Mistrz Anglii na deskach!
W niedzielę mija 65. rocznica niezwykłego pucharowego meczu Górnik – Tottenham na Stadionie Śląskim, który zatrząsł posadami europejskiej piłki.
Przed meczem na Śląskim na obserwację Górnika wybrał się trener Spurs, legendarny Billy Nicholson, wybitny piłkarz i szkoleniowiec. Fot. Archiwum „Sportu”
Z LAMUSA
Przed tygodniem na Stadionie Śląskim świętowano 70. rocznicę oddania do użytku chorzowskiego obiektu, wtedy – latem 1956 roku mającego 105 tys. miejsc – ósmego pod względem pojemności na świecie. W meczu odbojów Polska pokonała Anglię 4:2, a na boisku 20 tys. kibiców zobaczyło takie gwiazdy jak: Robbie Fowler, John Terry, Tony Adams, Artur Boruc czy Roman Kosecki.
Kostka pamięta
Kilka dni temu zapytaliśmy Huberta Kostkę – który też miał być na Śląskim z okazji „siedemdziesiątki”, ale względy osobiste, podobnie jak w przypadku Antoniego Piechniczka, nie pozwoliły na to – żeby wymienił jeden mecz, jedno zdarzenie, które utkwiło mu najbardziej w pamięci z wielu gier w Kotle Czarownic. Pan Hubert bez wahania wskazał na jedno spotkanie.
– Zawsze najlepiej człowiek zapamiętuje ten pierwszy raz, to pierwsze wydarzenie i tak też jest w moim wypadku. Pierwsze spotkanie na Stadionie Śląskim to gra z londyńskim Tottenhamem Hotspur w Pucharze Europy w 1961 roku. Po raz pierwszy mistrz Polski spotkał się w europejskich rozgrywkach z mistrzem Anglii. Nie byliśmy faworytem, a pokonaliśmy go na Śląskim przekonująco. To była niesamowita sprawa! – podkreślił jeden z najlepszych bramkarzy w historii polskiej piłki, który mistrzem Polski z Górnikiem był osiem razy, a potem „dorzucił” jeszcze trzy tytuły mistrza jako trener, z Szombierkami w 1980 i z Zabrzanami – 1985, 1986.
Górnik zamiast Ruchu
Przenieśmy się więc 65 lat wstecz i przyjrzyjmy, jak to było w jednym z najbardziej słynnych pucharowych bojów w historii polskich drużyn w rozgrywkach Pucharu Europy, protoplaście Ligi Mistrzów…
Już w ogóle okoliczności gry jedenastki z Zabrza w siódmej edycji Pucharu Europy Mistrzów Krajowych były zadziwiające. Dlaczego? Bo Górnicy nie powinni w tych rozgrywkach grać! Mistrzem Polski za rok 1960 (graliśmy do 1962 roku systemem wiosna – jesień) był Ruch. W myśl ówczesnego regulaminu, jeżeli mistrz z poprzedniego roku nie mieścił się na półmetku kolejnych rozgrywek w trójce, to w jego miejsce wskakiwał do najważniejszych europejskich rozgrywek lider, czyli w tamtym czasie Górnik, który zdominował rozgrywki w 1961, wygrywając je z przewagą ośmiu punktów nad Polonią Bytom. Ruch był wtedy dopiero piąty. Kiedy Górnik wygrał z Tottenhamem, Chorzowianie ulegli Legii aż 0:6.
BBC, Reuter i inni
Spotkanie na Stadionie Śląskim zelektryzowało kibiców nie tylko na Górnym Śląsku. Sięgamy do „Sportu” z tamtego okresu. W środę 13 września 1961 roku – bo grano wtedy w pucharowe środy, a nie jak teraz codziennie – na pierwszej stronie znalazł się materiał pod tytułem „Mistrz Anglii pełen optymizmu”.
Tekst z naszej gazety: „Dworzec katowicki, godzina 21.31, Ekspres „Górnik” z Warszawy. Pierwsi wysiadają dziennikarze angielscy. Przyjechała ich na dzisiejszy mecz cała plejada z przedstawicielami najpoważniejszej agencji prasowej świata – Reutera i wielkim „Timesem” na czele. Niespodziankę sprawiła angielska telewizja. Dla swoich trzynastu milionów widzów BBC wysłała do Katowic pięcioosobową ekipę, która nakręci cały mecz, wyśle film jeszcze tego samego wieczora do Londynu, gdzie będzie wyświetlany w najbliższym programie - w kronice „Sport view”.
Cała dziennikarska śmietanka z Wysp przyjechała relacjonować występ drużyny legendarnego Billa Nicholsona, który w 1951 roku wywalczył ze Spurs mistrzostwo Anglii jako piłkarz, a dziesięć lat później jako menedżer. Ten triumf w rozgrywkach 1960/61, to drugie i ostatnie mistrzostwo zespołu z północnego Londynu w lidze angielskiej. W tamtym roku zespół wywalczył też FA Cup! Drużyna miała wielkie gwiazdy. Nie było już wprawdzie znakomitego napastnika Jimmy Greavesa, który po mistrzowskim sezonie przeszedł do AC Milan, ale byli inni, jak znakomity obrońca, reprezentant Irlandii Północnej i kapitan zespołu Danny Blanchflower, później równie dobry… dziennikarz. Byli pozyskani kilka lat wcześniej Szkot Dave MacKay, czy jego rodak John White, który w lipcu 1964 został trafiony piorunem, stojąc po drzewem i zginął w wieku ledwie 27 lat.
Górnik? Z 21-letnim bramkarzem Hubertem Kostką, w obronie z niespełna cztery lata starszym Stanisławem Oślizło, a przede wszystkim z asem z przodu Ernestem Pohlem, który ligowe rozgrywki w 1961 kończył z 24 trafieniami i oczywiście tytułem króla strzelców.
Zabrzański koncert na Śląskim!
Mecz miał niesamowity przebieg. Na trybunach 80 tys. fanów, a po 20 minutach już 2:0 dla polskiego zespołu! „Zaczęło się zgoła sensacyjnie – od ataków zabrskiej piątki ofensywnej na bramkę Browna. Piłka raz po raz wędrowała na przedpole drużyny brytyjskiej. Brytyjczycy nie byli w stanie skutecznie pokryć Polaków, którzy zmieniając pozycje łatwo uwalniali się od ich opieki” – relacjonował „Sport” (ciekawostka - gazeta kosztowała wtedy 80 groszy).
Pierwszy gol to dośrodkowanie po akcji Jankowskiego z Lentnerem, wyskok Musiałka z Normanem i trafienie samobójcze. 2:0 po zagraniu Wilczka i uderzeniu niezmordowanego Musiałka. Trzeci gol do przerwy zdobyty przez Górników po… angielsku! Korner, czyli rożny w wykonaniu Lentnera, główka niewysokiego Erwina Wilczka, („Biba” miał ledwie 168 cm wzrostu) i doświadczony Billy Brown kapituluje po raz trzeci, a na początku drugiej połowy jest już 4:0! Gola zdobywa oczywiście Pohl po kropnięciu lewą nogą. Już jest pogrom.
Górnik kończyłw dziewiątkę…
Niestety, potem Anglicy zaczęli grać nie fair. Najpierw MacKay kopnął Jana Kowalskiego, a potem Les Allen wszędobylskiego Jerzego Musiałka. – Okoliczności tego meczu były zupełnie inne niż ma to miejsce teraz. Regulamin był wtedy taki, że ta jedenastka, która zaczynała spotkanie, musiała je też kończyć. Pamiętam jak Jasia Kowalskiego i Jurka Musiałka zawieziono wtedy do szpitala, graliśmy w dziewiątkę – mówi dziś Hubert Kostka. W końcówce pokonuje go najpierw Clift Jones, a potem Terry Dyson i z czterobramkowego prowadzenia robi się „tylko” 4:2. „Bezpardonowa gra ratuje mistrza Anglii od pogromu” – pisał „Sport” na pierwszej stronie w czwartek 14 września.
Nie sprostali zdaniu
Na rewanż do Londynu tydzień później poleciał przedstawiciel naszej gazety, Tadeusz Maliszewski, ale tamten mecz to już inna historia. Górnik niewiele był w stanie zdziałać i przegrał aż 1:8. „Niemały wpływ na klęskę naszego zespołu miała absencja Kowalskiego i Musiałka, którzy nie zdążyli wyleczyć kontuzji odniesionych w pierwszym pojedynku. Gawlik i Olejnik, którzy z konieczności zostali powołani pod broń, tworząc linię pomocy, nie sprostali powierzonemu zadaniu. Obaj byli zbyt wolni, ociężali, niedokładni w podaniach, stanowili najsłabszą formację zespołu” – przekazywał telefonicznie, bo tak się wtedy najszybciej nadawało, red. Maliszewski.
Tottenham w tamtym sezonie w PEMK odpadł w półfinale po porażce w dwumeczu z późniejszym triumfatorem rozgrywek Benficą (1:3, 2:1). Pod wodzą trenera Billa Nicholsona Spurs triumfowali za to w 1963 w Pucharze Zdobywców Pucharów, a w 1972 w Pucharze UEFA.
Michał Zichlarz
I runda Pucharu Europy Mistrzów Krajowych
Środa, 13 września 1961
◼ Górnik Zabrze – Tottenham Hotspur 4:2 (3:0)
1:0 – Norman, 8 min (samobójcza), 2:0 – Musiałek, 20 min, 3:0 – Wilczek, 40 min, 4:0 – Pohl, 48 min, 4:1 – Jones, 70 min, 4:2 – Dyson, 73 min
GÓRNIK: Kostka – Franosz, Oślizło, Olszówka, Floreński – Kowalski, Wilczek – Pohl, Musiałek, Jankowski, Lentner. Trener Augustyn DZIWISZ.
TOTTENHAM: Brown – Baker, Norman, Henry, Blanchflower – MacKay, Jones – White, Smith, Allen, Dyson. Trener Bill NICHOLSON.
Sędziował Arthur Blavier (Belgia). Widzów 80 000.
13 września 1961 roku Górnik rozbił na Stadionie Śląskim mistrza Anglii.
Na Śląsk zjechała chmara dziennikarzy z Wysp Brytyjskich.
Tottenham ratował się w meczu na Śląskim z Górnikiem bezpardonową grą faul.