Kryptonim: Schadenfreude

W teorii nie powinno cieszyć się z cudzego nieszczęścia, ale skoro okazało się, że Alexander Isak nie zagra jednak z Polakami... no, sami państwo rozumieją.

Isak strzelił Rumunii, ale Polsce – na pewno nie strzeli! Fot. PAP/EPA

SZWECJA

Niektórzy śmieją się czasem z tego, jak dziwny i skomplikowany jest język niemiecki, ale wbrew pozorom... to język niesamowicie trafny i logiczny. W jednym słowie potrafi złączyć znaczenie kilku, idealnie oddając sens tego, co chce się przekazać. I to właśnie dzięki niemieckiemu futbolowi poznałem „schadenfreude”, precyzyjne niczym pchnięcie rapierem sformułowanie oznaczające „radość z czyjegoś nieszczęścia”. Dokładnie takie schadenfreude mogą w tej chwili mieć wszyscy kibice reprezentacji Polski. Powód? Dzisiaj nie obejrzymy na boisku najlepszego szwedzkiego zawodnika!

Rekordowy zakup

Biało-czerwoni mają to niesamowite szczęście, że Alexandra Isaka nie było ani w marcowym barażu, ani nie będzie go w dzisiejszym „rewanżu”. Bo pierwotnie ten tekst miał być zatytułowany „łatwo już było”, rzecz jasna w kontekście powrotu Isaka do kadry. Jednakże wczoraj skandynawska federacja poinformowała, że z powodu lekkich kontuzji nie zagrają ani on, ani Hjalmar Ekdal. To wielka strata dla zespołu Grahama Pottera i wielki zastrzyk optymizmu dla Polaków! Nie sposób nie było lekko się uśmiechnąć pod nosem, rzecz jasna życząc napastnikowi Liverpoolu szybkiego powrotu do zdrowia.

Isak w poprzednim sezonie był bombardowany kontuzjami, a w bieżące rozgrywki wszedł w znakomitej dyspozycji. The Reds rok temu pobili dla niego rekord transferowy Premier League, płacąc Newcastle United aż 145 mln euro. Szwed długo jednak się nie spłacał, ale obecnie, po pięciu kolejkach ligowych, ma już cztery bramki, co każe sądzić, że Liverpool będzie miał z niego pożytek. Isak w piątek strzelił także gola Rumunii – Polsce już nie strzeli.

Problemy Gyokeresa

Oczywiście należy pamiętać, że skoro w marcu, na tym samym stadionie w Solnej, Szwedzi ograli Biało-czerwonych bez Isaka... to teraz także mogą to zrobić. W końcu w kadrze nadal jest Viktor Gyokeres i o jego problemach zdrowotnych na razie nic nie słychać. Zresztą jest to zawodnik narzekający na zdecydowanie mniej kontuzji niż rok młodszy kolega.

Gyokeres ma jednak ten feler, że w tym sezonie... jest w słabej dyspozycji. Jasne, to on zdobył drugą bramkę z Rumunią, która okazała się zwycięską, wykazując się największą czujnością przy dobitce. Jednakże w Arsenalu jest tylko zmiennikiem i jeszcze nie strzelił żadnego gola! W pięciu kolejkach Premier League zaliczył tylko dwa kilkunastominutowe występy z ławki, od początku zagrał tylko w Lidze Mistrzów i Pucharze Ligi. Jego konto nie zostało jednak jeszcze otwarte, a trener Mikel Arteta stawia na inne opcje.

Znacznie lepszy bilans

Jednakże wskazać należy, że w reprezentacji Gyokeres ma nieporównywalnie lepszy bilans od Isaka. Napastnik Arsenalu zagrał dla kraju 38 razy, zdobywając 22 bramki. Napastnik Liverpoolu ma 63 występy i 19 bramek. Isak Gyokeresa przeskakuje tylko w asystach – 10 do 9. Natomiast względem marca – co też jest promyczkiem optymizmu – nie zagra przeciwko Polsce Anthony Elanga, wówczas zdobywca bramki na 1:0. Skrzydłowy Newcastle nie przyjechał na zgrupowanie z powodu kontuzji. Potter dobrał jednak do swojej talii skrzydłowego Strasbourga Sebastiana Nanasiego, który dobrze się spisuje w Ligue 1 – więc Szwedzi i tak będą mieli kim straszyć.

Piotr Tubacki


Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się