Lewy
KOMENTARZ „SPORTU" - Paweł Czado
Wydaje się, że to jeden z najbardziej kluczowych reprezentacyjnych problemów stojących przed Janem Urbanem: pozycja lewego obrońcy... W historii polskiej piłki było wielu wybitnych bramkarzy, wielu wybitnych stoperów, wielu wybitnych pomocników, wielu wybitnych napastników, ale co z... lewymi defensorami?
Prawda jest taka, że jeśli macie w rodzinie nastolatka, który uwielbia grać w piłkę, a przy okazji ma świetną lewą nogę, to warto namawiać go na grę na bocznej obronie, a nie w ataku. U nas „lewy obrońca” właściwie zawsze był towarem deficytowym. Na mistrzostwach świata, kiedy Polska zdobywała medale, za pierwszym razem na lewej flance grał nie ten, który powinien, bo ten, który powinien, złamał rok wcześniej kość śródstopia. Za drugim razem na lewej flance w najważniejszych meczach też nie grał ten, który powinien, bo ten, który powinien, odniósł kontuzję w trzecim meczu grupowym i do końca turnieju nie pojawił się już na boisku...
Owszem, zdarzali się już w polskiej reprezentacji na tej pozycji zawodnicy, którzy spod ogona sroce nie wypadli, którzy nie byli przypadkowi. Niektórzy zostawali nawet kapitanami... Antoni Barwiński, Jerzy Woźniak (na Górnym Śląsku kojarzony głównie dlatego, że strzelił pierwszego gola na Stadionie Śląskim – pamiątkowego pucharu jednak nie wziął, bo bramka była akurat samobójcza...), Adam Musiał, Wojciech Rudy, Dariusz Wdowczyk, Marek Ostrowski, Marek Koźmiński czy Michał Żewłakow... To wszystko byli świetni, bardzo dobrzy i dobrzy zawodnicy, żaden z nich nie był jednak nadzwyczajny.
To jednak nieważne – ważna jest teraźniejszość. A ta nie prezentuje się różowo. Ostatnio opcją numer jeden na lewej flance stał się Przemysław Frankowski. To świetny piłkarz, ale niektórzy wskazują, że ta pozycja jest dla niego nienaturalna. Wskazują na defensywne braki wynikające z faktu, że jest on naturalnie prawonożnym skrzydłowym – w efekcie ułatwia to rywalom pojedynki jeden na jeden. Z kolei Jakub Kiwior jest lewonożny, ale to urodzony stoper. Potwierdziło się, że zawodnik FC Porto nie ma predyspozycji do ciągłego biegania wzdłuż linii od jednego pola karnego do drugiego. Jan Urban otwarcie zdążył przyznać, że z tej alternatywy kadra nie powinna korzystać, a Kiwior ma grać wyłącznie jako stoper. Tymoteusz Puchacz uchodzi za kandydata o dużym potencjale ofensywnym, lecz z poważnymi brakami w defensywie. Zresztą selekcjoner otwarcie mu zakomunikował, że nie jest zadowolony z jego postawy obronnej i postrzega go bardziej w roli pomocnika. Nicola Zalewski jest fantastyczny w grze do przodu, ale gra blisko własnego pola karnego obnaża jego małe doświadczenie w grze obronnej...
Co więc dalej? W szerokim zapleczu przewijają się nazwiska młodszych lub... całkowicie innych zawodników (choćby Michał Gurgul, Michał Karbownik czy Bartłomiej Wdowik). Prawda jest jednak taka, że żaden z nich na ten moment nie zyskał akceptacji sztabu do gry w wyjściowej jedenastce. Czekają nas więc kolejne poszukiwania. Nie ma wyjścia... Konstatacja jest zasmucająca: lewa flanka defensywy pozostaje najłatwiejszym sposobem jej sforsowania dla rywali reprezentacji Polski. A jeśli w narodowym modelu gry będziemy mieć priorytet w postaci gry trzema obrońcami, to przyszłość rysuje się w barwach bardziej niż czarnych.