Klub bez sensu
Z DRUGIEJ STRONY - Mariusz Rajek
Fot. Kasia Dzierzynska/ PressFocus
Wieczysta w ekstraklasie brutalnie i obcesowo udowadnia, że jest to po prostu bez sensu, przynajmniej w obecnej, monstrualnej, wielokrotnie przepłaconej formule. Niewygórowane ceny biletów (25 zł normalny oraz 10 zł ulgowy – do 12. roku życia) nic nie dały, stadion przy Reymonta podczas meczów Wieczystej świeci pustkami, że aż boli. 1648 kibiców na ponad 30-tysięcznym obiekcie na ostatnim meczu z płocką Wisłą wyglądało po prostu fatalnie. Tym bardziej że na ten sam stadion Wisła regularnie sprzedaje wszystkie bilety. Poprzednio? Jeszcze gorzej – ledwie 1282 fanów na meczu z Zagłębiem. Gra dla pustych krzesełek to jeden z najbardziej przygnębiających sportowych widoków przypominających nam czas pandemii albo zamkniętych z powodu zamieszek trybun. Bo jak świat światem, na niektóre kluby się chodzi, niektóre mają kibiców, a inne nie i nie ma tu w sumie nawet aż takiego znaczenia, w jakiej lidze aktualnie grają.
Wieczysta tak naprawdę istnieje jedynie dla Wojciecha Kwietnia, piłkarzy, którym płaci, pracowników i garstki kibiców, która liczbowo specjalnie nie różniłaby się bez względu na to, czy Krakowianie graliby w drugiej, czwartej czy niższej lidze. Oczywiście, że dopóki właściciel wydaje swoje pieniądze, ma pełne prawo robić z nimi, co chce, łącznie z paleniem w piecu i rozrzucaniem na ulicy. Może też płacić profesjonalnym piłkarzom za grę w klubie, który prawie nikogo nie interesuje. Ta historia nie jest o tym. Bardziej chodzi o to, że Wieczysta niczego do naszej piłki nie wnosi, a zabiera miejsce klubom z rzeszą fanów, historią i perspektywami na przyszłość wykraczającymi poza najbliższy przelew.
Kwiecień robi to dla zaspokojenia własnego ego oraz poniekąd na złość Wiśle, której… kibicuje, a której mieć nie może. Na tym opiera się chyba największy tragizm tej sytuacji, przynajmniej ze stricte krakowskiego punktu widzenia. Jest Wisła, Cracovia, Hutnik, nawet Garbarnia – nie ma szans na kawałek kibicowskiego tortu dla Wieczystej, co najwyżej na okruchy. Podobne projekty już próbowały podbijać nasz futbol i praktycznie nigdzie się nie sprawdziły. Możliwe, że gdyby Kwiecień zbudował taki projekt w innym mieście, ten miałby szansę powodzenia. Nie zrobi tego jednak, bo to z Grodem Kraka jest zarówno emocjonalnie, jak i biznesowo związany. Tam się urodził, stamtąd kieruje biznesem i tam inwestuje w klub piłkarski. Nawet jeśli nie ma to większego sensu…