Inter wciąż chce namieszać w Europie
Rozmowa z Piotrem Czachowskim, byłym reprezentantem Polski i piłkarzem Serie A, dziś komentatorem telewizyjnych spotkań włoskiej ekstraklasy
Tydzień temu Piotr Zieliński i jego mediolańscy koledzy niespodziewanie zatrzymani zostali przez FC Brugge. W środowym spotkaniu z Szachtarem na kolejną wpadkę już sobie pozwolić nie mogą. Fot. IPA/SIPA USA / Press Focus
Kiedy porównuje się ligowe wyniki Interu z tymi na arenie pucharowej, można by dojść do przekornego wniosku, że Serie A dla Mediolańczyków jest ważniejsza niż Champions League, czyż nie?
- Bardzo przekornego. Tak naprawdę mówiło się na Półwyspie Apenińskim przed startem Ligi Mistrzów, że Inter zamierza w Europie trochę namieszać. A może nawet więcej niż trochę. W każdym razie - zrobić coś większego aniżeli w minionym sezonie międzynarodowym (odpadł w 1/16 finału LM, wyeliminowany przez Bodo/Glimt – dop. aut.). Więc rozczarowanie po dotychczasowych dwóch porażkach jest bardzo duże.
Tę z Realem pewnie jeszcze jakoś przełknięto?
- Owszem; Real to Real. Natomiast przegrana z Bruggią (3:4 – dop. aut.) była już nie do zniesienia. Ona pokazała rzeczywisty obraz Interu: potężną oś napędową w grze do przodu i dramatyczną grę w defensywie. Na taką w niej postawę Inter już nie może sobie w Europie pozwolić, począwszy od środowego meczu z Szachtarem. Szachtar na razie nie przegrał, teraz też pewnie nie będzie kalkulować, zagra ofensywnie.
Skąd się bierze słabość Interu w grze obronnej – nie tylko pucharowa, ale i widoczna w lidze mimo kolejnych zwycięstw?
- Tak, Inter strzela dużo bramek w Serie A, ale i mnóstwo traci. Trójka stoperów: Yann Bisseck, Manuel Akanji i Alessandro Bastoni, musi zagrać bardziej kompaktowo, pilnować osi boiska i asekurować strefę przed polem karnym, zostawiając kreowanie akcji Piotrkowi Zielińskiemu i Nicolo Barelli. Przede wszystkim Bastoniemu, który regularnie biega do przodu, schodzi do środka bądź na skrzydło, by stworzyć przewagę liczebną, trener Cristian Chivu powinien wydać wyraźny zakaz tych jego rajdów. I myślę, że tak będzie; Rumun doskonale swych piłkarzy zna, a i wie doskonale, że tego meczu Inter nie może nawet zremisować; bo remis byłby jak trzecia porażka. Musi więc w grze swych podopiecznych zdecydowanie lepiej zbalansować działania obronne i ofensywne. Jeżeli marzy oczywiście – po pierwsze – o miejscu w czołowej ósemce fazy ligowej, a po drugie – co najmniej o ćwierćfinale. A ma potencjał, by o takich celach myśleć; powinien sobie wieszać poprzeczkę wysoko.
Generalnie Włosi – patrząc na obecną tabelę Ligi Mistrzów – mają chyba mocny „ból d...”?
- Oj, bardzo mocny. Nie pamiętam, by kiedykolwiek w historii tych rozgrywek włoskim zespołom przydarzyła się taka historia, jak w minionej kolejce: czyli cztery porażki. To niesamowita sprawa. Owszem, trochę zalały ten pożar występy włoskich drużyn w Lidze Europy i Lidze Konferencji, ale przecież to na Champions League skupia się największa uwaga kibiców, to ona jest wizytówką. Muszą więc teraz zagrać taką piłkę, która wreszcie zadowoli fanów i przyniesie punkty.
Ta miniona kolejka rzeczywiście była niesamowita: po trzy bramki stracone przez Napoli i Como, po cztery – przez Romę i Inter. W ojczyźnie catenaccio te wyniki są jak... bluźnierstwo!
- To prawda! Natomiast ja bym spojrzał na cały ten sezon Serie A. Mamy za sobą siedem kolejek, czyli 70 spotkań, z których tylko jedno zakończyło się wynikiem 0:0. To jest coś nieprawdopodobnego, co nigdy do tej pory w historii włoskiego calcio się nie wydarzyło. Zmiana jest niesamowita, wynikająca – jak myślę – z dużej liczby młodzieży na ligowych boiskach. Piłkarzy, którzy nie mieli do tej pory żadnych sukcesów, a teraz chcą iść po coś, czego jeszcze nie dotknęli, czego chcieliby posmakować osobiście. Języczkiem u wagi są takie zespoły, jak Frosinone: właśnie z dużą liczbą młodych, zdolnych, ciekawych piłkarzy, chcących przede wszystkim strzelać gole.
Prawdę mówiąc, to chyba dobra droga dla całej włoskiej piłki?
- Owszem. Myślę, że to efekt prawdziwej burzy mózgów w Italii, która się odbyła – a właściwie wciąż trwa, i która obejmuje nie tylko piłkę klubową, ale i reprezentacyjną. Włosi mają o czym myśleć, skoro nie było ich na trzech ostatnich mundialach... Na pewno trzeba poprawić grę w destrukcji, bo to jest w tej chwili największy włoski problem. A catenaccio? W latach 90. przynosiło sukcesy, ale obraz meczów był, hm..., nieszczególny. Dziś mamy epokę, w której kibic jakoś przełknie porażkę 4:5, ale już 0:1 po beznadziejnej grze – zdecydowanie nie.
Być może na arenie międzynarodowej tym „odświeżeniem” włoskiej piłki jest debiutujące w Lidze Mistrzów Como, które na razie jako jedyne z klubów Serie A wygrało w niej mecz w tym sezonie. To jeszcze „siła rozpędu beniaminka”?
- Można tak powiedzieć. Ale przede wszystkim trzeba docenić ogromną klasę Cesca Fabregasa na trenerskiej ławce. Facet doskonale potrafi przekazać swą wiedzę i doświadczenie nabyte przez lata gry na przykład w Barcelonie i innych wielkich klubach, w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Ma naprawdę ciekawą drużynę z szeregiem ciekawych piłkarzy, na czele oczywiście z Nico Pazem. I ma szereg bardzo ciekawych pomysłów: bramkę przeciwników atakują – rzekłbym – „wspólnotą”, a po ewentualnej stracie bardzo szybko w komplecie wracają za linię piłki.
Przed nimi kolejna wielka przygoda: wizyta na Old Trafford!
- Dla samego Fabregasa to wielka sprawa, przecież lata spędził na angielskich boiskach. A dla jego podopiecznych taka wizyta w Manchesterze i mecz z „Diabłami” to też wielkie wyzwanie i – co by nie mówić – wielka atrakcja. Mam wrażenie, że właśnie Como może być języczkiem u wagi do samego końca tej fazy ligowej Champions League.
To zatoczmy na koniec koło i wróćmy do Interu, i do Piotrka Zielińskiego w jego szeregach. Przerwa reprezentacyjna, pana zdaniem, przysłużyła mu się dobrze? Z Parmą zaraz po niej nie zagrał...
- Nie zagrał, to prawda. Zaś w miniony weekend pierwsze 45 minut z Bologną miał – rzekłbym – bardzo „anonimowe”. Zresztą jak cały Inter. Potem jednak widać było, że Chivu musiał bardzo mocno wejść do szatni, i to podziałało na Mediolańczyków. Piotrek szybko sobie przypomniał o współdziałaniu z partnerami, zaliczył asystę... Wiemy, że on potrzebował całkiem sporo czasu, by się w Mediolanie zaaklimatyzować. Ale teraz znów jest na topie – mam na myśli jego dyspozycję sportową. I od dwóch-trzech lat pokazuje też wreszcie w reprezentacji, że jest jej niezbędny. Myślę, że jeszcze przez ładnych parę lat – bo przecież ma dopiero 32 lata – przy jego dobrym prowadzeniu się zarówno Inter, jak i Biało-Czerwoni będą mieć z niego wielki pożytek.
Powiedział pan, że Inter ma potencjał, by mierzyć może i w ćwierćfinał Ligi Mistrzów...
- A kto wie, czy i nie półfinał. Chivu zrobił fantastyczną robotę na krajowym gruncie, sięgając po mistrzostwo i Puchar Włoch. Tylko w Lidze Mistrzów mu nie wyszło. Patrząc na głębię składu i długość ławki rezerwowych, może to jednak z nawiązką odrobić, i to niezależnie od dwóch dotychczasowych porażek. I zapewne wciąż – jak mówiłem na wstępie – chce w pucharach namieszać.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
NIE PRZEGAP!Liga Mistrzów – 3. kolejka
◼ Inter - Szachtar
środa, godz. 21.00 - Canal+ 360
Na dwóch frontach
Inter w Serie A – 6 zwycięstw, 1 remis, bramki 21:9
Inter w LM – 2 porażki, bramki 4:6