Moje czasy to Cicha!
Rozmowa z Krzysztofem Kamińskim, bramkarzem Pogoni Grodzisk Mazowiecki
Bramkarz Pogoni Grodzisk Mazowiecki doskonale zna chorzowską publikę. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus
Co może pan powiedzieć o ostatnim meczu w Chorzowie? Przegraliście 0:2.
– Mieliśmy pewne oczekiwania wobec tego spotkania i nie do końca im podołaliśmy. Wróciliśmy do domu bez punktów po maksymalnie przeciętnej grze. Szkoda drugiej połowy, bo liczyłem, że wrócimy do meczu, ale mieliśmy za mało argumentów z przodu. Nie wykazaliśmy odpowiedniej inicjatywy. Ruch miał dużo sytuacji i mogło skończyć się wyżej, choć często wynikały one z naszych błędów indywidualnych, złych decyzji. Z mojej perspektywy było widać, że rywal złapał dużo luzu, pewności siebie i na fali ostatnich wyników wyglądał naprawdę dobrze. Szkoda, że nie udało się mu przeciwstawić, trochę wyhamować i musimy szukać punktów w kolejnym spotkaniu.
W paru sytuacjach ratował pan Pogoń.
– Czuję się dobrze, ale w Chorzowie czegoś zabrakło. To jedenastu zawodników musi wywiązać się ze swoich zadań, aby liczyć na korzystny wynik. Szkoda, bardzo żałuję, że nie powalczyliśmy, że nie zawiesiliśmy Ruchowi poprzeczki wyżej. Trzeba przełknąć tę gorzką pigułkę.
Ale też z drugiej strony patrząc – przy drugim golu Ruchu, autorstwa Daniela Szczepana, zaliczył pan pusty przelot do dośrodkowania...
– Szczepan jest takim zawodnikiem, że potrafi znaleźć się w polu karnym. Może go nie być całe spotkanie, a w którymś momencie wyskoczy zza pleców obrońcy. Spodziewałem się tego. Piłka nożna to gra błędów, a my popełniliśmy ich zdecydowanie więcej i Ruch cieszył się z zasłużonych trzech punktów.
Co pan czuł wracając na Stadion Śląski? Grał pan w Ruchu dwukrotnie, także na tym obiekcie.
– Czułem się praktycznie jak u siebie, w każdym razie dobrze przy tych kibicach. Rozegrałem kilka spotkań na Śląskim, ale moje czasy to zdecydowanie Cicha. Mam tutaj bardzo dużo wspomnień.
Po drugiej porażce z rzędu pojawiły się jakieś nerwy w szatni?
– Nerwów nie ma, nie ma co panikować. Mamy młody, ambitny zespół, ale jest w nim też kilku doświadczonych zawodników, których rolą jest tych chłopaków odpowiednio nastrajać – szczególnie przed takimi meczami i taką publicznością, jak ta w Chorzowie. Tym razem wykonaliśmy najwyraźniej za mało pracy, ale wierzę w chłopaków. Wierzę w ich poczucie wartości i tego, że nawet dwa gorsze mecze nie zbiją ich z tropu.
Macie młodą drużynę, ale w kadrze wyróżnia się trzech doświadczonych piłkarzy – pan i Damian Jaroń z rocznika 1990 i Radosław Majewski z rocznika 1986. Jak to jest być takim „dziadkiem”?
– Dziadek to brzydko powiedziane, bo wiek to tylko liczba. Wychodzę z założenia, że póki można dawać zespołowi jakość, pomagać na boisku czy poza nim, to jest to wartość, na którą powinno się patrzeć. Wiem oczywiście, w którą stronę zmierza piłka. Wszyscy patrzą na wiek zawodników, bo to potencjał czy sprzedażowy, czy rozwojowy. Fajnie mieć młodą kadrę, która punktuje, ale czasami zapędzamy się w tym. Ważne, aby trzymać balans młodości z doświadczeniem.
A jak wygląda codzienne funkcjonowanie w takim zespole? Gdy wy wkraczaliście w seniorską piłkę, oni się dopiero rodzili.
– Nie ma problemu. Piłka łączy nas wszystkich, to ten sam język, na boisku dogadujemy się świetnie. Wiadomo, że poza boiskiem bywają różnice, bo chłopaki nie założyli jeszcze rodzin. My mamy inne obowiązki i trochę inaczej patrzymy na piłkę. Znajdujemy jednak wspólną wizję i na boisku, i poza nim – i to jest fajna mieszanka.
A jaką wizję ma trener Tomasz Kafarski? Obaj przyszliście do klubu latem.
– Pogoń trenera Kafarskiego ma być przede wszystkim odważna i ambitna. Ma być zdecydowana na boisku, grać swój futbol – co nie zawsze udaje się nam pokazać, nie zawsze starczy umiejętności. Ta wizja nas jednak rozwija i chcielibyśmy w tym kierunku dążyć.
Rozmawiał Piotr Tubacki
53 MECZE zagrał dla Ruchu Chorzów Kamiński. Najpierw było to 45 spotkań w latach 2012-15, a potem 8 meczów w ekstraklasie sezonu 2023/24.