Kolos na glinianych nogach?

Beniaminek jest jednym z największych rozczarowań startu sezonu. Na razie to nie drużyna, tylko zlepek indywidualności.

Nowy trener Żeljko Kopić nie przywiózł do Krakowa czarodziejskiej różdżki. Fot. Krzysztof Porębski / PressFocus

WIECZYSTA KRAKÓW

Początek sezonu ekstraklasy brutalnie weryfikuje nowicjusza z Krakowa i utwierdza w przekonaniu, że same pieniądze naprawdę nie grają. Potrzebne jest coś jeszcze. Na papierze kadra Żółto-czarnych robi wrażenie, ale prawdę zawsze pokazuje murawa.

Buńczuczne zapowiedzi

Oczywiście to nie czas, by skreślać projekt firmowany przez Wojciecha Kwietnia i odbierać mu szanse na pozostanie w ekstraklasie oraz odgrywanie w niej znaczącej roli. Dobitny przykład dał nam poprzedni sezon, w którym Legia długo kopała się sama ze sobą i w oczy zaglądał jej spadek, a na koniec otarła się o europejskie puchary. Wieczysta też może „złapać” formę i uciec z dna tabeli. Siedem rozegranych meczów dało jednak sporo materiału do analizy i weryfikacji - na pewno czasowej - celów zespołu spod Wawelu. „Transfer Christophera Lungoyiego to ruch, który pokazuje, że beniaminek ekstraklasy nie zamierza ograniczać się do walki o utrzymanie”, „Transfer Christophera Lungoyiego to nie tylko wzmocnienie kadry. To transfer, który podnosi jakość całego projektu sportowego Wieczystej i potwierdza, że klub zamierza odgrywać w polskiej piłce coraz większą rolę” – to nie opinie dziennikarzy, tylko kilka zdań z prezentacji nowego skrzydłowego na klubowej stronie. 

Rzecz w tym, że na razie piłkarz typowany na gwiazdę, w sześciu meczach ekstraklasy nie zdobył bramki i asysty. Jego gra jest synonimem postawy drużyny. Widać, że coś potrafi, ale efekty na razie są mizerne. 

Ratunkiem przerwa na kadrę

Zmiana trenera także nie przyniosła poprawy wyników. Zespół Kazimierza Moskala zdobył trzy punkty, a pod wodzą Żeljko Kopicia uratował jeden z Zagłębiem Lubin. Do tego doszła kompromitacja w Pucharze Polski z drugoligową Avią Świdnik. Chorwat na pewno potrzebuje czasu, ale w Wieczystej szkoleniowcy przeważnie mają jego deficyt. Już zaczęło się plotkować, że Kopić będzie grał o posadę w piątkowym spotkaniu z Widzewem. W mediach społecznościowych napisał o tym były zawodnik, a obecnie ekspert - Łukasz Gikiewicz. 

Ruchy Kwietnia trudno przewidzieć, ale byłoby to zdecydowanie za szybkie rozstanie - nawet jak na jego standardy. Po Widzewie Kopić będzie miał aż trzy tygodnie przerwy reprezentacyjnej na spokojną pracę z zespołem i wtedy się dowiemy, czy zbudował drużynę z indywidualności. O tym, jak przez 2,5 miesiąca po transferze Lungoyiego zmieniły się nastroje w klubie, świadczy fragment relacji z przegranego meczu z Pogonią (0:2). Bardzo rzadko w oficjalnych kanałach pojawiają się tak stanowcze opinie. Autor przyznaje: „Nie ma już sensu uciekać od tego, co pokazuje tabela. Kolejne kolejki mijają, a Wieczysta wciąż nie może złapać odpowiedniego rytmu i regularnie punktować. W ekstraklasie za chwilę każdy stracony punkt może mieć ogromne znaczenie”. 

– Polska liga mnie nie zaskoczyła. Ma dużo jakości, energii i intensywności. W każdym meczu widzimy, że niektóre małe błędy sprawiają różnicę. Musimy to zaakceptować i poprawić. Trzeba złożyć bardzo wiele elementów, aby wszystko działało – podkreśla trener Kopić. 

Pieniądze nie grają

Serwis Transfermarkt wycenia zespół Wieczystej na 18,1 mln euro. To więcej m.in. od Pogoni (17,7 mln), z którą ostatnio Krakowianie przegrali, czy sąsiedzkiej Wisły (13,8 mln), która zdobyła 10 punktów więcej. Beniaminek zapłacił innym klubom za zawodników ok. 1,9 mln euro. Były to transfery Tobiasa Christensena i Jose Antonio de la Rosy po 700 tys. euro każdy i Mateusza Kochalskiego za 500 tys. euro. Kolejne miliony, które trudno policzyć osobom z zewnątrz, wydano za podpisy zawodników i na prowizje menedżerów. Olbrzymim wyzwaniem finansowym było przede wszystkim ściągnięcie byłego króla strzelców ekstraklasy, Efthymisa Koulourisa, o którego starało się kilka innych klubów. Wieczysta pozyskała 13 piłkarzy, pożegnała się z 15. Rewolucja kadrowa, po której szybko nastąpiła zmiana na kluczowym stanowisku trenera, miała podnieść wartość drużyny. Na razie zupełnie tego nie widać. 

Michał Knura

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się