Krajobraz po rewolucji
Rozmowa z Józefem Wandzikiem, bramkarską legendą Górnika i Panathinaikosu, od kilku dekad mieszkającym i pracującym w Grecji, obecnie trenerem drugoligowego FC Marko
Od meczu z NEC Nijmegen, po którym Olympiakos stracił szansę na grę w Lidze Mistrzów, minęło ledwie pięć tygodni. W Pireusie nie ma już jednak ani trenera Jose Luisa Mendilibara, ani Brazylijczyka Rodineia. Fot. Pro Shots Photo Agency/SIPA USA / Press Focus
Wygląda na to – mam na myśli właściciela i prezesa klubu w jednej osobie – że w Pireusie szybko traci się cierpliwość, skoro niespełna tydzień temu zmieniono trenera po ledwie trzech meczach w lidze...
– Trenera zmieniono ostatnio, a niewiele wcześniej wymieniono niemal całą szatnię! No, powiedzmy trzy czwarte kadry, chyba ze 20 zawodników! Wie pan, Olympiakos zawsze ma stawiane wysokie cele. W 2024 wygrał Ligę Konferencji, w minionym sezonie grał w Champions League. W obecnym, jako wicemistrz kraju, zagrał w kwalifikacjach i odpadł z NEC Nijmegen. Już wtedy pojawiły się pomysły, by zwolnić trenera.
Ale jeszcze dano mu szansę?
– Tak. Jose Luis Mendilibar naprawdę przez dwa i pół roku robił tam doskonałą robotę. Był ulubieńcem kibiców. Ale kiedy zaczęła się liga, a Olympiakos wciąż grał słabo, nic już nie mogło go uratować przed pomysłami Evangelosa Marinakisa. Te pomysły to z jednej strony wspomniana rewolucja w kadrze i to już po okresie przygotowawczym, tuż przed startem ligi, a nawet po jej rozpoczęciu! A z drugiej – również wymiana trenera. Przyszedł Imanol Alguacil.
Zdaje się, że z Realu Sociedad San Sebastian?
– Tak, lata całe tam pracował, a ostatnio – kilka miesięcy w Arabii Saudyjskiej.
Ale jak patrzę na wynik jego debiutanckiego meczu z OFI Kreta, to trudno o zachwyt...
– No fakt, była porażka, i to raczej w kiepskim stylu. Ale prowadził drużynę ledwie parę dni po angażu, na dodatek w jedenastce było tylko trzech „starych” graczy, a aż ośmiu z tego najświeższego zaciągu. Nie można powiedzieć, że to słabi zawodnicy. Ale widać, że potrzebują jeszcze czasu, by zacząć się dobrze rozumieć. Po sobotnim meczu z OFI kibice byli tak bardzo niezadowoleni z zaprezentowanej przez nowych piłkarzy gry, że przez pół meczu skandowali nazwisko Mendilibara!
W Polsce mamy stare porzekadło: „lepsze jest wrogiem dobrego”. Skoro coś działało – myślę głównie o trenerze – to po co to zmieniano?
– Olympiakos ma naprawdę duży – jak na greckie warunki – budżet, więc zawsze musi być wysoko w tabeli, a najlepiej także pokazywać się z dobrej strony w Europie. Mistrzostwa kraju obronić się nie udało; więc już było rozczarowanie. Trenera w oczach właściciela mógł jeszcze ocalić awans do Champions League. Ale zespół dostał „gonga”, więc pojawiły się medialne – nawet w tytułach sprzyjających klubowi – żądania zmian. Zresztą kibice też marudzili: transferów chcieli, odmłodzenia kadry.
No to transfery dostali. Jak pan je ocenia?
– Olympiakos płacił za wielu nowych bardzo poważne pieniądze: 8, 10, nawet 14 czy 16 milionów.
Te 16 milionów dali za Gustavo Puertę, reprezentanta Kolumbii z Racingu Santander. Jak wygląda?
– Na razie jeszcze słabo. Dużo lepiej – i groźniej – w spotkaniach Pucharu Grecji wyglądał Meksykanin Armando Gonzalez (przyszedł z ojczystego zespołu z Chivas – dop. aut.). Ale generalnie to są zawodnicy, którzy mają swoją markę, tylko trzeba z nich poskładać drużynę. Kibice między sobą żartują, że jak mają dobrze się prezentować jako team na boisku, skoro jeszcze nie zdążyli się nawet swoich nazwisk nauczyć? Wszystko to się musi dotrzeć. Czas będzie pracować na ich korzyść. Natomiast w tym momencie to jeszcze nie jest gotowa drużyna. Jagiellonia zagra z nią w dobrym momencie, kiedy do szczytowej dyspozycji greckiemu zespołowi jeszcze daleko. Stąd czasami dziwne ruchy. Ukrainiec Roman Jaremczuk – po powrocie z wypożyczenia do Olympique Lyon – właściwie był już na wylocie z Pireusu. A jednak właśnie zgłosili go do rozgrywek w Lidze Europy!
Było 20 transferów do Olympiakosu, ale były i transfery wychodzące. Kogoś żal?
– Dwóch młodych, bardzo dobrych Greków: bramkarza Konstantinosa Tzolakisa i pomocnika Christosa Mouzakitisa.
Obaj poszli do Hull City za niezłe pieniądze! Generalnie sporo jest transakcji z angielskimi klubami, w obie strony. Olympiakos ma dobrą markę na Wyspach Brytyjskich?
– Po pierwsze – Evangelos Marinakis jest także właścicielem Nottingham Forest, więc ma wejścia na rynek brytyjski, ma cały łańcuch znajomych agentów. Po drugie – grecka piłka ma akurat dobre pokolenie zawodników. Nie tylko wspomniana dwójka poszła do mocnej ligi. W Dortmundzie od kilku tygodni są Konstantinos Karetsas i Giannis Konstantelias. Wydaje mi się, że za dwa-trzy lata Grecja może mieć bardzo ciekawą reprezentację narodową. Pojawiło się w greckiej piłce sporo pieniędzy na transfery. Robił je tego lata nie tylko Olympiakos, ale też PAOK czy Panathinaikos. Ten ostatni potrafił wyłożyć 11 mln euro za Azzedine Ounahiego, którego wcześniej miał na wypożyczeniu z Olympique Marsylia. To reprezentant Maroka, uczestnik mundialu – zresztą jeden z czterech Marokańczyków zakontraktowanych przez Koniczynki. To wszystko naprawdę robi wrażenie. Znów przyjeżdżają do Grecji zawodnicy bynajmniej nie z trzeciej półki światowej.
Wróćmy jednak do meczu Olympiakos - Jagiellonia. Powiedział pan, że polski zespół trafia na Greków w dobrym momencie.
– Owszem, bo nowy trener wciąż jeszcze zespół układa. Nikt też naprawdę jeszcze nie wie, jaki ma pomysł na grę, bo przecież miał ledwie dwa treningi z ekipą przed swym debiutem. Wiemy, że Mendilibar lubił wysoki pressing, ale też błyskawiczne przenoszenie gry na połowę przeciwnika długim podaniem. Czy tak ma wyglądać też ten nowy Olympiakos? Zobaczymy. Na pewno wielką stratą jest poważna kontuzja Ayouba El Kaabiego (złamana kość piszczelowa – dop. aut.), świetnego marokańskiego środkowego napastnika, który w minionych paru sezonach zdobył wiele bramek dla zespołu.
No to jak pan szanse Białostoczan widzi?
– Wiem, że też mają w ostatnich czasie zadyszkę...
...i trudno się dziwić, biorąc pod uwagę gorącą atmosferę wokół ich trenera.
– Wiem, znam temat, jestem na bieżąco z polską piłką. Ostatnie lata pokazały jednak, że doświadczenie zbierane w pucharach nie idzie w Jagiellonii na marne. Jeśli przetrwa napór gospodarzy w pierwszych kilkunastu minutach, powinno być dobrze. Zacznie się niezadowolenie miejscowych kibiców, gwizdy... Różnie może być.
Jak tam nasz rodak z polskimi korzeniami od strony babki?
– Santiago Heeze? Był w ubiegłym sezonie ważną postacią w zespole, przetrwał wspomnianą letnią rewolucję, ale teraz rotacja w składzie Olympiakosu jest tak wielka, że trudno tak naprawdę powiedzieć, jak będzie wyglądać ten sezon w jego wykonaniu.
Według Transfermarktu wartość kadry Jagiellonii to dziś około 32 mln euro. Olympiakosu – 184 mln euro, a więc niemal sześć razy więcej. To mogłoby zwiastować pogrom. Może tak być?
– Pieniądze w piłkę nie grają. Może gdyby ten mecz grano za trzy miesiące, w grudniu, postawiłbym na Olympiakos jako na pewniaka, bo zdążą się zgrać. Na razie jednak po tym całym transferowym szaleństwie jestem ostrożny w ocenie szans. Pamięta pan rok temu zamieszanie w Legii? Cała seria transferów, nowy trener... Efekt był taki, że z trudem wybroniła się przed spadkiem. Drużynie z Pireusu aż tak drastyczny scenariusz nie grozi, ale w tym momencie Jagiellonia naprawdę może z nim powalczyć o dobry wynik!
Jaga grać będzie całą jesień w pucharach, może też i trochę wiosny. Pana Górnik niestety swą szansę na to przegrał...
– Nie miał szczęścia w losowaniu. Jakby go miał chociaż trochę, to by dziś był w fazie ligowej któregoś z pucharów. Może nie Ligi Mistrzów, ale dwóch pozostałych – dlaczego nie. Zwłaszcza meczów z Węgrami szkoda, zawodnicy Górnika mieli ich już właściwie na patelni.
Czego zabrakło w końcówce rewanżu z Ferencvarosem? Doświadczenia? Sił?
– Wszystkiego po trochu. To odpadnięcie z Węgrami było trudnym mentalnie momentem. Dobrze, że się wtedy całkiem nie pogubił; że grając przez długi czas mecze co trzy dni, dał sobie radę w ekstraklasie.
Może będzie wreszcie – po 39 latach przerwy – tytuł mistrzowski?
– To już nawet nie o to chodzi, a o atmosferę, jaka zbudowana została wokół klubu. Rozmawiam niemal dzień w dzień ze znajomymi z Zabrza. Idą na mecz Górnika całymi rodzinami. To już nie te czasy, kiedy na trybunach pojawiały się same chłopy. Teraz mnóstwo jest kobiet, dzieci... Górnik buduje zaplecze kibicowskie na długie lata.
Zobaczymy pana w Zabrzu w najbliższym czasie?
– Trudno będzie. W Grecji liga się zaczęła, mecze co tydzień.
Dalej pan pracuje w Marko FC?
- Owszem. Rozpoczęliśmy właśnie drugi sezon w drugiej lidze, po dwóch kolejkach jesteśmy liderem, z dwoma zwycięstwami.
No to może wkrótce i wy zagracie przeciwko Olympiakosowi?
– A wie pan, że tak! Gramy w Pucharze Grecji, w którym na razie rywalizacja odbywa się w grupach. W naszej trafiliśmy właśnie na Olympiakos, który na dodatek przyjedzie do nas. Marko to część Aten w pobliżu lotniska. Mały klub, na trybunach mamy cztery tysiące miejsc. Na pewno będą wszystkie wyprzedane, skarbnik już zaciera ręce (śmiech). Kibice też, bo to będzie dla nich święto, chwila wielkiej radości.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Józef Wandzik także po zakończeniu kariery dumnie nosił na piersi herb Górnika w meczach oldbojów. Fot. Górnik Zabrze