Five o'clock po iberyjsku

Teddy Sutherland to jedna z ciekawszych postaci, jaka trafiła tego lata na Cichą. Kluczowe pytanie w jego przypadku brzmi: jakiej właściwie jest narodowości?

Początki w Ruchu? Teddy mówi, że jest okej! Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

 RUCH CHORZÓW

O tak, to był szalony mecz – pokiwał z pobudzeniem głową 26-letni skrzydłowy, gdy zapytaliśmy go o remis 3:3 z Podbeskidziem. Tak jak i z Unią Skierniewice, tak z Góralami zameldował się na murawie w 67 minucie. Wszedł przy stanie 2:1. – Graliśmy u siebie. Musimy być bardziej skoncentrowani, aby w takich sytuacjach nie tracić kolejnych goli. Szczególnie przy stanie 3:2 w końcówce musimy zachowywać się lepiej, jeśli chcemy być w górze tabeli – stwierdził, a „be on the top” pojawiło się w jego ustach jeszcze kilkukrotnie.

Miał pewne obawy

– Panuje tu znakomita atmosfera i jestem z tego powodu bardzo zadowolony – przyznał Sutherland pytany przez „Sport” o początki w Chorzowie. To dla niego pierwszy zagraniczny klub... tak jakby. – Miałem pewne obawy, bo jestem w zespole dopiero 2-3 tygodnie, ale wszyscy mocno mi pomogli. Wsparcie ludzi jest niesamowite, tak jak warunki meczów domowych. Dlatego w tej chwili jestem szczęśliwy. Teraz musimy tylko wziąć się do pracy, zbierać więcej punktów, żeby znaleźć się na szczycie – i znowu „on the top” z ust Teddy'ego.

A dlaczego Ruch to „tak jakby” pierwszy zagraniczny klub? Nazwisko mówi wszystko. Sutherland urodził się w Anglii, ale jako czterolatek przeprowadził się z rodzicami do Hiszpanii, gdzie spędził całą piłkarską karierę. – Moja rodzina żyje w Anglii, więc jestem 50 na 50 – śmiał się pytany o swoją narodowość. – Urodziłem się w Anglii, ale wychowałem w Hiszpanii. Mój dom jest w Hiszpanii, moja dziewczyna jest z Hiszpanii, wszyscy moi przyjaciele są z Hiszpanii – zaznaczył Anglik wyszkolony po hiszpańsku.

Londyńczyk i za Arsenalem

A czemu w ogóle Sutherlandowie wyemigrowali na południe? Skojarzył mi się przypadek reprezentanta Walii Rhysa Norringtona-Daviesa, który parę lat temu zagrał przeciwko Polsce, a na świat przyszedł... w Arabii Saudyjskiej, bo akurat tam służył jego ojciec w British Army. Tu sytuacja okazała się prostsza. – Rodzice postanowili przeprowadzić się do Hiszpanii, żeby spróbować nowego życia. Spodobało im się, więc tam zostaliśmy. Wychowaliśmy się tam razem z siostrą. Od małego zacząłem grac w piłkę – wyjaśnił skrzydłowy, który nie zatracił nic a nic ze swojego wyspiarskiego akcentu. Ale za to strzela nim tempem karabinu – to już jak Latynos... Jestem z Londynu, a rodzice w domu zawsze posługiwali się angielskim, więc nie zapomniałem go. Tak samo jest z akcentem – powiedział kibic – jak się okazuje – Arsenalu. – Ostatnio miałem powody do radości! – wspomniał mistrzostwo Anglii Kanonierów Teddy.

Dyrektor del Moral

Niektórzy kibice Ruchu żartowali, że nowym dyrektorem sportowym został... Abraham del Moral. Hiszpan grał w zeszłym sezonie razem z Sutherlandem w CD Teruel, a wcześniej dzielił też szatnię z Agustinem Coscią. W transferze Anglika nie maczał jednak palców. – Klub miał o mnie raport, na bazie tego, jakiego zawodnika potrzebował. To, że grałem ostatnio z Abrahamem, to czysty zbieg okoliczności – zdradził. 

Ale Coscię też kojarzy. – To bardzo dobry zawodnik. Grałem przeciwko niemu przez dwa ostatnie sezony. Powoli uczy się angielskiego, żeby krok po kroku coraz lepiej zaadaptować się do zespołu – pochwalił Argentyńczyka, który w debiucie strzelił gola Podbeskidziu.

Szalona liga

Sutherland ma już też wstępną opinię na temat zaplecza ekstraklasy. – To bardzo konkurencyjna liga, w której nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Tak jak w naszym ostatnim meczu. Rywal był na dole tabeli, ale walczył do samego końca i zremisowaliśmy u siebie, choć powinniśmy wygrać. To szalona liga, dlatego musimy być skoncentrowani, bo jeśli utrzymamy koncentrację – możemy wygrać każdy mecz – przyznał.

Niebiescy lubią taką ambicję!

Piotr Tubacki

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się