Młodzieżowe deja vu
Z DRUGIEJ STRONY - Michał Zichlarz
Finałowy turniej we Włoszech zaczęliśmy od pokonania Belgii 3:2 i gospodarzy – Włochów – 1:0. Medal stał otworem, śniły się nam pierwsze piłkarskie igrzyska od 1992 roku, od pamiętnej Barcelony, po czym na ziemię sprowadziła nas Hiszpania w meczu w Bolonii rozegranym 22 czerwca 2019 roku, wygrywając aż 5:0! Miała w składzie takich strzelców bramek, jak Fabian Ruiz czy niesamowity Mikel Oyarzabal - dziś świeżo upieczeni mistrzowie świata seniorów. Był też Dani Olmo. Gdzież więc są teraz tamci Hiszpanie, a gdzie my – nie trzeba mówić…
Rok temu byłem na Słowacji na młodzieżowych mistrzostwach Europy. Jeździłem na mecze do niedalekiej Żyliny, gdzie w naszym meczu otwarcia graliśmy z teoretycznie najsłabszym zespołem w grupie C – Gruzją. Przed turniejem wiele mówiło się o naszych szansach. Niektórzy zapowiadali, że jedziemy po medal, a co najmniej po walkę o czołowe lokaty. W drużynie prowadzonej przez Adama Majewskiego, który przed samym turniejem przedłużył kontrakt z PZPN-em, nie brakowało niezłych graczy. Był będący wtedy w formie Mariusz Fornalczyk, a także zawodnicy, którzy liznęli już seniorskiej reprezentacji: Kacper Kozłowski, Patryk Peda, Dominik Marczuk. Z Gruzją na dzień dobry przegraliśmy 1:2 (fatalny błąd Michała Rakoczego w doliczonych minutach). Potem? Już tylko lania: 0:5 z Portugalią i 1:4 z Francją. Szybki powrót do domu, a zaraz potem PZPN zdecydował o… zwolnieniu trenera Majewskiego, z którym dopiero co kontrakt przedłużono.
Teraz? Teraz w eliminacjach było znakomicie, bo zgadzały się gra i wyniki. Już dało się słyszeć, jak prawie 34 lata temu: „zmieniamy szyld i jedziemy dalej”. O nie, nie tędy droga! Piłka młodzieżowa a dorosła to dwie inne rzeczywistości, choć zastanowić się trzeba, czy 21-letni gracz to jeszcze młodzieżowiec, czy już chłop... Przecież w wielu kadrach zawodnicy w tym wieku stanowią o sile pierwszej reprezentacji. To jednak inny temat.
W poniedziałek w Pescarze Italia sprowadziła nas na ziemię i oby ponownie nie było tak podczas finałowego turnieju w Serbii i Albanii w czerwcu przyszłego roku. Do czołówki wiele nam brakuje. Właśnie rozmawiałem z Ryszardem Komornickim, byłym świetnym reprezentantem Polski, który zjadł zęby na szkoleniu młodzieży. Wie, co mówi w tym względzie, i nie gryzie się w język. Choć piłkarskiej młodzieży i talentów nam nie brakuje, to jednak dalej nie pracujemy jak trzeba. Jak mówi, nie brak nam cech wolicjonalnych, bo jest serce, walka, zaangażowanie, ale brakuje kreatywności, pomysłu z przodu, co tak nam unaocznił smutny poniedziałkowy wieczór – zarówno młodzieżowej, jak i pierwszej reprezentacji Polski.