Idę swoją drogą

Rozmowa z Dawidem Tomalą, mistrzem olimpijskim z Tokio w chodzie na 50 km

W Pszczynie mistrz olimpijski z Tokio w chodzie uhonorował byłych sportowców z tego miasta. Fot. Michał Zichlarz

W niedzielę w Pszczynie odbył się XVIII Memoriał Jana Larysza, do tego obchodzono 90-lecie stadionu. Wręczył pan wyróżnienia sportowcom z Pszczyny z przeszłości. Ma pan jakieś wspomnienia związane z tym obiektem?

– Biegałem w Pszczynie w podstawówce na zawodach, przyjeżdżając ze szkoły z Bojszów. Brat tutaj też startował, a tata od dwudziestu lat organizuje czwartki lekkoatletyczne, więc od lat i moja rodzina, i ja jesteśmy z tym miejscem związani. Te czwartki lekkoatletyczne to świetna sprawa. Wielu sportowców z tego programu poszło dalej, zrobiło kariery. Kapitalna rzecz, ale żeby coś takiego działało, to przede wszystkim potrzeba zaangażowanych ludzi, wuefistów, bo to dzięki nim dzieci mają pierwszą styczność ze sportem. Pszczyna to dla mnie super miejsce, bardzo fajne wspomnienia.

Jak pan zaczynał jako młody chłopak, to czemu akurat lekkoatletyka i akurat chód?

– Miałem czy mam to szczęście, że cała moja rodzina jest prosportowa, więc mogłem próbować różnych rzeczy. Zaczynałem od pływania, potem były inne sporty czy to indywidualne, czy drużynowe, ale jak kończyłem szkołę podstawową, to już wiedziałem, że chcę trenować lekkoatletykę. Wtedy też podjąłem decyzję, że zaczynam karierę w Bieruniu jako lekkoatleta. Tam też zetknąłem się z chodem sportowym, który stał się moją miłością.

Były też treningi w Pszczynie na ładnym i schludnym lekkoatletycznym obiekcie?

– Jako zawodnik rzadko trenowałem na stadionie. W moim wypadku wszystko odbywało się w terenie. Bardziej tutaj w okolicy to Zalew Goczałkowicki. Na stadionie to nie do końca. Miałem to szczęście, że podczas swoich treningów mogłem zobaczyć kawałek świata (uśmiech).

Rozmawiamy podczas tradycyjnego, rozgrywanego zawsze we wrześniu Memoriału Jana Larysza. Startują tu zarówno dzieci, bo kategorie U-12 i U-14, ale także młodzież czy dorośli. Poproszę o radę od mistrza olimpijskiego dla tych młodych adeptów: co mają robić, żeby osiągnąć sukces, realizować cele?

– Przede wszystkim systematyczny trening. W takim młodszym wieku to nie trzeba nawet dużo, a systematyka sprawia, że człowiek przesuwa się do przodu. Kolejna rzecz to słuchać trenerów. Pracują w tym zawodzie, mają doświadczenie i trzeba im się w pełni oddać i słuchać, co mówią. Trzeba im zawierzyć i stawiać przed sobą realne cele. To kolejna rzecz. Wiadomo, że jak ktoś ma 10 lat, to inaczej wszystko wygląda. Jak zaczynałem trenować, to moim celem było pojechanie na mistrzostwa Polski. Miałem 13 lat. Po roku udało się to osiągnąć. Małymi krokami, szczebel po szczeblu. To sprawia, że dziecko się rozwija i nawet jak nie będzie przy sporcie w przyszłości, bo nie wszyscy uprawiający sport zostaną przy nim, to jednak ta miłość, to, co się robiło za młodu, sprawi, że nie odejdzie się od ruchu. Bardzo często spotykam ludzi, którzy mają teraz po 40 lat i więcej i dopiero w tym wieku odkrywają miłość do sportu, więc jeśli w tak młodym wieku, zawczasu zaszczepiamy w tych najmłodszych jak trenować i co robić, to potem duży plus, bo przecież wiemy, jak teraz jest, że siedzimy, że brakuje tej aktywności, a człowiek naturalnie potrzebuje ruchu.

W sierpniu, a więc ledwie kilka tygodni temu, Dawid Tomala ogłosił, że oficjalnie kończy swoją sportową karierę. Jaki ma pan pomysł na siebie teraz?

– Zostaję przy sporcie, ale w najbliższym czasie, za dwa tygodnie, ruszam do szkoły oficerskiej, ponieważ byłem żołnierzem, a chcę się dalej rozwijać w tym kierunku i zostać oficerem Wojska Polskiego. W najbliższym czasie będę na jednostce we Wrocławiu, a później chcę organizować obozy sportowe dla dzieci i dorosłych. Chcę to poprowadzić ze swoimi znajomymi, jak ja lekkoatletami. Tutaj na tym polu widzę przyszłość dla siebie.

Jaka jest nazwa szkoły, gdzie będzie się pan kształcił?

– To AWL, czyli Akademia Wojsk Lądowych imienia generała Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu.

A obozy? Gdzie będą organizowane, tutaj u nas na Górnym Śląsku, w Beskidach?

– Tak, zdecydowanie. Chciałbym wykorzystać okolice gór, czyli Szczyrk, Wisłę czy Żywiec. To piękne miejsca. Będę zachęcał do przyjazdów na takie obozy nie tylko ludzi ze Śląska, ale także z innych części Polski. Na pewno skupimy się na naszym regionie, bo chcę pokazać, jak piękne mamy tereny, jak na Śląsku jest ładnie. Wiadomo, że będą obozy, a czy potem zmienimy w klub? Zobaczymy, może uda się nawiązać współpracę z katowicką AWF, ale jeszcze nie rozmawiałem na ten temat.

Z pana kariery to 6 sierpnia 2021 i igrzyska w Tokio to oczywiście najmilsze wspomnienie, prawda?

– Oczywiście, najlepsze, bo złoty medal olimpijski to spełnienie marzenia każdego sportowca. Wtedy zrealizowałem swoje cele. Cieszę się, że mogłem tego doświadczyć i życzę tego tym najmłodszym adeptom, których tylu widzieliśmy w Pszczynie. Życzę im tego, żeby wierzyli, że takie cele są możliwe. Trzeba wierzyć, bo ta wiara potrafi uskrzydlać.

Gdzie znajduje się złoty medal olimpijski?

– Jest w domu na honorowym miejscu. Wisi i cieszy.

Tych medali, dodajmy, ma pan sporo, bo nie tylko igrzyska.

– Tak, ale te najważniejsze to oczywiście olimpijskie złoto i złoty medal Młodzieżowych Mistrzostw Europy. Te dwa krążki są na honorowym miejscu.

Na ostatnich mistrzostwach kontynentu miesiąc temu w Birmingham nasi lekkoatleci zdobyli osiem medali, ale po raz pierwszy od dwudziestu lat nie było złota. Jak pan patrzy na całość polskiej lekkoatletyki? Jest pan optymistą?

– Trochę się obawiam, bo w wielu konkurencjach mamy przestój i nie widać następców. Owszem, jest wiele młodych talentów, które na szczęście się pojawiają. Mamy 1500 metrów, czyli biegi średnie, gdzie powstaje mocna ekipa, za którą trzymam kciuki. Trzymam je zresztą za wszystkich naszych sportowców. Mam nadzieję, że coraz więcej talentów będzie się pojawiało, że zachęci ich wszystkich miłość do sportu, o czym mówiłem, a będą też mieli możliwości rozwoju, że związek będzie ich we wszystkim wspierał.

A nie było kontaktu ze strony Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, żeby wykorzystać pan doświadczenie po zakończeniu kariery?

– Nie, nie było takiego kontaktu ze związkiem. Poszedłem swoją drogą. Chciałem zostać koordynatorem chodu sportowego, bo wiadomo, że na tym się znam i w tym czuje się mocny, ale nie wyszło. Musiałem więc pójść inną drogą, szukać czegoś na własną rękę.

Dlaczego związek się nie odezwał?

– Chciałbym znać odpowiedź na to pytanie. To już jednak pytanie do związku, nie do mnie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Michał Zichlarz         

DAWID TOMALA

◼ Data urodzenia: 27 sierpnia 1989 r.  

Miejsce urodzenia: Tychy

Kluby: UKS Maraton Korzeniowski w Bieruniu, AZS AWF Katowice, AZS KU Politechnika Opolska

Sukcesy: złoty medalista olimpijski z Tokio 2020/21 w chodzie na 50 km, Młodzieżowy Mistrz Europy z Ostrawy w 2011 na 20 km, czterokrotny mistrz Polski na dystansie 10, 20 i 50 km, siedmiokrotny halowy mistrz Polski          

Koniec kariery: z kibicami pożegnał się 23 sierpnia 2026 r. podczas Memoriału Kamili Skolimowskiej i Diamentowej Ligi w Chorzowie na Stadionie Śląskim         

Dawid Tomala zostanie oficerem Wojska Polskiego. Fot. Michał Zichlarz

Dziewczyny z UKS-u Diament Godów z mistrzem olimpijskim z Tokio. Fot. własne

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się