Jaka piękna katastrofa...
W kultowym Wentworth Club triumfował J.J. Spaun. Manuel Elvira na ostatnim dołku był autorem rozdzierającej serce wpadki.
J.J. Spaun marzył o tej wygranej. Zdjęcia Facebook BMW PGA
Szokujące sceny, jakie oglądaliśmy podczas ostatnich chwil flagowego turnieju DP World Tour, wprawiły w osłupienie. Grający w ostatniej grupie Manuel Elvira, dopingowany na polu przez starszego brata, który dużo wcześniej zakończył rywalizację w BMW PGA Championship, prowadził, wchodząc na start ostatniego dołka. Aby zwyciężyć potrzebował birdie, a do wejścia do dogrywki z szalejącym kilka chwil wcześniej ubiegłorocznym mistrzem US Open wystarczył mu par. Mało kto przewidział to, co za chwilę wydarzy się na West Course w angielskim hrabstwie Surrey.
Formalność?
J.J. Spaun rozpoczął niedzielną rundę ze stratą jednego uderzenia do liderów i przez większość dnia nic nie wskazywało na to, że wzniesie puchar. Amerykanin grał jednak z kipiącą wręcz motywacją po tym, jak kilka tygodni wcześniej pominięto go przy powołaniach do drużyny USA na Presidents Cup. Miał wiele do udowodnienia kapitanowi Brandtowi Snedekerowi. To go bardzo napędzało! Prawdziwy pokaz niesłychanego golfa odpalił na ostatnich dołkach West Course. Nagle wyczarował kapitalną serię czterech birdie na ostatnich pięciu dołkach, w tym na osiemnastce, na której bliski był zdobycia eagle’a. Zakończył rundę wynikiem -5, meldując się w domku klubowym jako lider turnieju z łącznym rezultatem -17. Pozostało mu tylko oczekiwanie i ewentualna rozgrzewka przed potencjalną dogrywką. Manuel Elvira, który przystępował do finałowej rundy jako współlider, szedł w ostatniej grupie i do samego końca walczył o swój pierwszy tytuł w karierze, bo choć jest zawodowcem od 2018 roku, tak to się jakoś ułożyło, że do tej pory nic nie wygrał. Aż tu nagle stanął przed szansą zwycięstwa w absolutnie ikonicznym turnieju DP World Tour, należącym do niezwykle lukratywnej Rolex Series. To mogło go nieco sparaliżować. Gdy Spaun kończył grę, Elvira znajdował się na przedostatnim dołku - siedemnastce par 5. Popisał się tam absolutnym zagraniem dnia – trafił genialnego eagle’a, co wywindowało go na pozycję samodzielnego lidera przed ostatnim dołkiem. Sytuacja była bardzo przejrzysta - birdie dawało mu bezpośrednie zwycięstwo, par gwarantował dogrywkę ze Spaunem.
932 tysiące
Rozpoczął się spektakl, jakiego pewnie nikt z tłumu zgromadzonych wokół ostatniego dołka kibiców nie chciałby oglądać. Dosłownie wszyscy życzyli pierwszego trofeum 30-letniemu Hiszpanowi - na pewno tak było w moim przypadku! Osiemnastka w Wentworth okazała się jednak jego prawdziwym koszmarem, który na pewno śnić będzie mu się po nocach jeszcze bardzo długo. Zamiast bezpiecznego i łatwego para lub nawet birdie kibice zobaczyli bolesną rozsypkę, porównywalną do słynnych sportowych dramatów. Elvira postanowił grać ultra konserwatywnie - zdecydował się na „bezpieczne” uderzenie ironem z tee, a następnie próbował pozycjonować piłkę przed strumykiem oddzielającym fairway od greena. Wykonał to uderzenie szokująco źle i posłał piłkę prosto do bunkra na lewej stronie fairwaya. Próba ratowania sytuacji z trudnego położenia w piasku skończyła się uderzeniem totalnie nieudanym – piłka przeleciała za green i wylądowała blisko trybun. Po otrzymaniu uwolnienia od trybun Elvira musiał wykonać delikatny lob, nad bunkrem w stronę flagi. Tutaj presja zjadła go już całkowicie – Hiszpan kompletnie zepsuł to uderzenie, zagrał klasyczną „żabkę”, która wylądowała w bunkrze. Stamtąd zagrał na green i dwa putty później zanotował spektakularnego double’a! Ta sportowa tragedia zepchnęła go z pierwszego miejsca na dzielone drugie, z samymi sławami - Rorym McIlroyem, Adamem Scottem oraz Aaronem Raiem. Poza stratą 932 850 dolarów, przede wszystkim przeszło mu koło nosa zwycięstwo, które automatycznie wystrzeliłoby go na zupełnie inną orbitę dalszej kariery golfowej, w tym pewną kartę na przyszłoroczny PGA Tour.
Co przeżyłem, to moje
J.J. Spaun, obserwujący wszystko z domu klubowego, mógł już świętować spektakularne i niespodziewane zwycięstwo, podczas gdy niemogący powstrzymać łez Elvira pocieszany był na greenie przez również zapłakanego brata, Ignacio - pieszczotliwie nazywanego „Nacho”. Zamiast 1 530 000 dolarów Manuel zarobił 597 100, co i tak było kwotą niewyobrażalną w porównaniu do jego dotychczasowych nagród turniejowych. Nie ma co teraz analizować w nieskończoność tego, co zrobił Elvira na ostatnim dołku, i powodów jego decyzji - kto winny jest tej „pięknej katastrofy” i czy caddie nie powinien pokierować swoim graczem w inny sposób. Sam Manuel tłumaczył krótko: „Uderzyłem zły strzał w złym momencie podczas próby lay-upa. Zostawiłem sobie najtrudniejsze możliwe uderzenie z bunkra na fairwayu i nie byłem w stanie tego uratować”. Mimo ewidentnego dramatu Elvira starał się spojrzeć na sytuację z szerszej perspektywy: „To był świetny tydzień. Gdyby ktoś przed turniejem powiedział mi, że zajmę drugie miejsce w tak wielkim wydarzeniu jak BMW PGA Championship, wziąłbym to w ciemno. To był prawdopodobnie najlepszy tydzień w moim życiu. Jak to mówimy w Hiszpanii: Que me quiten lo bailao - co przeżyłem, to moje i nikt mi tego nie zabierze”.
Słodko-gorzki smak zwycięstwa
Dla J.J. Spauna triumf w Wentworth Club miał smak najsłodszej zemsty i sportowego odkupienia. Amerykanin przybył do Anglii z poczuciem krzywdy po tym, jak kapitan reprezentacji USA, Brandt Snedeker, pominął go przy ustalaniu składu na Presidents Cup – po krótkiej, raczej upokarzającej rozmowie. „To była jakaś 45-sekundowa rozmowa telefoniczna. Kapitan powiedział mi po prostu, że nie ma mnie w składzie i że jestem tym, który nie zmieścił się w drużynie. Życzyłem mu powodzenia i to było wszystko”. Przy czym słowa Snedekera „odd man out” można przetłumaczyć na wiele sposobów, od bardzo ostrego - jako „odpad z selekcji”, do nieco łagodniejszych interpretacji, w stylu „ofiara selekcji”. Bez względu na to Spaun, mistrz U.S. Open z 2025 roku, przekuł złość i urażoną dumę w fantastyczną formę, odpalając atomowy finisz w decydujących chwilach. Wznosząc prestiżowy puchar, nie tylko utarł nosa selekcjonerowi i udowodnił, że jego bark jest w pełni sprawny, ale też zapisał się w historii jako dopiero trzeci Amerykanin, który podbił kultowy West Course, po legendarnym Arnoldzie Palmerze i Billym Horschelu, którego historia była bliźniaczo podobna do historii Spauna. W 2021 roku wściekły na brak powołania do drużyny Ryder Cup Billy przyleciał do Wentworth i w genialnym stylu tam wygrał, udowadniając kapitanowi Strickerowi jak bardzo się pomylił. Triumf Spauna – wywalczony w jaskini lwa, przed europejską publicznością i w bezpośrednim pojedynku z gwiazdami formatu Rory'ego McIlroya – dał mu potężny awans na dwunaste miejsce w rankingu światowym. Przede wszystkim jednak wysłał w świat jednoznaczny komunikat - na brak szacunku warto odpowiedzieć wielkimi zwycięstwami. „Wiedziałem, że nie będzie łatwo. To jedna z moich ulubionych wygranych. Po rozczarowującym zakończeniu Tour Championship i braku powołania do kadry, bardzo chciałem mocno zamknąć ten rok w miejscu, które uwielbiam odwiedzać z rodziną”. J.J. Spaun wycofał się z Tour Championship podczas pierwszej rundy. Podjął tę decyzję po rozegraniu zaledwie pięciu dołków, kiedy miał już wynik +4. Powodem był nagły, ostry ból barku. Spaun tłumaczył dziennikarzom, że obudził się z silnym bólem we wtorek rano – najprawdopodobniej z powodu „złej pozycji podczas snu”. Mimo intensywnej pracy z fizjoterapeutą i prób rozgrzewki, ból powrócił ze zdwojoną siłą na polu. Kapitan Snedeker ogłosił swoje sześć „dzikich kart" dokładnie dwa dni po zakończeniu Tour Championship. To właśnie ta nagła kontuzja kilka dni wcześniej zasiała w jego głowie wątpliwości co do stanu zdrowia Spauna.
Meronk walczy jak lew
Dla Adriana Meronka start pod Londynem był niezwykle wymagającym etapem morderczego maratonu – Polak rozgrywał bowiem czwarty z sześciu turniejów DP World Tour z rzędu, tocząc dramatyczną walkę o utrzymanie pełnej karty zawodniczej na przyszły sezon. Choć Meronk zapewnił kibicom moment absolutnej euforii, trafiając w sobotę spektakularną hole-in-one na piątym dołku, to ostateczny wynik sportowy przyniósł delikatny niedosyt. Rundy 72-69-70-73 uplasowały go na miejscu T62. Bolesny finisz, kiedy Adrian zaliczył soczystego doubla na ostatnim dołku turniejowym, przeplótł się z fantastyczną chwilą w piątek, kiedy spektakularny eagle na tym samym dołku zapewnił dalszy udział w turnieju. Wynik -4 nie wystarczył, by poprawić pozycję w rankingu Race to Dubai, gdzie celem minimum pozostaje upragniony awans do TOP 100, gwarantujący utrzymanie karty na przyszły sezon. Jego pozycja nie drgnęła na milimetr po Wentworth - zajmuje w rankingu ligi wciąż miejsce 146. Czas ucieka, a przed najlepszym polskim golfistą już tylko dwa turnieje ostatniej szansy, we Francji i w Szkocji, w których margines błędu niebezpiecznie się skurczył. Na słynnym polu Le Golf National, arenie Ryder Cup z 2018 roku i paryskich igrzysk olimpijskich, przez dwie pierwsze rundy Polak wystąpi w towarzystwie popularnego Tajlandczyka - Kiradecha Aphibarnrata i Szweda Jensa Dantorpa, tego samego, który powstrzymał Adriana przed jego pierwszym zwycięstwem na Challenge Tour, wygrywając eagle’em dogrywkę Ras Al Khaimah Golf Challenge 2017. 108. edycja turnieju Open de France transmitowana będzie na antenach Polsatu Sport - z komentarzem tylko ostatniego dnia. Eurosport 2 przeprowadzać będzie od czwartku wieczorne bardzo obszerne relacje z President’s Cup - starcia drużyn amerykańskiej z międzynarodową - bez Europy, toczącego się na kolejnym historycznym polu, w Medinah Country Club. Po świetnym dzielonym dziesiątym miejscu w hiszpańskim La Sella Open, od piątku Dorota Zalewska powalczy w Buccellati Ladies Italian Open. Niestety turniej ten nie będzie transmitowany.
Kasia Nieciak
Manuel Elvira był o włos od gigantycznego zwycięstwa.
Selfie na Wentworth.
Adrian Meronk walczy dalej! Fot. Facebook zawodnika