Kolejna „ostatnia szansa”
Dla niedawnego pucharowicza już od dawna każdy mecz jest „o życie” i za „sześć punktów”, ale ten, kto jeszcze wierzy w utrzymanie, porażki z Wieczystą nie dopuszcza.
Piłkarze Rakowa muszą ostro trenować, aby dźwignąć się z potężnego kryzysu. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Można sobie jedynie wyobrazić, jakie nastroje mogą być w klubie po dziewięciu porażkach w dziesięciu ligowych meczach. Zwłaszcza że przynajmniej na pierwszy rzut oka przed sezonem na tak ogromny kryzys niewiele wskazywało. Optymiści widzieli nawet Raków walczący o europejskie puchary, ci nieco bardziej twardo stąpający po ziemi - drużynę środka tabeli. Pozycji czerwonej latarni, głównego kandydata do spadku po jednej trzeciej sezonu, nie zakładał chyba nikt.
Co tam się dzieje?!
– Postawa Rakowa zastanawia i nurtuje pewnie pół Polski, nie mówiąc o właścicielu, który musi sobie rwać włosy z głowy. Jeszcze niedawno wszyscy do Rakowa jeździli po naukę, jak prowadzić piłkarski biznes. Uchodził za klub bardzo dobrze poukładany. Tymczasem trenerzy się zmieniają, a praktycznie nie ma żadnej różnicy w punktach. Piłkarze muszą tam przeżywać ogromną frustrację. To jest wielkie wyzwanie z tego wyjść, ale wierzę, że sobie z tym poradzą – mówi nam Marek Motyka, były trener wielu klubów ligowych, mocno związany z krakowskim środowiskiem piłkarskim.
„Raków jest drużyną”
W piątek przed Rakowem starcie z klubem, który jest w ekstraklasie zupełnym nowicjuszem, ale zbudowanym za duże pieniądze i coraz lepiej się w niej odnajdującym. Wieczysta zajmuje miejsce tuż nad strefą spadkową. „Szału nie ma”, ale w sytuacji Rakowa nawet taki dorobek wzięliby w ciemno. Coraz częściej słychać głosy, że w szatni przy Limanowskiego obecnie brakuje lidera, który potrafiłby uderzyć pięścią w stół i zmobilizować drużynę w ogromnym kryzysie. – To wyzwanie mentalne dla wszystkich ludzi w klubie. W szatni jest bardzo dużo osobowości, chłopaków, którzy znają wymagające sytuacje. Oni chcą się przełamać. Fran Tudor, Bogdan Racovitan, Oskar Repka czy Mahir Emreli to grupa zawodników, którym bardzo zależy. Raków jest drużyną i widać to w codziennej pracy. W tym, jak się komunikują, jak pracują na treningu. Wiadomo, że kiedy przychodzą trudniejsze momenty, to się to kwestionuje. Jak wyglądasz słabiej, zawsze takie opinie będą – powiedział na przedmeczowej konferencji prasowej Tomasz Kaczmarek.
Powrót syna marnotrawnego
Po wielu tygodniach przedkładania zwolnień lekarskich, z Brazylii do Częstochowy powrócił „syn marnotrawny” klubu, czyli Adriano Amorim. Przypomnijmy, że po zakończeniu letniego urlopu piłkarz nie przyleciał do Polski. Brazylijczyk stracił przygotowania do sezonu, kwalifikacje do Ligi Konferencji oraz 10 meczów ligowych. W zasadzie postawiono już na nim krzyżyk, ale ten musiał dojść do wniosku, że gra w piłkę opłaca się jednak bardziej niż siedzenie na L4. – Tak po ludzku cieszę się, że wrócił. Mam nadzieję, że będzie wyglądał na tyle dobrze, żeby nam pomóc – ocenia powrót zawodnika szkoleniowiec.
Najważniejszym wyzwaniem przed jego zespołem jest teraz poprawa gry defensywnej, ponieważ Raków traci najwięcej (25) goli w lidze. – To jest priorytet, nad którym najwięcej pracowaliśmy w tym tygodniu – dodaje Kaczmarek.
Wieczysta coraz lepsza
Czy Częstochowianie przy Reymonta zdobędą pierwsze w tym sezonie punkty na wyjeździe? – Wieczysta wcale nie jest bez szans, bo piłkarze są tam bardzo jakościowi, solidnie podchodzą do ekstraklasy. Wiadomo, że cały czas się jej uczą, ale czas działa na ich korzyść, z każdą kolejką są coraz lepiej zaznajomieni z realiami, lepiej zgrani. Wieczysta, mając lepszą skuteczność i trochę szczęścia więcej, byłaby w tabeli jeszcze wyżej. To powinien być bardzo ciekawy mecz biorąc pod uwagę ostatnią dyspozycję Krakowian i nóż na gardle Rakowa – ocenia Motyka, nie napawając przedstawicieli klubu spod Jasnej Góry szczególnym optymizmem przed piątkowym starciem.
Mariusz Rajek