„Mysza” harcuje

Kacper Myszkowski, który 7 listopada świętował będzie 18. urodziny, w sześciu meczach stracił tylko dwa gole i obronił dwa rzuty karne.

Młody golkiper drugoligowca ma powody do zadowolenia. Fot. GKS Tychy

GKS TYCHY

Kiedy z dnia na dzień, po kontuzji Jakuba Mądrzyka, trzeba było zadecydować, kto ma zająć miejsce między słupkami tyskiej bramki, trener Rene Poms miał ogromny problem. Teoretycznie pierwszym kandydatem był Kacper Myszkowski, bo to on od początku tego sezonu – z wyjątkiem spotkania z Resovią – siedział na ławce rezerwowych. Jednak „Mysza”, bo tak nazywają go koledzy z drużyny, to jeszcze ciągle 17-latek, a w przypadku golkipera doświadczenie to przecież ogromny skarb. Sztab szkoleniowy podjął ryzyko i postawił na juniora, który 7 listopada będzie świętował 18. urodziny. A dzisiaj możemy stwierdzić, że to był... strzał w dziesiątkę! W myśl zasady - gdy kota nie ma, to myszy harcują.

Za trzecim razem

W debiucie 6 września Myszkowski „zaliczył” czyste konto, ale na tym się bynajmniej nie skończyło. Dzisiaj ma już bowiem za sobą 6 występów, 4 bez straty gola, zaledwie 2 stracone bramki i do tego jeszcze 2 obronione rzuty karne. 3 października przy stanie 1:0 obronił strzał piłkarza Hutnika i w dużej mierze dzięki niemu Tyszanie wrócili z Krakowa z 3 punktami. Także w następnym meczu, tym razem na swoim boisku, przy stanie 1:0 arbiter podyktował karnego przeciwko Trójkolorowym, ale tym razem zawodnik Górnika Łęczna przestrzelił. Dopiero za trzecim razem, w starciu z Legią II Warszawa, rywalowi przy stanie 1:0 udało się wyrównać, choć bramkarz GKS-u Tychy wyczuł intencje strzelca i był blisko skutecznej interwencji. Pozostałymi interwencjami znowu pomógł jednak drużynie podtrzymać zwycięską passę.

Jest pewniakiem

- To jest na pewno ogromne zaskoczenie in plus – stwierdził Kazimierz Szachnitowski, będący ikoną GKS-u Tychy. – Gdy w naszej grupie wicemistrzów Polski sprzed 50 lat, bo wspólnie oglądamy mecze naszych następców, zobaczyliśmy przed meczem z Avią Świdnik, że w bramce nie ma Mądrzyka, a na rozgrzewce pojawili się dwaj juniorzy, przestraszyliśmy się. Przede wszystkim, nie znając ich umiejętności, obawialiśmy się, czy wytrzymają psychicznie. W trakcie gry okazało się jednak, że Myszkowski, mimo swojego młodego wieku, zachowuje się na boisku bardzo dojrzale. Jest pewniakiem i gdybym teraz miał wskazać na najlepszych piłkarzy w naszym zespole, to na pewno byłby wysoko w tej klasyfikacji.

Trochę przypomina Cebrata

- Powiem nawet więcej - swoją postawą zasłużył na to, żeby to on, nawet po wyleczeniu się Mądrzyka, stawał między słupkami. Zresztą podkreślał to także Gienek Cebrat, który też jest stałym bywalcem naszej grupy wicemistrzów, a mnie Myszkowski wyglądem i zachowaniem w bramce trochę przypomina Cebrata. W tym najlepszym w historii GKS-u Tychy sezonie 1975/76 Gienek też był młodzieżowcem i rezerwowym, ale w najważniejszym momencie rozgrywek wszedł do bramki, zastępując doświadczonego Stefana Anioła, i w dużym stopniu przyczynił się do naszego sukcesu pół wieku temu – zakończył strzelec 101 goli dla GKS-u Tychy.

Komplement i zobowiązanie

Dodajmy, że Eugeniusz Cebrat oprócz wicemistrzostwa Polski wywalczonego w GKS-ie Tychy, w piłkarskim CV ma także dwa tytuły mistrza kraju zdobyte z Górnikiem Zabrze oraz 6 występów w reprezentacji narodowej. Takie porównanie jest więc dla Myszkowskiego jednocześnie komplementem, ale i zobowiązaniem.

- To jest chłopak bardzo dobrze wyglądający w bramce – podkreślił Eugeniusz Cebrat. – Zupełnie nie widać jego młodego wieku czy braku doświadczenia. Znakomicie wykorzystał szansę, którą dostał tak niespodziewanie. Bardzo dobrze spisuje się na linii bramkowej, obroną rzutu karnego w pełni to potwierdził, ale także na przedpolu jest pewny. Widać u niego spokój i koncentrację, a także przewidywanie, bo nawet potrafi w odpowiednim momencie wybiec poza pole karne i tam też dobrze interweniować. To są jego atuty i trudno mu coś zarzucić, ale widać, że musi pracować nad grą nogami.

Nabrać odwagi

- Mamy przecież w pamięci, jak Marcel Łubik, wyjątkowy talent w tym względzie, dalekim zagraniem potrafił uruchomić napastnika. To jest jednak inny typ bramkarza. I nie chodzi o to, żeby w tym elemencie przerósł mistrza, ale musi po prostu uważać, żeby przez zbytnią pewność siebie nie sprokurować bramkowej sytuacji dla rywala. Często widać bowiem, jak taka bramkarska nonszalancja odbija się niekorzystnie na wyniku. Przed tym go więc przestrzegam i jestem zadowolony z tego, że z jego strony żaden rywal nie dostał piłki w prezencie, a Łubikowi to się przytrafiało. Musi być po prostu skoncentrowany w każdym momencie. Powinien też jeszcze nabrać odwagi w dyrygowaniu obroną. Ja, wchodząc do drużyny, w której defensywą rządzili Marian Piechaczek, Alfred Potrawa czy Jurek Kubica, też niezbyt dużo mówiłem, bo doświadczeni obrońcy układali mi wszystko na przedpolu. Dopiero po pobycie w Śląsku Wrocław i podglądaniu Zygmunta Kalinowskiego zrozumiałem, że bramkarz z tyłu widzi najlepiej i dyryguje kolegami. Później więc i ja tak robiłem. Do tego potrzebne jest właśnie doświadczenie, więc wszystko jeszcze przed nim i życzę mu, żeby się rozwijał, bo dostał swoją szansę w bardzo młodym wieku, a to otwiera przed nim duże możliwości – podsumował Eugeniusz Cebrat.

Jerzy Dusik


Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się