„Foki” lepszy od „Hubiego”

Nie będzie na razie dziewiątego tytułu w karierze Huberta Hurkacza. W finale w Chengdu Polak przegrał w dwóch setach z Hiszpanem Alejandro Davidovichem Fokiną.

Pokazałeś niesamowity poziom, a ja muszę dalej pracować - mówił po finale polski tenisista (z prawej). Fot. Polsat Sport

Na kolejny tytuł rangi ATP 29-letni tenisista z Wrocławia czeka od kwietnia 2024, kiedy triumfował w portugalskim Estoril. W maju zeszłego roku Hubert Hurkacz przegrał w finale na mączce w Genewie – z Novakiem Djokoviciem. We wtorek znów musiał uznać wyższość rywala w spotkaniu decydującym o głównym trofeum – tym razem w imprezie rangi ATP 250 na twardych kortach w chińskim Chengdu przegrał z Alejandro Davidovichem Fokiną 4:6, 6:7 (7-9). W tie-breaku drugiej partii Polak nie wykorzystał czterech setboli.

Długi gem na otwarcie

Wyżej obecnie notowany Hiszpan od początku wywierał presję na „Hubim”, już w pierwszym gemie zmuszając Hurkacza do 12-minutowej walki o utrzymanie podania. Rywal nieustannie szukał sposobu na przełamanie serwisu Polaka i w siódmym gemie popisał się efektowną pracą na nogach, dzięki której po raz pierwszy odebrał Hurkaczowi podanie. To zdecydowało o przegraniu pierwszej partii.
Wrocławianin odpowiedział z większą intensywnością. Davidovich Fokina ponownie znalazł jednak sposób, by wytrzymać presję i odpowiedzieć rywalowi. Poza serwisem – w sumie zaserwował 17 asów - podopieczny trenera Gillesa Cervary nie miał atutów, które pozwoliłyby mu zbudować przewagę. Rywal grał bardziej regularnie, z większą energią, a w przypadku Polaka mnożyły się niewymuszone błędy, których w sumie popełnił ponad 30.

O losach seta rozstrzygnął tie-break. Hurkacz objął prowadzenie 4-2, a po chwili prowadził 6-3, mając trzy piłki setowe. Przy 6-5 i własnym serwisie nie wykorzystał trzeciego setbola, a czwartego miał przy 7-6. Dynamiczny i lepiej poruszający się po korcie Davidovich Fokina nie rezygnował i po kolejnych akcjach dopiął swego, kończąc mecz wynikiem 9-7 po niespełna 110 minutach gry.

Ciśniemy dalej!

- Przede wszystkim gratulacje dla Fokiego. Świetny mecz – zaczął krótką przemowę „Hubi” podczas ceremonii wręczania nagród. - To była wspaniała walka. Pokazałeś niesamowity poziom. Ja po prostu muszę dalej pracować i trenować. Dziękuję mojemu zespołowi i mojej dziewczynie (siedziała w boksie Hurkacza – przyp. red.). Dziękuję również mojej rodzinie w domu. Wielkie dzięki za wsparcie. Ciśniemy dalej – zakończył Polak.

Polak, który w Chengdu zarobił 107 tysięcy dolarów, w rankingu „live” awansował na 39. pozycję. Davidovich Fokina przesunął się na 26. miejsce.

Uwolnił złą energię

Triumf 27-letniego Hiszpana budzi szacunek, bo z powodu kontuzji pleców nie występował od lipcowego turnieju w chorwackim Umagu, ale w Chengdu powrócił w znakomitym stylu, dokładając drugi w karierze tytuł ATP 250 do trofeum wywalczonego w czerwcu na Majorce.
To spektakularna odmiana losu dla tenisisty rodem z Malagi, który przegrał pięć pierwszych finałów ATP Tour, w których wystąpił. Przełom na Majorce nastąpił po serii bolesnych porażek w decydujących meczach, w tym ubiegłorocznej przegranej z Aleksem de Minaurem w Waszyngtonie, gdy Hiszpan nie wykorzystał trzech piłek meczowych i po spotkaniu zalał się łzami. – Po zwycięstwie na Majorce uwolniłem całą złą energię, która towarzyszyła mi w finałach. Teraz wiem, jak radzić sobie z presją w kluczowych momentach. W tie-breaku było trochę nerwowo, ale wiedziałem, że będę miał szansę – komentował Davidovich Fokina.

A Hurkacz musi się błyskawicznie przenieść do Pekinu, gdzie w środę rusza kolejny turniej, tym razem wyższej rangi, ATP 500. Jego rywalem w 1. rundzie będzie 20-letni Amerykanin Learner Tien (15. ATP), a na kort zapewne wyjdą już w czwartek.

„Zielaczek” się odbił

Z Chengdu Polak jednak z trofeum wyjeżdża – przed finałem singla szósty w karierze tytuł deblowy wywalczył bowiem Jan Zieliński, który po raz pierwszy triumfował w parze z Lukiem Johnsonem. Polak i Brytyjczyk wygrali w finale z Amerykaninem Robertem Gallowayem i Szwedem Andre Goranssonem 7:6 (9-7), 7:5.

Johnson i Zieliński przyjechali do Chin z serią siedmiu kolejnych porażek, ale przełamali się w spektakularnym stylu. Po drodze do półfinału dwukrotnie musieli rozstrzygać mecze w supertie-breakach, a w dwóch ostatnich spotkaniach byli już bezbłędni, sięgając po triumf.
W meczu o tytuł brytyjsko-polski duet obronił dwie piłki setowe w tie-breaku pierwszej partii, a następnie w 11. gemie drugiego seta wywalczył kluczowe przełamanie, przypieczętowując zwycięstwo po godzinie i 32 minutach.

(ToM)

Jan Zieliński (z prawej) i Luke Johnson - nareszcie i dla nich coś optymistycznego! Fot. ATP

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się