Mistrzowie polegli w Filadelfii

Mocne otwarcie NBA Emirates Cup. Sixers pokonali u siebie obrońców tytułu z Nowego Jorku.

VJ Edgecombe i jego koledzy z Szóstek mieli powody do radości. Fot. Philadelphia 76ers

NBA

W nocy z piątku na sobotę zainaugurowano czwartą edycję NBA Emirates Cup. W turnieju uczestniczą wszystkie zespoły, a każdy z nich rozgrywa cztery mecze w ramach sezonu zasadniczego, które jednocześnie zaliczają się do klasyfikacji fazy grupowej turnieju. Finał odbędzie się 11 grudnia w Indianapolis. W pierwszym dniu wyjątkowo ciekawie zapowiadał się mecz w Filadelfii, gdzie główny kandydat do tytułu podejmował aktualnych mistrzów. Sixers po zaciętym spotkaniu pokonali Knicks. Pod koniec czwartej kwarty Nowojorczycy prowadzili jeszcze 90:89. Wtedy jednak Sixers zaliczyli decydujący zryw 9:3, zamykając mecz na swoją korzyść. Zwycięstwo przypieczętował rzut LeBrona Jamesa po zebranej piłce w ataku.

Najskuteczniejszym zawodnikiem na parkiecie był Tyrese Maxey, który zdobył dla gospodarzy 27 punktów, a James dołożył liczby bliskie triple-double (20 punktów, 9 zbiórek i 8 asyst). Po stronie Knicks wyróżnił się Jalen Brunson z 24 punktami oraz Karl-Anthony Towns z dorobkiem 22 punktów i 12 zbiórek. Zespół z Filadelfii musiał radzić sobie bez jednego ze swoich liderów – Jaylen Brown opuścił mecz z powodu bólu w lewym kolanie. Warto podkreślić ogromną rolę rezerwowego w ekipie gospodarzy – Anfernee Simons zdobył aż 21 punktów, w tym trafił 5 trójek, z czego 3 niezwykle ważne w trzeciej kwarcie. W przeciwieństwie do zeszłorocznej fazy play-off, gdzie kibice Knicks tłumnie zjawili się w Filadelfii, tym razem fani Sixers szczelnie wypełnili Xfinity Mobile Arena. Gdy Brunson stawał na linii rzutów wolnych, a z sektorów gości niosły się okrzyki „MVP!”, kibice z Filadelfii natychmiast je zagłuszali.

Derby Kalifornii oglądali kibice w Chase Center w San Francisco – Lakers musieli tym razem uznać wyższość Warriors. Golden State zaczęli sezon od trzech kolejnych porażek, ale potem wrócili do starej mistrzowskiej formy i wygrali trzy mecze z rzędu.

W nocy z piątek na sobotę początek należał do Jeziorowców, którzy wygrali pierwszą kwartę w niesamowitym stosunku – 38:18. Mimo to gospodarze odrobili straty i pewnie wygrali aż 17 punktami. Była to najwyższa różnica punktowa w erze zegara 24 sekund uzyskana przez drużynę, która po pierwszej kwarcie przegrywała różnicą 20 lub więcej punktów. Poprzedni najlepszy wynik należał również do Warriors, którzy 4 marca 1976 roku przegrywali po pierwszej kwarcie z Bulls 18:41, by ostatecznie wygrać 14 punktami (124:110). Stephen Curry zdobył 31 punktów, zaliczył 6 asyst oraz 4 zbiórki. Z drugiej strony Luka Doncić robił, co mógł – zanotował 37 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst, ale to było za mało na dobrze dysponowany zespół z San Francisco.

WYNIKI

PIĄTEK. Philadelphia - New York 98:93, Golden State - LA Lakers 112:95, Boston - Chicago 125:111, Miami - Indiana 145:125, Minnesota - LA Clippers 127:101, Dallas - Houston 116:111, Washington - Charlotte 95:79, Detroit - Brooklyn 110:94, Denver - Phoenix 127:120, Orlando - Toronto 121:114

SOBOTA. Utah - Portland 90:112, Charlotte - Philadelphia 104:109, New Orleans - Atlanta 121:99, Milwaukee - Cleveland 111:136, San Antonio - Minnesota 121:111, Memphis - Sacramento 136:105, Houston - Oklahoma City 119:98

(pp)

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się