Mocny początek
Adrian Meronk świetnie rozpoczął rywalizację w Abu Dhabi. Prowadzi Francesco Laporta, jego wielki rywal z dawnych czasów. Rory McIlroy ukarany. LIV Golf się skończył – definitywnie!
Adrian Meronk i Stuart Beck. Zdjęcie archiwalne: Facebook zawodnika
Włoch Francesco Laporta objął samodzielne prowadzenie po pierwszej rundzie turnieju Abu Dhabi Aldar Championship, otwierającego fazę playoffs cyklu DP World Tour. Na polu Yas Links reprezentant Italii zagrał genialną, bezbłędną rundę 62, zawierającą 8 birdie i eagle’e. Tuż za jego plecami toczy się zażarta walka reszty stawki.
Drugim miejscem, z trzema uderzeniami straty podzielili się: debiutujący w tym turnieju Hiszpan Jon Rahm, Austriak Bernd Wiesberger oraz Anglik Sam Bairstow. Jedno uderzenie więcej od tego tercetu potrzebował Adrian Meronk, który podobnie jak jego włoski kolega również popisał się rundą bez żadnego bogeya, -6, zaliczając sześć birdie i 12 parów, zajmując dzielone z Matthew Jordanem miejsce piąte.
Francesco Laporta to dobrze znany polskim kibicom wieloletni rywal Adriana, jeszcze z czasów zmagań na Challenge Tour oraz turniejów głównego cyklu. W tym tygodniu Włoch przystępował do rywalizacji, zajmując 57. miejsce w rankingu, ale jeśli w kolejnych dniach utrzyma formę zbliżoną do tej, którą zaprezentował na inaugurację, zapewni sobie udział w turnieju w Dubaju. Dla 36-latka jest to całkiem udany sezon – jego dotychczasowym największym osiągnięciem było zajęcie drugiego miejsca w turnieju Investec South African Open Championship.
Był to już trzeci raz w jego karierze w ramach DP World Tour, kiedy kończył zawody na drugiej pozycji. W ostatnich latach Laporta na dobre zadomowił się w lidze – wcześniej przeszedł przez Q-School, a następnie dwukrotnie awansował z HotelPlanner Tour, wygrywając w 2019 roku klasyfikację „Road to Mallorca”, kiedy Adrian był piąty i również przeprowadzał się na DP World Tour.
Oczywiście zwycięstwo w turnieju rangi Rolex Series pozwoliłoby mu wejść na jeszcze wyższy poziom. Po pierwszej rundzie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich przyznał, że ostatnich kilka dni poświęcił na ciężką pracę, aby odpowiednio przygotować swoją grę.
„Wszystko szło jak w grze wideo – uderzenia były celne, wpadały kolejne putty, a ja regularnie stwarzałem sobie kolejne szanse” – powiedział. „Jestem z tego bardzo zadowolony”.
„Szczerze mówiąc, przez ostatnie dni miałem pewne trudności. Wczoraj spędziłem mnóstwo czasu na driving range’u oraz na greenach, analizując linie uderzeń i rotację piłki. Greeny są tu w doskonałym stanie, ale też bardzo szybkie. Teraz wszystko zaczęło działać jak należy”.
Znakomity początek Polaka, który niedawno zdobył swoje piąte trofeum w lidze, podczas Alfred Dunhill Links Championship na Old Course w St Andrews, raczej nie był przypadkowy. Dla mieszkającego w Dubaju Wrocławianina, Yas Links jest niemal domowym obiektem. Mimo dość sporej odległości od swojego domu, niemal stu kilometrów, regularnie tam trenuje.
„Uwielbiam tu wracać, to miejsce, które znam doskonale. Od czterech lat to pole jest moją bazą, więc czuję się tutaj niezwykle komfortowo”.
„Zarówno tutejsze greeny, jak i cały układ pola bardzo mi odpowiadają. Dobry start w turnieju rangi Rolex Series zawsze cieszy, a wysoka pozycja w czołówce na samym początku daje dużą pewność siebie na kolejne dni”
Największym echem pierwszego dnia rywalizacji poniosły się jednak wydarzenia, w których „bohaterem” został faworyt publiczności, zdobywca wszystkich turniejów wielkoszlemowych i tegoroczny mistrz Masters - Rory McIlroy. Irlandczyk z Ulsteru po ukończeniu 18 dołków był przekonany, że podpisać może całkiem solidną kartę z wynikiem 68.
Analiza video na dwunastym dołku wykazała jednak złamanie reguły 8.1b(4). Po nieudanym chipie, gdy piłka stoczyła się z powrotem do piaszczystego divotu u stóp wzniesienia pod greenem, McIlroy przed kolejnym uderzeniem zbyt mocno docisnął główkę kija do podłoża, przygniatając wystający kawałek trawy, co sędziowie zinterpretowali jako intencjonalną poprawę położenia piłki. Choć „Rors” zarzekał się, że nie miał złych intencji, po obejrzeniu powtórek z pokorą przyjął decyzję arbitrów: ”Na wideo nie wygląda to dobrze. Nie miałem złej intencji, chciałem tylko wyczuć podłoże. Nie chcę jednak, by ktokolwiek miał poczucie, że coś mi uszło płazem. Przyjmuję dwa karne uderzenia i gramy dalej” – skomentował Rory.
W efekcie jego niewinny double-bogey 6 zamienił się w dewastujące 8 uderzeń, w popularnego bałwanka. Ostateczny wynik dnia stopniał do 70 uderzeń, co spowodowało spadek wicelidera rankingu światowego na odległą, 33. pozycję. Mocno komplikuje to też jego plany dogonienia lidera klasyfikacji Race to Dubai, Eugenio Chacarry, który również zagrał w czwartek rundę 70.
Inną wiadomością dnia, a w zasadzie newsem ponad wszystkimi newsami, było ogłoszenie KOŃCA LIV GOLF. Tym razem bez mrzonek o LIV 2.0. Saudyjska liga przechodzi do likwidacji i definitywnie kończy swoją działalność po pięciu latach burzliwej historii. Prawnicy ligi potwierdzili przed sądem upadłościowym w New Jersey, że projekt zapowiadanej na przyszły rok nowej odsłony rozgrywek całkowicie upadł, po tym jak brytyjski fundusz BC Partners wycofał ofertę dofinansowania w postaci 300 milionów dolarów. Powodem załamania się rozmów był masowy exodus największych gwiazd, z Jonem Rahmem na czele, które odmówiły dalszych zobowiązań kontraktowych, co grzebie saudyjski eksperyment warty ponad 5, a w niektórych szacunkach nawet 7 miliardów dolarów.
Uff...
W piątek zawodnicy grają już w nowych grupach – według wyników po pierwszej rundzie, w której ustawieni byli zgodnie z miejscami w rankingu Race to Dubai. Adrian rusza w pole o 8.39 polskiego czasu, razem z Wiesbergerem i Jordanem.
Transmisja w Polsacie Sport Extra 3, niestety bez planowanego przed turniejem komentarza. Słychać jedynie odgłosy z pola - śpiew ptaków, wywiady z zawodnikami i dialogi graczy i caddych. Na upartego – można dostrzec w tym jakiś urok, zwłaszcza, że transmisja nie jest przerywana reklamami.
Kasia Nieciak