Na siłę nikogo nie sprzedamy
Druga część rozmowy z Markiem Finkowskim, wieloletnim prezesem Pogoni Grodzisk Mazowiecki, obecnie członkiem zarządu
Marek Finkowski mówi nam, co słychać u lidera I ligi. Fot. Artur Kraszewski / Press Focus
- Przyznam szczerze, że potencjał wydaje się faktycznie nawet większy niż w poprzednim sezonie. To też była bardzo dobra drużyna, ale jednak wszystko w niej było ułożone pod Rafała Adamskiego. Jak przed rundą wiosenną odszedł do Legii, to zaczęło się trochę problemów, bo nie było alternatywy. Nie zamierzaliśmy jednak na siłę zatrzymywać chłopaka, przed którym otworzyła się szansa do dużej kariery.
Kluczowe wydaje się utrzymanie kręgosłupa zespołu zimą.
- Tak, aczkolwiek wszyscy zawodnicy mają ważne kontrakty. U nas nie ma raczej takich zawodników, że ktoś przyjdzie i powie: daję 500 tys. euro i wyjmuję wam piłkarza. To bardziej mogą być oferty na poziomie 100-200 tys. zł. Pozyskaliśmy kilku sponsorów, na tyle dajemy sobie radę, że takie oferty możemy odrzucać. Na siłę nie musimy nikogo sprzedawać, co pozwala nam ten zespół zachować. To jest taki klucz do dobrego wyniku.
Wiadomo coś o tym, kiedy możecie wrócić do Grodziska?
- Konkretnej daty panu nie powiem. 26 października ma być rozstrzygnięty przetarg na budowę trybun oraz całego zaplecza i to powinno być decydujące. Wszystko zależy, w jakim czasie firma będzie w stanie to wykonać. Osobna kwestia to płyta boiska, musimy zainstalować ogrzewanie. Będziemy teraz mieć spotkanie z burmistrzem i chcielibyśmy tego dokonać w ramach inwestycji: „zaprojektuj i buduj”. To pozwoliłoby skrócić pewne procedury. Jeśli będziemy mieć murawę oraz rozpoczętą budowę trybun, to PZPN powinien udzielić nam zgody na rozgrywanie meczów w Grodzisku przy rozstawieniu mobilnych trybun. Optymistycznie na wiosnę powinniśmy grać u siebie, ale nie jest to jeszcze przesądzone. Od przyszłego sezonu już na pewno wrócimy do domu, ale czy jeszcze w tym? Czekamy.
Chyba że będzie ekstraklasa i znów trzeba będzie szukać stadionu...
- W zeszłym sezonie o tej porze roku też nam „groziła”. W marcu złożyliśmy wniosek licencyjny, bo ciężko było nie skorzystać z takiej szansy, nawet jeśli nie do końca byliśmy na nią gotowi. Byłoby to jednak bardzo nieeleganckie w stosunku do zawodników. Oni grają, wygrywają mecze, a my nie potrafimy nawet wniosku złożyć? Na obiekt zastępczy wskazaliśmy wówczas Broń Radom, ponieważ stadion w Pruszkowie na ekstraklasę się nie nadaje.
Teraz wskażecie podobnie?
- Tak, za bardzo nie mamy innej alternatywy. Stadion Legii jest dla nas za drogi i za duży. Koszty w Radomiu są podobne do tych w Pruszkowie. Mankamentem dla kibiców byłaby z pewnością jedynie odległość, bo musieliby dojeżdżać na domowe mecze 100 kilometrów. W Pruszkowie mają o tyle fajnie, że dzięki pomocy burmistrza utworzona została specjalna linia autobusowa dowożąca kibiców w ramach wymiany barterowej za reklamę. Dzięki temu mamy całkiem sporo fanów na domowych meczach. Do Radomia pewnie byłoby trudniej, ale obyśmy wiosną mieli takie problemy.
Rozmawiał Mariusz Rajek