Kobiece nienasycenie

KOMENTARZ „SPORTU” – Grzegorz Kaczmarzyk

Brak uśmiechu, bo miejsca w top 10 już nie zadowalają Dominiki Włodarczyk. Chce więcej! Fot. Facebook Dominiki Włodarczyk

Tyle osiągnęły, ale nie są do końca zadowolone, bo mogły jeszcze więcej – wciąż im mało! Komu? Naszym reprezentantkom, które w zakończonych w niedzielę kolarskich mistrzostwach świata zdobyły dwa medale i do tego zajęły kilka miejsc w top 10. Zarówno ich sukcesy, jak i właściwie rozumiana zachłanność – jedno i drugie świadczy o nich jak najlepiej, pozwalając widzieć przyszłość nawet w tęczowych barwach!

I tu na pierwszy plan nie wysuwają się te, które wywalczyły krążki, czyli w jakiś sposób czują się usatysfakcjonowane, ale ta, która nie wskoczyła na podium. Wszystkie trzy starty kończyła w pierwszej dziesiątce, co oznacza światową czołówkę, tyle że jakoś specjalnie ją to nie ucieszyło. – To solidne rezultaty, nie zamierzam być fałszywie skromna. Nawet w mojej głowie brzmi to jak coś, z czego powinnam być dumna – podsumowała swoje występy w Montrealu Dominika Włodarczyk. – Powinnam, ale nie jestem – można za nią samokrytycznie dokończyć. Ta – co podkreśla – zwyczajnakła dziewczyna z Okalewa, wsi niedaleko Wielunia, jeszcze trzy lata temu niewiele znaczyła w peletonie. UAE Team ADQ, jedna z najlepszych ekip na świecie, dostrzegł jednak jej potencjał i podpisał z nią długoletni kontrakt. Zrobiła duże postępy dopiero wtedy, kiedy w zeszłym roku zaczął ją trenować były znakomity kolarz Sylwester Szmyd. Wtedy wręcz nie mogła uwierzyć, że dorównuje najlepszym, teraz już jej to nie wystarcza. – Jeśli w twoim otoczeniu ktoś spełnia swoje marzenia, to w moim odczuciu pokazuje, że to jest realne, że jest w zasięgu. I mam nadzieję, że na mojej szyi też kiedyś zawiśnie taki krążek, może nawet w połączeniu z tęczową koszulką mistrzyni świata. Bo dlaczego nie? – zapytała bardziej siebie niż czytelników jej fejsbukowych wpisów. – Tym razem troszeczkę zabrakło, więc tym większa motywacja, żeby za rok albo już na następnych wyścigach nie zabrakło – zakończyła już teraz niezwykle mocna, a do tego przeambitna, zdeterminowana i harda 25-latka. Przypomina Justynę Kowalczyk, na której się zresztą wzoruje i od której mogłaby jeszcze wziąć więcej pewności siebie, a być może marzenia wkrótce się spełnią.

Wychodzi więc na to, że za rok w Sallanches u podnóża Alp o złoto będą walczyć dwie Polki, bo oprócz Kowalczyk, pardon, Włodarczyk, pozostaje jeszcze oczywiście teraz tylko, a nie aż srebrna Katarzyna Niewiadoma. W długiej karierze osiągnęła bardzo wiele,  w kanadyjskiej metropolii mogła sięgnąć po upragnione złoto, ale to zabrała jej na finiszowej prostej Demi Vollering. Nasza zawodniczka może mówić trochę o pechu, bo Holenderka, jedna z najlepszych kolarek w historii tej dyscypliny, w tym roku znajduje się w życiowej dyspozycji i w zasadzie nie sposób ją pokonać. Jak będzie za rok na niezwykle wymagającej trasie?

Druga z naszych medalistek, złota w „czasówce” Maria Okrucińska, we Francji raczej nie będzie się jeszcze liczyła w rozgrywce o medale. Ma dopiero 18 lat, właśnie kończy wiek juniorki i na jej sukcesy w dorosłym gronie zapewne trzeba będzie jeszcze poczekać. Podobnie jak na dobre wyniki naszych kolarzy, którzy w żadnym z sześciu wyścigów trzech kategorii nie znaleźli się nawet w top 25. 36-letni Michał Kwiatkowski, który uratował ich honor, dojeżdżając do mety jako jedyny Polak w prestiżowym wyścigu ze startu wspólnego elity, z roku na rok coraz bardziej odstaje od światowej czołówki. Na to zaś, żeby znaleźli się w niej nastolatek Jan Michał Jackowiak i jego utalentowani koledzy, potrzeba cierpliwości. Na razie skazani więc jesteśmy na kobiety i... bardzo dobrze!

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się