Krew, pot i łzy

Eugenio Chacarra podbijając Indie imponował niezwykłym hartem ducha. Odrodzony Adrian Meronk wywalczył podium po morderczym maratonie.

To było bardzo emocjonalne zwycięstwo Eugenio Chacarry. Zdjęcia DP World Tour

Hiszpan przypieczętował widowiskowe zwycięstwo w turnieju DP World India Championship, kończąc rywalizację w Delhi Golf Club z fenomenalnym wynikiem -21. Od samego początku narzucił wysokie tempo, otwierając zmagania solidnymi dwiema rundami 67. Turniej od samego początku storpedowany został potężnymi opadami deszczu i burzami, które w czwartek przerwały grę na pięć godzin. Opóźnienie w pocie czoła nadrabiane było każdego kolejnego dnia zawodów, wywracając do góry nogami pierwotny grafik.

Rozsądna defensywa

Chacarra prawdziwy popis dał w nadrabiającej opóźnienia pogodowe, sobotnio-niedzielnej trzeciej rundzie – kończąc ją w niedzielę rano rewelacyjnym wynikiem 63, okraszonym spektakularnym eagle'em na ostatnim dołku, czym wypracował potężną, pięciouderzeniową przewagę nad drugim w stawce Nowozelandczykiem Danielem Hillierem. Z kolejnym uderzeniem straty był holenderski weteran Joost Luiten, za nim Hiszpan Ángel Hidalgo, a dalsze dwa strzały deficytu mieli Szkot Scott Jamieson i Adrian Meronk! Gdy w niedzielne popołudnie zmęczenie tym maratonem zaczynało dawać się liderowi we znaki, finałowa runda stanęła pod znakiem ogromnej presji wywieranej przez grupę pościgową. Daniel Hillier, Ángel Hidalgo oraz Adrian Meronk ruszyli do zmasowanego ataku, błyskawicznie odrabiając straty do Hiszpana. Najgroźniejszy okazał się Nowozelandczyk Hillier, który dzięki serii kapitalnych birdie w pewnym momencie zbliżył się do lidera na odległość zaledwie jednego uderzenia. Poczucie zagrożenia potęgował również grający z ułańską fantazją Hidalgo oraz szarżujący Meronk, będący w niedzielę -5 po pierwszych ośmiu dołkach, który po prostu szalał, szczególnie na greenach. Chacarra odpierał te ataki w sposób dojrzały – zamiast ryzykować, postawił na rozsądną defensywę. Kluczowa okazała się seria trudnych puttów na uratowanie para w środkowej części rundy, które pozwoliły mu utrzymać nerwy na wodzy oraz prowadzenie. Choć rywale dwoili się i troili, Hiszpan zagrał bezpieczne 70 uderzeń i nie pozwolił odebrać sobie prowadzenia aż do ostatniego dołka, wygrywając z dwoma uderzeniami przewagi przed Hillierem i sześcioma przed zajmującymi ostatnie miejsce na podium – Meronkiem i Hidalgo.

Podwójny dramat mistrza

Triumf Eugenio Chacarry w Indiach to jednak coś więcej niż tylko sportowa dominacja – to przede wszystkim świadectwo niesamowitego hartu ducha w obliczu fizycznego i emocjonalnego dramatu. Ta saga rozpoczęła się na siedem dni przed prestiżowym turniejem Open de España. Podczas niewinnej nocnej wyprawy po wodę w zaciemnionym pokoju, Hiszpan próbował ominąć leżące na środku salonu walizki i z impetem uderzył stopą w kant kanapy. Wypadek zakończył się dramatyczną diagnozą: złamanie kości trzeciego palca prawej stopy oraz naderwanie ścięgien w sąsiednim, drugim palcu! W dyscyplinie, w której prawa stopa odpowiada za kluczową stabilizację fazy zamachu, oraz przede wszystkim konieczna jest do wielokilometrowych marszów każdego dnia turnieju, diagnoza nie brzmiała najlepiej. Chacarra zacisnął zęby. Ku zdumieniu lekarzy nie tylko wystartował w Madrycie, ale wyraźnie utykając, wywalczył tam niezwykłe drugie miejsce! Kiedy tydzień później meldował się w New Delhi, świeże złamanie i naderwane ścięgna wciąż potwornie doskwierały, zmuszając do rywalizacji na silnych lekach przeciwbólowych i odpowiednim oklejeniu stopy. Cierpienie fizyczne nie było jednak nawet bliskie bólowi psychicznemu, który mu towarzyszył. Ogromny cios nadszedł podczas hiszpańskiego turnieju – zaledwie 10 dni przed triumfem w New Delhi, zmarł jego ukochany dziadek, Francisco. To właśnie on zaszczepił w nim pasję do golfa, odegrał kluczową rolę na początku jego sportowej drogi, codziennie wożąc małego Eugenio ze szkoły na treningi. Walcząc z własnym ciałem i głęboką żałobą, 26-letni golfista miał w kieszeni swój najważniejszy talizman – metalowy znacznik do piłek, który dostał od dziadka jako dwunastolatek. Zgodnie z obietnicą daną mamie, wytrzymał presję. Gdy w Delhi Golf Club przypieczętował zwycięstwo, tłumione emocje eksplodowały – zalany łzami mistrz wyznał przed kamerami: „Chcę zadedykować ten turniej mojemu dziadkowi. Odszedł dziesięć dni temu i to był niezwykle trudny czas dla mojej rodziny. Obiecałem jednak mamie, że już niedługo wygram turniej specjalnie dla niego. To dzięki niemu zacząłem grać w golfa. Wiem, że teraz na nas patrzy. Dziadku, to dla ciebie”.

Coś za coś

Zwycięstwo w New Delhi dało młodemu Hiszpanowi znacznie więcej niż tylko potężny zastrzyk gotówki w postaci 680 000 dolarów – stało się ono ostatecznym stemplem potwierdzającym słuszność jego życiowej decyzji o opuszczeniu LIV Golf. Kiedy w 2022 roku przechodził na zawodowstwo jako drugi golfista wśród amatorów, skusił się na lukratywny kontrakt zaoferowany przez Saudyjczyków. Z czasem jednak zorientował się, że gra wyłącznie dla pieniędzy wcale go nie kręci i pozbawia sportowej tożsamości. Brak punktów do rankingu światowego zamknął mu drogę do turniejów wielkoszlemowych oraz wielkiego marzenia – walki o miejsce w europejskiej drużynie Ryder Cup. Gdy po sezonie 2024 wygasła jego umowa z LIV, gdzie zdążył nawet wygrać w swoim zaledwie piątym starcie jako zawodowiec, podjął odważną decyzję, by budować karierę od nowa. Przez dzikie karty przebijał się na DP World Tour, gdzie triumf w Indiach był już jego trzecim zwycięstwem w tym sezonie i czwartym w karierze. Sukces ten katapultował go na 39. miejsce na świecie, dał upragniony fotel lidera w klasyfikacji Race to Dubai oraz wysunął go na czoło europejskiego rankingu Ryder Cup. Odrzucając saudyjskie miliony, pokazał, jak ważne dla niego są inne cele, które sam sobie postawił, i jak konsekwentny potrafi być w ich spełnianiu.

Maraton Adriana Meronka

Podium wywalczone w New Delhi smakuje wyjątkowo, biorąc pod uwagę, że dla Adriana Meronka był to już morderczy, dziewiąty tydzień rywalizacji turniejowej z rzędu. Ten imponujący maraton Polak rozpoczął od finałowego turnieju ligi LIV Golf w Indianapolis, by następnie z marszu rozegrać osiem kolejnych startów w cyklu DP World Tour. Wszystko to z powodu szalonej pogoni Polaka za miejscem w TOP 100 rankingu Race to Dubai, które miało mu zagwarantować kartę na kolejny sezon DPWT, która traciła ważność. Szczyt formy w tym ekstremalnym okresie przypadł na szósty tydzień zmagań – Polak wzbił się na wyżyny w legendarnym St Andrews, triumfując w Alfred Dunhill Links Championship, dokładnie dziesięć lat po swoim profesjonalnym debiucie na tym samym polu, legendarnym Old Course. Co niezwykłe przy tak potężnym zmęczeniu, w trakcie całej tej serii Adrian tylko raz nie przeszedł cuta – podczas Open de España. Zwycięstwo na Old Course zmieniło wszystko – pięciokrotny zwycięzca w lidze zagwarantował sobie przepustkę do końca sezonu 2028! W Indiach zmęczenie odeszło jednak na dalszy plan. Polak finiszował z łącznym wynikiem -15, co dało mu dzielone trzecie miejsce wywalczone w New Delhi i solidną premię finansową w wysokości 192 000 dolarów. Wynik ten pozwolił mu umocnić wysoką pozycję w klasyfikacji generalnej Race to Dubai, zapewniając awans na 22. pozycję, gwarantującą udział nawet w finałowym DP World Tour Championship. Poza tym awansował z trzeciego na drugie miejsce w rankingu Ryder Cup i na 110. pozycję w rankingu światowym, w którym jeszcze na początku lipca okupował miejsce 829! Świetny występ w Indiach oznacza również mocną pozycję w rankingu olimpijskim. Sytuację na swoim profilu na X „Droga do Los Angeles” przeanalizował ekspert od kwalifikacji olimpijskich, Wojtek Nowakowski: „W tej chwili Polak jest dość wysoko na liście kwalifikujących się na igrzyska olimpijskie w Los Angeles – 38. spośród 60. Ostatnim wchodzącym jest w tej chwili zajmujący miejsce 300. Ricardo Gouveia”. Tuż po zakończeniu zmagań najlepszy polski golfista z pokładu samolotu podzielił się z nami swoimi wrażeniami na gorąco: „Tak, to był solidny tydzień, grałem bardzo dobrze. W sumie jestem w szoku, że występując dziewiąty tydzień pod rząd, grało mi się tak dobrze i robiłem tak mało błędów, więc jestem bardzo zadowolony i mega zmęczony. Właśnie jestem w samolocie do Dubaju, wracam do domu na 2 tygodnie i będę teraz starał się przygotować jak najlepiej do dwóch finałowych turniejów. Myślę, że to będą moje ostatnie dwa występy w tym roku. Potem będziemy planować nowy rok, kiedy przyjdzie na to czas. Jestem na pewno zadowolony i bardzo zmęczony, także peace out”.

Karuzela nie zwalnia

Prosto z Indii cykl DP World Tour przenosi się do Korei Południowej na turniej Genesis Championship. Adrian Meronk, po morderczym maratonie, w pełni zasłużenie odpoczywa, regenerując siły przed fazą play-off. Pod jego nieobecność na polu Woo Jeong Hills Country Club kibice będą mogli śledzić zmagania innych wielkich gwiazd, wśród których znaleźli się m.in. Sungjae Im, Si Woo Kim, Byeong Hun An, Tom Kim oraz broniący tytułu Sanghyun Park. Kibice znad Wisły nie będą się jednak nudzić, ponieważ ich uwaga nadal pozostaje w Indiach. Od czwartku w turnieju Hero Women's Indian Open w ramach Ladies European Tour wystartuje najlepsza polska golfistka, Dorota Zalewska. Polka powalczy na niezwykle wymagającym polu DLF Golf & Country Club w Gurugram, znanym z dość szalonego ukształtowania terenu, zaprojektowanego przez Gary'ego Playera. Tymczasem PGA TOUR przenosi się na Bermudy, gdzie zawodnicy powalczą w Butterfield Bermuda Championship na malowniczym polu Port Royal Golf Course. Turniej w Korei transmitować będzie Polsat Sport, a na Bermudach Eurosport 2. Niestety transmisje z Indii nie zostały zaplanowane – tutaj pozostaje nam głównie śledzenie wyników.

Kasia Nieciak

Hiszpan wiele przeszedł przed tą wygraną


Zapatrzeni w Polaka młodzi kibice z Indii. Fot. Team Meronk

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się