Nastolatek z triple double
Grizzlies lepsi w starciu niepokonanych. Historyczny występ Boozera i uraz Moranta.
W Memphis mają się z czego cieszyć - Niedźwiadki tylko raz w swojej historii tak dobrze wystartowały. Fot. Facebook Memphis Grizzlies
W Moda Center w Portland spotkały się dwa zespoły niepokonane - Blazers podejmowali Grizzlies. Niespodziewanie lepsi okazali się goście z Memphis. Po wyrównanej pierwszej połowie w drugiej kontrolę przejęli przyjezdni. W trzeciej kwarcie Niedźwiadki zaliczyły serię 10:0, odskakując na 87:75 na 2:09 minuty przed końcem tej części. W ostatniej partii goście jeszcze zwiększyli przewagę. Spotkanie miało dodatkowy smaczek, bo latem z Memphis do Oregonu przeniósł się Ja Morant. W pierwszym meczu przeciwko byłemu zespołowi zdobył 14 punktów i miał 3 asysty w 23 minuty spędzone na parkiecie. W czwartej kwarcie opuścił jednak boisko z powodu urazu i już na nie nie wrócił. Trener Micah Nori powiedział po meczu, że Morant poczuł ukłucie w mięśniu dwugłowym. – Mam oczywiście nadzieję, że to nic poważnego – powiedział Nori.
Z kolei Damian Lillard, zaledwie mecz po tym, jak przypieczętował wygraną z Lakers trafnym rzutem za trzy punkty, w czwartek trafił tylko 3 z 13 rzutów z gry. Bohaterem Grizzlies był Cameron Boozer, który zanotował pierwsze triple-double w NBA, zdobywając 18 punktów, 12 zbiórek i 12 asyst.
Na pomeczowej konferencji prasowej trener Tuomas Iisalo pozwolił sobie na żartobliwy komentarz, sugerując, że 19-letni Boozer powinien był zaliczyć swoje pierwsze triple-double znacznie wcześniej. – Zabrało mu to sporo czasu. To był w końcu już jego piąty mecz – powiedział Iisalo, cytowany przez Drew Hilla z „The Daily Memphian”.
Nastolatek został wybrany z trzecim numerem w czerwcowym drafcie. Mimo historycznego występu były gwiazdor uczelni Duke nie popadł w hurraoptymizm. – To miłe uczucie. Będę jednak pracował dalej. Sezon dopiero się zaczyna. Przed nami jeszcze 77 meczów, więc sporo się wydarzy – podsumował skromnie Boozer.
Aż siedmiu innych graczy Grizzlies uzyskało dwucyfrowy dorobek punktowy, w tym trzech zawodników wchodzących z ławki. Liderem rezerwowych zespołu z Memphis był Isaiah Stewart, zdobywca 18 punktów. W ekipie Blazers najlepiej spisał się Deni Avdija, który zapisał na swoim koncie 24 punkty, 9 zbiórek i 7 asyst.
Grizzlies rozpoczęli sezon bilansem 5-0 dopiero po raz drugi w historii klubu. Jedynym wcześniejszym przypadkiem, kiedy drużyna z Memphis wygrała pierwszych pięć meczów z rzędu, był sezon 2014/15. W tamtych rozgrywkach Grizzlies, prowadzeni przez duet podkoszowy Marc Gasol i Zach Randolph w erze tzw. Grit and Grind, przedłużyli swoją serię zwycięstw do 6-0 i zakończyli sezon regularny z solidnym bilansem 55-27.
Tymczasem w Nowym Orleanie doszło do meczu zespołów, które w tym sezonie jeszcze nie wygrały - Pelikany pokonały Królów z Sacramento. Kluczowi okazali się dublerzy - ławka rezerwowych Pelicans zdeklasowała zmienników Kings 41:8, co dało drużynie pierwsze zwycięstwo w sezonie pod wodzą nowego trenera Jamahla Mosleya. Jeremiah Fears zdobył 22 punkty, zaliczył rekordowe w karierze 13 asyst i dołożył 8 zbiórek, Bardzo wydajny występ zanotował Zion Williamson, zdobywca 22 punktów przy skuteczności 10 z 12 rzutów z gry – przy czym wszystkie trafienia zaliczył ze strefy podkoszowej. Trey Murphy III dołożył do dorobku zespołu 18 punktów.
Wyniki. New Orleans - Sacramento 132:120, Atlanta - Cleveland 114:111, Portland - Memphis 103:124.
(pp)