Kontuzja szczególnej ostrożności
Kacper Smoliński zszedł szczebel niżej, by w Podbeskidziu grać regularnie. Tymczasem... zaliczył w tej rundzie tylko 17 ligowych minut!
Kapelutek fajny, ale przydałoby się więcej zdjęć w koszulce meczowej. Fot. Podbeskidzie Bielsko-Biała
PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA
Letnie okienko transferowe miało przynieść długo wyczekiwany impuls w karierze popularnego „Smoły”. 25-letni pomocnik zdecydował się na odważny krok i po wielu latach spędzonych w Pogoni Szczecin opuścił swój macierzysty klub. Przeprowadzka na drugi koniec Polski, pod Szyndzielnię, jawiła się jako idealne rozwiązanie – klub zyskał wszechstronnego gracza ze sporym doświadczeniem z najwyższej klasy rozgrywkowej, a sam zawodnik otrzymał przestrzeń do odbudowania formy i wywalczenia miejsca w podstawowym składzie.
Wyglądał obiecująco
Wychowanek akademii Pogoni, mający na koncie występ w młodzieżowej reprezentacji Polski do lat 21 oraz kilkadziesiąt spotkań w ekstraklasie, w ostatnich sezonach musiał zmagać się z bardzo silną konkurencją w środku pola Portowców oraz z problemami zdrowotnymi. Umowa podpisana z bielskim klubem do końca sezonu 2026/2027 – z opcją przedłużenia o rok – sygnalizowała jednoznacznie, że w Bielsku-Białej wiążą z nim długofalowe plany, widząc w nim klasyczną „ósemkę”, łączącą grę w obronie z atakiem.
Przełom lipca i sierpnia wyglądały obiecująco. Smoliński zameldował się w nowych barwach już w pierwszej kolejce, wchodząc na ostatnie minuty zremisowanego spotkania z Miedzią Legnica. Dwa tygodnie później przedstawił się kibicom Górali w domowym meczu przeciwko Lechii Gdańsk, do którego doszło 8 sierpnia. Po drodze był jeszcze godzinny występ w wygranym pucharowym starciu z Hutnikiem Kraków. Wydawało się, że „Smoła" jest na najlepszej drodze, by wywalczyć sobie miejsce w wyjściowej jedenastce.
Wypadek na treningu
W pierwszych kolejkach trener Marcin Włodarski starał się lojalnie stawiać na piłkarzy, którzy po wygranych barażach świętowali awans na zaplecze ekstraklasy. Wobec długiej serii remisów i braku przełamania zespołu w lidze coraz więcej szans zaczęli jednak otrzymywać gracze, którzy latem dołączyli do klubu.
Niespodziewanie środkowy pomocnik przestał pojawiać się w kadrze meczowej Górali. Smolińskiego na próżno szukać także w czwartoligowych rezerwach. Powodem absencji są kolejne problemy zdrowotne i dosyć pechowy uraz, do którego doszło ponad miesiąc temu w trakcie jednego z treningów. Pomocnik niefortunnie został uderzony piłką w głowę. Tego typu zdarzenia nie są niczym nadzwyczajnym w trakcie zajęć, lecz szczegółowa diagnoza lekarska wykazała natomiast znacznie groźniejsze następstwa niefortunnego urazu.
Uderzenie doprowadziło do odklejenia siatkówki, a konieczna okazała się natychmiastowa interwencja chirurgiczna i zawodnik musiał przejść zabieg okulistyczny. Od tego momentu gracz Podbeskidzia był całkowicie wyłączony z jakichkolwiek treningów z zespołem, a proces rehabilitacji i regeneracji narządu wzroku wymaga szczególnej ostrożności. Wstępne ustalenia po urazu mówiły, że proces rekonwalescencji potrwa kilka tygodni i pomocnik powinien wrócić do gry na przełomie września i października.
(gru)