Nadmorska zmiana ról

Spadkowicze z Trójmiasta mieli walczyć o szybki powrót do ekstraklasy. Na razie plan realizuje jedynie Lechia, która w sobotę zagra z ostatnią w tabeli Puszczą.

Po ostatnich derbach Trójmiasta cieszyła się Lechia. W sobotę oba kluby znad Bałtyku chcą świętować zdobycie trzech punktów. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

LECHIA I ARKA

Jak bardzo nie warto wyciągać wniosków po pierwszych meczach, najlepiej pokazują przykłady trójmiejskich spadkowiczów. Arka zaczęła sezon z wysokiego C, wygrywając na inaugurację 1:0 w Opolu z Odrą, a w drugiej kolejce poprawiając 4:0 ze Stalą Rzeszów. Lechia? Dwa potężne dzwony na wejście po 0:3, i to – nic rywalom nie umniejszając – z klubami raczej nie postrzeganymi za tuzów, Pogonią Grodzisk Mazowiecki (to akurat wciąż lider) oraz Wartą Poznań. Minęło dziewięć kolejnych serii gier i to Lechia zajmuje czwarte miejsce, szykując się ponownie do szybkiego powrotu do elity. Arka też jest czwarta, tyle że… od końca.

Pomorze kontra Małopolska

W sobotę oba kluby z Trójmiasta, które w minioną niedzielę zagrały w derbach w obecności ponad 37 tysięcy kibiców (2:1 wygrała Lechia), zmierzą się z przedstawicielami drugiego krańca Polski, którzy – co ciekawe – w ostatniej serii również potykali się ze sobą i również znajdują się na dwóch, jeszcze bardziej skrajnych częściach tabeli.

Lechia będzie murowanym faworytem w Niepołomicach, gdzie sytuacja Żubrów staje się coraz gorsza, z czego w pełni zdaje sobie sprawę od 11 lat pracujący tam Tomasz Tułacz. Szkoleniowiec, który mozolną pracą wprowadził Puszczę najpierw do I ligi, a potem do ekstraklasy, teraz walczy o to, aby klub nie spadł z powrotem na margines poważnego futbolu, czyli na trzeci poziom. – Sytuacja jest bardzo trudna, teraz musimy już szukać punktów z każdym – mówił po przegranym 0:2 spotkaniu z Bruk-Betem.

Wolnego nie będzie

Zupełnie inne plany mają w Gdańsku. Lechia, która spadła z ligi w dość kuriozalnych okolicznościach, nie zamierza zapuszczać korzeni w I lidze. Klub stracił już w trakcie rozgrywek swoje największe gwiazdy – Tomasa Bobcka, Iwana Żelizko czy Camilo Menę, ale zyskał spokój i stabilność finansową, czyli coś, czego w Lechii od lat najbardziej brakowało. W lidze lechiści zanotowali ostatnio cztery wygrane z rzędu i zamierzają kontynuować serię. Ukraiński trener Władysław Łupaszko skupia się teraz, aby drużyna nie straciła koncentracji, w związku z czym... nie dał jej dodatkowego dnia wolnego po wygranych derbach, choć piłkarze o to wnioskowali. – Żona często mi mówi, że to niedobrze, ponieważ ja nie świętuję wygranej. Nie robiłem tego jako piłkarz i teraz również jako trener. Uważam, że jak jest za dużo tych emocji, to stajemy się mniej skoncentrowani na przyszłości – przyznał 39-letni szkoleniowiec.

Arka chce rewanżu

Mecz w Gdyni z Bruk-Betem ma swoje podteksty. W przedostatniej kolejce poprzedniego sezonu ekstraklasy zdegradowana już Termalica wygrała 3:2 z Arką, … pociągając ją za sobą w I-ligową otchłań (tydzień później to samo zrobiła z Lechią!). Jak na spadkowicza przystało, w Niecieczy również chcą szybko wrócić do elity, ale takie plany ma więcej drużyn. W tym oczywiście Arka, choć na razie to muszą się tam oglądać zdecydowanie bardziej za siebie niż przed siebie. Arkowcy rozczarowują bowiem na całej linii, przegrali już 6 spotkań i zajmują miejsce tuż nad strefą spadkową.

– Nie chcemy popadać w marazm. Aktualnie straty punktowe nie są duże i wygranie jednego lub dwóch spotkań może znacznie poprawić naszą pozycję. Na chwilę obecną nie możemy mówić o awansie, a o wygraniu ligowego meczu. Potrzebujemy punktów i musimy dźwignąć się z sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy – mówi Tomasz Grzegorczyk, którego pozycja w razie niepowodzenia w sobotę wydaje się poważnie zagrożona. – Będziemy potrzebować czujności przez 90 minut. Dodatkowo, biorąc pod uwagę działania w ofensywie, chcemy być konkretniejsi. Musimy być groźniejsi i kreować zdecydowanie więcej sytuacji niż do tej pory – dodaje 45-letni trener.

Mariusz Rajek


Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się