Jak Szwarga zmienia Raków

Na szersze oceny, czy nowy-stary szkoleniowiec całkowicie odmienił pogrążony w kryzysie zespół, trzeba będzie jeszcze poczekać, ale już teraz można stwierdzić, że zrobił bardzo dużo dobrego.

Dawid Szwarga na razie może mówić o udanym powrocie do Częstochowy. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Twórcą sportowej potęgi częstochowskiego klubu w ostatniej dekadzie był Marek Papszun. Gdy ten zdecydował się opuścić Raków dwukrotnie – w glorii chwały po mistrzostwie w 2023 na rzecz zasłużonego odpoczynku i (nieskutecznego) poszukania wyzwań za granicą oraz mniej kulturalnie w grudniu 2025 na rzecz Legii, klub za każdym razem wpadał w kłopoty. Buty charyzmatycznego szkoleniowca były bowiem tak uszyte na jego miarę, że potykali się w nich wszyscy następcy. Michał Świerczewski próbował wielu rozwiązań, ale w Częstochowie wykładali się kolejno: Łukasz Tomczyk, Dawid Kroczek i Tomasz Kaczmarek (dwa mecze Dawida Szulczka w roli tymczasowego trenera można pominąć). Kiedy drużyna zaczęła niebezpiecznie usadawiać się na ostatnim miejscu w tabeli, postanowił wrócić do tego, który obiektywnie wyłożył się najmniej, przepracował w klubie pełny sezon 2023/24 i którego sam namaścił na naturalnego następcę Papszuna.

Dawid Szwarga pochodzi z Jastrzębia, ale zdążył już mocno wniknąć w tkankę miejską Częstochowy. Zanim powierzono mu rolę pierwszego trenera latem 2023 roku, dwa lata był niezwykle cenionym asystentem Papszuna, wnikliwie przyglądając się jego pracy. Do tej roli powrócił zresztą na pół roku po powrocie szkoleniowca, zanim w grudniu 2024 otrzymał propozycję z Arki Gdynia. Nie licząc trwającej kampanii, przy Limanowskiego przepracował trzy i pół roku. To daje mu już dość znaczący obraz klubu i oczekiwań.

Choć nie brakowało głosów przeciwnych jego powrotowi na ławkę pierwszego trenera, to trzeba powiedzieć, że w krótkim czasie udało mu się sporo zmienić w drużynie. Najważniejsze to odzyskanie radości z gry, którą było widać podczas poniedziałkowego meczu z Pogonią (3:1). Nikt nie miał bowiem chyba wątpliwości, że największy problem Rakowa leżał w głowach, bo trudno przypuszczać, aby zawodnicy nagle i zbiorowo zatracili umiejętności piłkarskie.

Raków Szwargi zdecydowanie lepiej wygląda w obronie, gdzie pojawiła się konsekwencja działań. Zawodnicy otrzymali konkretne zadania, które realizują w czasie meczu, potrafią też zareagować na niepowodzenie (szybko stracona bramka, zmarnowany rzut karny). Przeciwko Szczecinianom dobrze wyglądała też gra ofensywna, w końcu po raz pierwszy w tym sezonie Raków wygrał różnicą dwóch bramek. Ba! Raków w ogóle wygrał dopiero po raz trzeci w sezonie, a przecież zbliżamy się do półmetka rozgrywek. Pierwsza kampania Szwargi w Częstochowie to też bardzo duży progres dwóch zawodników – Gustava Berggrena i Bogdana Racovitana. Pierwszego w klubie już nie ma, ale Rumun wyraźnie ożył przy ponownej współpracy z tym szkoleniowcem.

Podczas kiepsko układającego się meczu Pucharu Polski w Lublinie postawił przed dogrywką na Tarika Karicia w bramce, a ten odwdzięczył się dwoma obronionymi rzutami karnymi, dzięki czemu Raków pozostaje w grze o trofeum, które może okazać się przepustką do Europy. Jak na dwa tygodnie pracy, lista zasług Szwargi wygląda więcwyjątkowo imponująco. W niedzielę zmierzy się ze swoim guru – Markiem Papszunem. Raków w formie z poniedziałku przy Łazienkowskiej wydaje się nie stać na straconej pozycji.

Mariusz Rajek

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się