka dostarczała jak najwięcej radości na boisku, aby była aktywna, grała efektownie i efektywnie. Mam pomysł na każdego zawodnika – przekonywał Grzegorczyk, używając również takich słów jak „Juergen Klopp” i „gegenpressing”.

Nie było trudno

Po odejściu z Gdyni Grzegorczyk wrócił do rodzinnego miasta i pełnił funkcję asystenta w Pogoni u boku najpierw Roberta Kolendowicza (który teraz też był mocno łączony z Arką), a następnie Thomasa Thomasberga. – Mam wrażenie, że wróciłem do Arki nie z tego względu, co wydarzyło się dwa lata temu, tylko jaki teraz przedstawiłem pomysł na ten projekt. Tym przekonałem do siebie kierownictwo. Uważam, że po dwóch latach jestem innym trenerem, bo mam doświadczenie z pracy w ekstraklasie. Wracam z nowym spojrzeniem na zespół. Widzę w nim potencjał, wiem jak go wykrzesać i zagospodarować – przekonywał Grzegorczyk, który będzie stawiał na odważny futbol. – W klubie ważnym elementem są ludzie, a tutaj na każdym szczeblu są fantastyczne osoby. Decyzja o powrocie do Gdyni nie była trudna. Pewny to może złe słowo, ale byłem bardzo świadomy, że przyjdzie taki czas, kiedy do Arki wrócę. Powiedziałem to nawet swoim dzieciom. No więc... jestem – uśmiechnął się.

Znowu ci Szwedzi...

Od wczoraj Arka przebywa na czterodniowym zgrupowaniu w Gniewinie, gdzie nowy szkoleniowiec chce bliżej poznać zespół. W sobotę, po powrocie, piłkarze rozegrają mecz towarzyski z okazji stulecia nadania Gdyni praw miejskich z Goeteborgiem. Dlaczego z nim? Bo od wspólnych zawodów ze szwedzkimi marynarzami Arkowcy mają żółto-niebieskie barwy, bo dokładnie 3 października 1926 reprezentacja Polski zagrała ze Szwecją, bo sponsor meczu, firma Stena Line, ma główną siedzibę właśnie w Goeteborgu. Zapowiada się wielkie święto – czy zwycięskie dla Grzegorczyka?

Piotr Tubacki

Ostre słowa prezesa

Wojciech Pertkiewicz bezpośrednio ocenił pracę zwolnionego trenera Marka Jarolima: – Oczywiste jest, że byliśmy rozczarowani tym, jak drużyna funkcjonowała w ostatnich tygodniach. Poszliśmy, jeśli chodzi o szkoleniowca, w kierunek nieoczywisty, i jak widać, nieefektywny. Wycofujemy się z czeskiego rozdania. Ten epizod w postaci 10 meczów z tym sztabem okazał się okresem nieudanym. Początek był niezły, jednak nie tylko wyniki były od ponad miesiąca rozczarowujące. Bardziej porażająca była jakość, w jaki sposób zespół funkcjonował na boisku. Nie było widać progresu, wręcz przeciwnie. Z meczu na mecz drużyna wyglądała słabiej. Nawet gdybyśmy wygrali ostatni mecz, dla mnie sytuacja nie zmieniłaby się. Wciąż uważałbym, że w dziale sportowym zmiany są niezbędne.

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się