Dziki kraj
POWRÓT DO KORZENI – felieton Michała Listkiewicza
Polska to dziki kraj - te słowa wypowiedział 17 lat temu ówczesny minister sportu Mirosław Drzewiecki, całkiem niezły w porównaniu z niektórymi swoimi poprzednikami i następcami płci obojga. Od tamtego czasu określenie weszło do języka potocznego i używane jest w różnych kontekstach. Teraz automatycznie nasuwa się w związku z zamknięciem trybuny gości na stadionie Legii Warszawa. To jest istna komedia omyłek (Szekspir się kłania), a raczej ściema na całego. Najpierw ratusz i policja nic nie wiedzą o potrzebie remontu, a po tygodniu nagle sobie przypominają pod wpływem medialnego szumu i zdecydowanej postawy właściciela Wisły, Jarosława Królewskiego. Na deser do pieca dorzuciła kontrowersyjna - delikatnie mówiąc- polityczka kawiorowej lewicy, Anna Maria Żukowska, wykrzykując coś o krakowskich maczeciarzach. To ta sama niewiasta, która zdalnie uczestniczyła w posiedzeniu Krajowej Rady Sądownictwa, kąpiąc się we własnej wannie. Nie wiem czy piana zakrywała to, co ciekawi męskie oczy jak w filmach z Brigitte Bardot?
Chodzi oczywiście o „ukaranie” kibiców Wisły Kraków za dawne akty bandytyzmu z użyciem ostrych narzędzi. Bandyci już siedzą w więzieniu i prędko nie wyjdą a ponad 90% sympatyków „Białej Gwiazdy” to fajni ludzie na poziomie. Idioci o chuligańskich instynktach są na każdym stadionie niestety, także na Legii. Ściganie i bicie nastoletnich sympatyków innego warszawskiego klubu to ich danie firmowe. Kilka dni temu ruszyli na rezerwowy zespół Polonii w meczu Pucharu Polski na szczeblu wojewódzkim i przez godzinę oblegali szatnię w Markach. To nie oznacza, że taka sama większość fanów Legii jak Wisły nie jest fajna i nie zasługuje na sympatię. Kuriozalna decyzja Legii, stołecznego Ratusza i policji rykoszetem uderzy w Bogu ducha winnych kibiców Rakowa Częstochowa, Wieczystej Kraków i Pogoni Szczecin, bo rzekomy „remont” potrwa do końca roku.
Puste sektory gości przy Łazienkowskiej w trakcie meczu Legia – Wisła. Jakby ktoś nie wiedział – trwa w nim intensywny remont, co widać na załączonym obrazku. Fot. PAP/Leszek Szymański
Takimi metodami nie odbudujemy prestiżu polskiego futbolu, a ciągłe walenie w sędziów to zasłona dymna. Zamykanie bram stadionów przed normalnymi kibicami to zbrodnia nieporównanie większa niż niepodyktowanie karnego czy bramka ze spalonego. Krucjata kilku niespełnionych arbitrów przeciwko kierującemu organizacją sędziowską Marcinowi Szulcowi to woda na młyn dla portalowych mediów i ich zakompleksionych konsumentów. Znałem kilkunastu poprzedników Szulca i naprawdę jest on jednym z lepszych na tym stanowisku. Problem tkwi w archaicznej strukturze Kolegium Sędziów, które zatrudnia trzy osoby, gdy w Niemczech identyczną pracę wykonuje tuzin pracowników.
Mecz Bośnia i Hercegowina - Polska był antypropagandą futbolu w wielu wymiarach. Poziom gry obu drużyn był identyczny jak stan obiektu, jakość murawy, przekaz telewizyjny i poziom komentarza. To już w niszowej Emocje TV robią to lepiej, także na boisku. W pierwszej połowie Polacy wykonali ZERO dryblingów, w drugiej - może kilka. A to jest przecież podstawa gry w piłkę nożną. Trener stulecia Kazimierz Górski zwykł mawiać do swoich podopiecznych zarówno w klubie, jak i w reprezentacji „nie grajcie ja do ciebie a ty do mnie”. Bardzo się na takie bezproduktywne granie denerwował. A tak właśnie kopali Polacy w Zenicy: krótkie podanie do kolegi, odegranie z powrotem, znowu klepka do najbliższego partnera i tak wkoło Macieju. Niby podania celne, ale akcja nie posuwała się ani o metr do przodu. Kiedyś na podwórku kto nie potrafił się kiwać, ten trafiał na bramkę albo - co gorsza - do dziewczyn grających w siatkówkę na trzepaku. Wyjaśnienie dla młodych Czytelników: trzepak to metalowa konstrukcja, na której niegdyś trzepano dywany. Przed świętami trzeba było się zapisywać do kolejki, dziś trzepaki to zabytki niszczejące na coraz rzadszych w polskim krajobrazie podwórkach.
Tuż po nieszczęsnym meczu w Zenicy zmarł Jacek Ziober, jeden z najbardziej efektownie grających polskich piłkarzy. Ten to potrafił dryblować, nieważne - prawą czy lewą nogą.Gdyby teraz grał w reprezentacji Polski, to nie walczylibyśmy o utrzymanie w grupie B Ligi Narodów. Tylko Mirek Okoński i Staszek Terlecki mieli taki talent do kiwki jak Jacek. To był świetny piłkarz i dobry, empatyczny człowiek, zmarł za młodo na straszną chorobę, jest mi bardzo przykro.
Uwaga na Śląski Portal Internetowy, to jakiś potworny produkt. Tworzą fałszywki i puszczają je w obieg jako najprawdziwszą prawdę. Choćby obrazki ze stadionu GKS Katowice z pijanym prezesem PZPN. A gołym okiem widać, że to ani nie ten stadion, ani nie ten człowiek. Czego jednak wymagać od niszowego portaliku, skoro szacowny kiedyś „Super Express”, pisząc o śmierci Jacka Ziobera zaczyna od informacji, że wypadły mu wszystkie zęby... To był efekt bezlitosnej choroby i epatowanie tym czytelników to obrzydlistwo.
Zgadzam się w pełni z apelem właściciela Wisły Jarosława Królewskiego do młodych kibiców wszystkich polskich klubów, by nie dali się wciągać w narkotykowo- kryminalną pułapkę cynicznym bandytom. Ci plotą zbrodniczą pajęczą sieć, w którą zwabiają zagubionych młodych ludzi. A potem już nie ma odwrotu. Te wszystkie zgody i sojusze kibicowskie oraz pozdrowienia do więzienia to pic na wodę, chodzi tylko o brudny narkotykowy biznes. Stadion nie może być miejscem dla przestępców. Ich miejsce jest tam, gdzie już siedzą ci pozdrawiani na prześcieradłach przed trybunami.