Klasyk na zero
Oczekiwania były bardzo duże, a skończyło się na tym, że w meczu Górnika z Legią blisko 30 tysięcy kibiców na trybunach nie zobaczyło ani jednego celnego strzału!
Kacper Urbański (nr 82) był jedną z jaśniejszych postaci ligowego klasyka w Zabrzu. Fot. Jarek Praszkiewicz/ PAP
Bez celnych strzałów...
Trener Michal Gasparik zaskoczył i desygnował do składu dwójkę nominalnych napastników: Janisa Antiste i Sondre Lisetha. Z tym że ten pierwszy operował na skrzydle w miejsce siedzącego na ławce Maksyma Chłania.
Pierwszych kilkanaście minut, to kilka fauli, jeden rożny dla Górnika i… tyle. Obie drużyny szczelnie zaryglowały swoje przedpola i ofensywni gracze po obu stronach niewiele byli w stanie zdziałać. Pierwsza godna odnotowania sytuacja to 17 minuta i uderzenie z kilkunastu metrów Mateusza Szczepaniaka. Piłka minęła jednak cel, ale było groźnie.
Zabrzanie zaskoczyli przed upływem drugiego kwadransa zaskakującą ofensywną akcją środkowego obrońcy Rafała Janickiego. Strzelił mocno, tyle że nad poprzeczką. Odważne wejście doświadczonego defensora mogło się jednak podobać. 1:0 mogło być w końcówce pierwszej połowy. Po dobrym dośrodkowaniu Petera Federico głową strzelał z kilku metrów Jarosław Kubicki, piłka o centymetry minęła bramkę strzeżoną przez reprezentanta Rumunii Otto Hindricha. Do przerwy ani jednego celnego strzału…
Poprzeczka Zmrzlego
Druga część jak pierwsza - sporo walki, fauli, bo dwie kartki w kilka minut, gra w środku boiska, a mało konkretnych akcji ofensywnych. W ekipie gości na boisku pojawił się Bogdan Wjunnyk. Ukrainiec miał rozruszać ataki swojego zespołu, ale niewiele z tego wynikło. Dużą ochotę do gry wykazywał grający w poprzednim sezonie w Legii Kacper Urbański. Jak mógł starał się napędzać ataki górniczej jedenastki, wchodzić w pojedynki indywidualne. Brakowało jednak wsparcia kolegów.
Po niespełna kwadransie kilkuminutowa przerwa spowodowana zadymieniem boiska przez kibiców przyjezdnych, którzy w większości byli raczej fanami Zagłębia Sosnowiec. To wszystko nie sprzyjało tempu gry. Czas leciał, a nic się nie działo, dalej nie było żadnego celnego uderzenia na którąkolwiek z bramek. Szkoda, bo przecież oczekiwania przed ligowym klasykiem były spore.
W 72 minucie pokazał się Ondrej Zmrzly. Z Piastem w pucharowej konfrontacji we wtorek trafił w słupek, teraz jego bomba z lewej nogi wylądowała na poprzeczce. Wściekły wyładował złość na trawie, kopiąc boisko. W końcówce spotkania walczący o odzyskanie pozycji lidera Górnicy zaatakowali zdecydowanie bardziej żywiołowo, brakowało jednak konkretu. Szansę miał rezerwowy Erik Prekop, ale w swoim stylu wypalił z kilku metrów na wiwat.
Druga połowa została przedłużona aż o dziesięć minut. Też nic nie zmieniła i skończyło się na rozczarowującym bezbramkowym remisie. To nie było to, czego oczekiwali kibice zapełniając Stadion im. Ernesta Pohla.
Michał Zichlarz
OCENA MECZU ⭐ ⭐
◼ Górnik Zabrze – Legia Warszawa 0:0
GÓRNIK: Schulze 6 – Zmrzly 7, Janicki 7, Josema 6, Janża 6 – Peter 6, Bernardo 6, Kubicki 5 (73. Hojholt niesklas.), K. Urbański 7 (90+2. Durdov niesklas.), Antiste 5 (73. Chłań niesklas.) – Liseth 5 (73. Prekop niesklas.). Trener Michal GASPARIK. Rezerwowi: Loska, Kania, Bochniewicz, Dietz, Donio, Ikia Dimi, Inoussa, Warczak.
LEGIA: Hindrich 6 – Piątkowski 6, Augustyniak 6, Deziel Jr 6 – Wszołek 5 (81. Fukuda niesklas), Kapustka 5 (88. Szymański), W. Urbański 5, Sevćík 5 (73. Biczachczjan niesklas.), Chodyna 5 (73. Reca) – Zjawiński 5, Szczepaniak 3 (46. Wjunnyk 4). Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Brkić, Arsenić, Arreiol, Colak, Vinagre.
Sędziował Marcin Szczerbowicz (Olsztyn) - 5. Sędzia VAR Paweł Malec (Łódź). Czas gry 101 min (46+55). Widzów 27 659. Żółte kartki: Antiste (50. faul), Janża (83. niesportowe zachowanie), Hojholt (90+4. faul), Janicki (90+10. faul) - Augustyniak (20. faul), Kapustka (54. faul), Szymański (90+10. faul).
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| GÓRNIK | LEGIA | |
| 52 | posiadanie piłki | 48 |
| 18 | strzały | 4 |
| 0 | strzały celne | 0 |
| 4 | rzuty rożne | 0 |
| 2 | spalone | 1 |
| 20 | faule | 10 |
| 3 | żółte kartki | 3 |