Na Odrze stan alarmowy...

Fali krytyki, rzecz jasna, bo Opolscy kibice mają już dość słuchania wypowiedzi trenera Łukasza Tomczyka o momentach i procesie budowy zespołu.

Po porażce w Chorzowie coraz mniej kibiców Odry wierzy, że opolskim piłkarzom uda się podnieść. Fot. Odry Opole

ODRA OPOLE

Tydzień po meczu z Ruchem i przed spotkaniem z Pogonią Siedlce nie minął w Opolu spokojnie. Odrę zalała fala krytyki na jej oficjalnym Facebooku. Ba, włodarze zaprosili wręcz kibiców do wpisów na „Tablicę skarg i wniosków”, ale i bez tego fani niebiesko-czerwonych nie gryźli się w... klawiaturę. Wszystkich adnotacji o braku ambicji zawodników czy krytyki nie tylko sztabu szkoleniowego oraz kierownictwa klubu, ale także nawet prezydenta miasta nie będziemy przytaczać, ale po ich lekturze przyszłość drużyny, zajmującej 12. miejsce i mającej ledwie punkt przewagi nad przedostatnim zespołem, jawi się w ciemnych barwach. Nic więc dziwnego, że niedzielne starcie dla trenera Łukasza Tomczyka określane jest cytatem z Hamleta: „być albo nie być”.

Za sześć punktów

– Mamy spotkanie „za sześć punktów” – zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, powiedział szkoleniowiec Odry. – Musimy się otrząsnąć z tego, co było w Chorzowie i tak naprawdę zrobić wszystko, żeby nie wyglądać tak jak w meczu z Ruchem. Potrzebujemy wsparcia naszych kibiców u nas na stadionie, bo tak jak mówiłem, to jest mecz „za sześć punktów”.

Przypomnijmy – choć w Opolu nikt raczej do tego pamięcią nie chce wracać – że na Stadionie Śląskim Odra przegrała 0:3, a wynik nie odzwierciedlał w pełni słabości zespołu gości. W pierwszej połowie, przegranej 0:1, podopieczni trenera Tomczyka nie oddali ani jednego celnego strzału i nie wykonali ani jednego rzutu rożnego.

Krok w tył

– Widziałem statystyki w przerwie, ile takich zwykłych piłek straciliśmy między liniami, na boku czy przy wyprowadzaniu kontrataku – stwierdził trener niebiesko-czerwonych. – I to też decyduje. Rwiemy te akcje po prostu i nie możemy z tego przejść wyżej, zrobić coś więcej. Rywal był też bardziej zdecydowany od nas i zrobił krok w przód, a my trochę krok w tył. Rozmawialiśmy sobie o tym, że obrona to nie jest tylko krok w tył i pole karne. Trzeba iść do góry, trzeba wypchnąć, plus zrobić coś ekstra. Widzieliśmy Michała Nalepę, który jest z nami chwilkę. Tak naprawdę nie grał długo, a zrobił bardzo dużo z piłką. Takich akcji – zmiany strony, grania między linie – my wszyscy musimy zrobić więcej. Wiem, że nas na to stać i wierzę, że w kolejnym meczu tych sytuacji będzie więcej.

Pośmiewisko

Taka wypowiedź trenera pracującego w Odrze od 2 czerwca i prowadzącego zespół w 11 ligowych spotkaniach oraz jednym meczu pucharowym brzmi dość kuriozalnie. Tak samo jak już mało wiarygodny wydźwięk mają powtarzane na okrągło wypowiedzi o tym, że zespół miał momenty i że budowa drużyny to proces. W sporcie w ogóle liczą się efekty, a w piłce nożnej w szczególności chodzi o to, żeby strzelić rywalowi przynajmniej o jednego gola więcej. Natomiast Opolanie z ledwie ośmioma zdobytymi bramkami są pierwszoligowym pośmiewiskiem.

Nic też dziwnego, że nawet tygodniowy plan zajęć ustalony przez Łukasza Tomczyka brany jest przez kibiców pod lupę, a regeneracja zaplanowana w obecnym mikrocyklu na piątek wywołała zaskoczenie. Zamiast treningu na dwa dni przed niezwykle ważnym meczem, Opolanie mieli wczoraj... odpoczynek.

Jest okej

A może to jest właśnie sposób na poprawę formy zawodników, bo obserwując piłkarzy Odry na przestrzeni niemal czterech miesięcy, trudno się oprzeć wrażeniu, że każdy...gra gorzej. Czy tą samą drogą pójdzie Michał Nalepa? 23 września został zawodnikiem klubu z Opola. Następnie czekał na sfinalizowanie transferowych formalności i wreszcie 16 października zagrał pełne spotkanie.

– Już jakiś czas z nami jest, więc coś przetrenował – podsumował debiut wychowanka Jedynki Reda trener Tomczyk. – Na pewno nie jest gotowy na sto procent, ale widzimy jego jakość piłkarską w treningu, od kiedy do nas dołączył. Jesteśmy też w sytuacji, gdzie mamy trzy-cztery kontuzje zawodników, którzy grali w pierwszym składzie i musieliśmy go dać w takiej niepełnej dyspozycji. Ale myślę, że wytrzymał nieźle ten mecz motorycznie, bo było widać w drugiej połowie, że jest okej.

Jeżeli tak wygląda „okej” u trenera Łukasza Tomczyka, to nic dziwnego, że kibice Odry z wielkimi obawami czekają na niedzielne starcie.

Jerzy Dusik

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się