Europa pod ostrzałem
Po miesiącach negocjacji obecnie trwa wymiana ognia między Euroligą oraz NBA.
Europejska widownia jest łakomym kąskiem dla NBA. Fot. SIPA USA/PressFocus
Sytuacja na linii Euroliga-NBA stała się niezwykle napięta. Właściciele 13 głównych klubów-udziałowców Euroligi oficjalnie odrzucili formalną propozycję fuzji i współpracy przedstawioną przez amerykańską ligę.
Podczas spotkania w Cernobbio nad jeziorem Como, europejskie zespoły (m.in. FC Barcelona, Real Madryt, Fenerbahce i Olympiakos) uznały warunki finansowe za zdecydowanie zbyt niskie (szacuje się, że Euroliga oczekiwała wyceny na poziomie minimum 3 miliardów dolarów, podczas gdy oferta NBA była znacznie niższa). Właściciele klubów określili warunki amerykańskiego giganta mianem „kolonialnych”, uważając, że NBA próbuje przejąć kontrolę nad rynkiem, który Europejczycy budowali przez dekady.
Obecnie sytuacja przypomina otwartą wojnę biznesową o kontrolę nad koszykówką na Starym Kontynencie.
Euroliga jednocześnie sama ruszyła do kontrofensywy. Aby zabezpieczyć się przed amerykańskimi zakusami, kluby podjęły decyzję o przekształceniu swoich dotychczasowych 10-letnich licencji w stałe, niezbywalne franczyzy. Ponadto Euroliga planuje rozszerzenie rozgrywek z 20 do 24 drużyn, celując w dokładnie te same bogate rynki, na które oko ma NBA (Paryż, Londyn, Rzym).
Mimo sprzeciwu, komisarz Adam Silver oraz FIBA nie zamierzają się wycofywać. Zapowiedzieli uruchomienie własnej, konkurencyjnej ligi NBA Europe. Amerykanie zamierzają zainwestować ogromne pieniądze i kuszą wielkie europejskie marki (w tym potężne kluby piłkarskie, chcące rozwijać sekcje koszykarskie, jak AC Milan czy Paris Saint-Germain) do wykupienia licencji w ich nowym projekcie.
Choć kluby z Euroligi formalnie pozostawiły „uchylone drzwi” na wypadek, gdyby NBA przedstawiła diametralnie lepszą ofertę finansową, to w tym momencie obie organizacje budują równoległe systemy. Jeśli nie dojdzie do nagłego zwrotu akcji, europejską koszykówkę czeka wyniszczający konflikt dwóch konkurencyjnych, potężnych projektów sportowo-biznesowych.
Dyrektor zarządzający NBA Europe, George Aivazoglou, zabrał głos na konferencjach branżowych w Londynie (Leaders Week i Sportico Invest) i ostro skrytykował obecną strukturę Euroligi, zapowiadając jednocześnie, że NBA nie rezygnuje ze swoich planów.
Aivazoglou wprost uderzył w model biznesowy Euroligi. Wskazał, że europejska koszykówka pod obecnymi rządami nie osiąga swojego potencjału komercyjnego, podając jako przykład zamknięty system licencji. Zauważył absurdalną sytuację, w której mistrz kraju (np. Hiszpanii) może w ogóle nie zagrać w Eurolidze, podczas gdy inne zespoły mają w niej zagwarantowane miejsce na stałe, nawet jeśli w rodzimej lidze radzą sobie fatalnie lub wręcz z niej spadają.
Szef NBA Europe potwierdził, że nowa liga NBA Europe – współtworzona z FIBA – będzie się składać z 16 drużyn i w przeciwieństwie do Euroligi będzie strukturą „półotwartą”. Aż 75% zespołów miałoby awansować do niej na podstawie czystych zasług sportowych poprzez turniej Basketball Champions League (BCL).
Mimo że kluby Euroligi odrzuciły w tym tygodniu ofertę fuzji, Aivazoglou jednoznacznie uciął spekulacje o opóźnieniach. Oświadczył: „Idziemy naprzód z naszymi planami uruchomienia rozgrywek w przyszłym roku”.
Szef NBA Europe zaznaczył, że intencją Amerykanów wciąż jest współpraca z obecnymi graczami na rynku. Co ciekawe, na scenie towarzyszył mu przedstawiciel funduszu RedBird Capital (właściciela piłkarskiego AC Milan), co potwierdza, że NBA zamierza budować nowe koszykarskie potęgi od zera, wykorzystując globalne marki wielkich klubów piłkarskich.
(pp)