„Lijek” chyli czoło
Jestem z dumny z zespołu. Chłopaki wytrzymali presję i falę ataków rywali – ocenia niezwykle istotne zwycięstwo w EHF Champions League trener Industrii Kielce, Krzysztof Lijewski.
Zimna krew Aleksa Vlaha pomogła mistrzom Polski w zrealizowaniu celu. Fot. Tomasz Fąfara / Press Focus
LIGA MISTRZÓW
Obecny sezon najbardziej prestiżowych rozgrywek w piłce ręcznej toczy się w zmienionej formule – zamiast dwóch grup po osiem zespołów, mamy sześć po cztery drużyny. To oznacza, że każde spotkanie ma ogromne znaczenie, bo ewentualna porażka może oznaczać brak awansu do 2. rundy i „zesłanie” do Ligi Europejskiej (trafią do niej zespoły z miejsc 3-4). Tego chcieli uniknąć Kielczanie, którzy po dwóch z rzędu niepowodzeniach z Magdeburgiem stanęli pod ścianą.
Nikt nie odpuszczał
Wyjazdowe starcie z HC Kriens-Luzern jawiło się jako najistotniejsze w grupowej kampanii. Wcześniej pokonali Szwajcarów w Hali Legionów 30:29 i ci – również mając na koncie cztery punkty – pałali żądzą rewanżu. Mistrzowie Polski nie mieli zamiaru się przed nimi kłaść, od początku było widać, że bardzo zależy im na zwycięstwie, oznaczającym wyjście z grupy. Dobrze rozpoczęli mecz. W pierwszej połowie prowadzili 14:10, a na przerwę schodzili, wygrywając 19:17. Znakomite – chyba najlepsze w kieleckich barwach – zawody rozgrywał Julien Bos, który brał na siebie ciężar gry i świetnie asystował do kapitalnie usposobionego rzutowo Theo Monara. Francuski obrotowy zdobył w całym spotkaniu 8 bramek (100% skuteczności), najwięcej w całym zespole. W 47. minucie Industria prowadziła 27:24 i mogło się wydawać, że do końca będzie kontrolować spotkanie. Przeciwnicy jednak nie odpuszczali i choć Dejan Milosavljev między słupkami momentami wyczyniał cuda (zatrzymał 11 z 40 rzutów), to na dwie minuty przed końcem był remis 30:30. O losach trzymającej w napięciu końcówki zadecydował środkowy Aleks Vlah. Ofiarnie grający Słoweniec najpierw udanie interweniował w obronie, a chwilę później ustalił wynik meczu na 32:30. Ten idealny wręcz wynik oznacza, że Kielczanie zachowają 2. miejsce w tabeli grupy F.
Wysiłek energetyczny
Trener Krzysztof Lijewski wyraził ogromną dumę z postawy zespołu i podkreślił wagę sukcesu. – Bardzo się cieszymy z tej wygranej, bo zdawaliśmy sobie sprawę, o co gramy. Wiedzieliśmy, że kto wygra, ten awansuje do kolejnej rundy. Dlatego ten mecz był bardzo emocjonujący i od początku do końca stresujący – przyznał. Szkoleniowiec zwrócił uwagę na wysiłek włożony w grę obronną przeciwko rywalowi grającemu w ataku siedmioma zawodnikami, po wycofaniu bramkarza. – Chylę czoła przed moimi zawodnikami, bo praktycznie cały mecz grali sześciu na siedmiu w obronie, co kosztowało mnóstwo siły i energii. Oni to wytrzymali, mimo błędów, które się oczywiście zdarzyły. Chłopaki wytrzymali presję, natłok i kolejne fale napędzających się gospodarzy – chwalił swój zespół utytułowany były reprezentant Polski.
Cierpliwość i chłodna głowa
„Lijek” odniósł się także do niewykorzystanych szans w drugiej połowie, które pozwoliły rywalom na powrót do gry. – Przestrzeliliśmy za dużo sytuacji sam na sam z bramkarzem i dlatego rywale mogli wrócić do gry. Mogło być różnie, ale na szczęście to my zwyciężyliśmy. Bardziej nam zależało, bardziej chcieliśmy, więcej zdrowia zostawialiśmy na boisku. Dlatego to zwycięstwo tak wspaniale smakuje – podkreślił trener mistrzów Polski.
W podobnym tonie wypowiadał się lewoskrzydłowy Piotr Jarosiewicz, zastępujący kontuzjowanego Dylana Nahiego. – To był bardzo ciężki mecz. Mieliśmy przestoje, oni dobrze grali 7 na 6, ale udało się nam. Najważniejsze, że wygraliśmy – powiedział 28-latek, który wykorzystał wszystkie trzy okazje. Zawodnik przyznał, że gra pod nieobecność Francuza była dla niego dużym wyzwaniem. – Było ciężko, ale mam nadzieję, że zdołałem przynajmniej troszkę pomóc drużynie w ataku, więc się bardzo cieszę. Mam nadzieję, że Dylan szybko dojdzie do siebie i wróci do gry – dodał reprezentacyjny szczypiornista, wskazując „cierpliwość i chłodną głowę” jako główne czynniki, które zadecydowały o końcowym sukcesie kieleckiej ekipy.
28 października o godzinie 20.45, w ostatniej kolejce fazy grupowej, mistrzowie Polski podejmą norweski Kolstad. Mecz ten będzie miał jednak tylko znaczenie prestiżowe, bo cel w postaci awansu do 2. rundy został już przez Kielczan osiągnięty.
(mha)