Nie przekładać na lepszą!

Półtorej doby zostało „górnikom” do meczu w Łodzi. Potyczkę z Piastem, w której zgubili dwa punkty, już w głowach odesłali do archiwum. Może z wyjątkiem jednego wniosku.

Po prostu strzelać! - proponuje Erik Janża. Fot. Mateusz Sobczak / PressFocus

GÓRNIK ZABRZE

Po 11 kolejkach zabrzanie liderują tabeli, choć nie w każdej „konkurencji” czy „statystyce” są w lidze najlepsi. Więcej bramek od nich strzeliły ekipy Lecha, Legii i GKS-u Katowice; w klasyfikacji xG (goli oczekiwanych) lepszy wskaźnik też ma Kolejorz, a także Wisła Kraków i Motor. No i jeszcze liczba oddanych strzałów: ze 164 uderzeniami górnicy są dopiero na 7. pozycji. Więcej prób podejmowały – prócz Białej Gwiazdy, Lecha, GieKSy i Motoru – też Cracovia i piątkowy rywal Górnika, czyli widzewiacy.

Owe liczby – jak widać – niekoniecznie perfekcyjnie opisują moc drużyny i nie zawsze odzwierciedlają zdobycz punktową i miejsce w tabeli. Samych zabrzan też ta zasada dotyczy: w meczu z Piastem oddali przecież na bramkę gości aż 27 strzałów: zdecydowanie więcej niż w jakimkolwiek spotkaniu w tym sezonie. Ot, przykład: z Wisłą próbowali uderzać trzy razy rzadziej, ale z owych dziewięciu prób wyszła wygrana 2:1. Tymczasem jak było z gliwiczanami – wiadomo: 1:1.

Mniejsza wszak o liczby; ważniejsze są czasem refleksje samych graczy. Erikowi Janży nigdy trafnych spostrzeżeń nie brakuje, tak było i tym razem. – Sporo mieliśmy dośrodkowań w pole karne Piasta – zgadzał się z tym dziennikarskim pytaniem zadawanym po końcowym gwizdku. – A przecież my nie jesteśmy zespołem, który dużo bramek strzela po centrach. Nie mamy wysokich zawodników w przodzie; dopiero gdy wszedł Erik Prekop, trochę się tych centymetrów pojawiło w polu karnym. Nasza gra to raczej prostopadłe piłki, ewentualnie wycofanie do kogoś wbiegającego w pole karne – przypominał kapitan Górnika.

I takich rozwiązań ofensywnych też nie brakowało. Janży zabrakło natomiast – mimo owych rekordowych 27 prób strzałów – większego... zdecydowania kolegów. – Dużo było momentów, w których... przekładaliśmy piłkę na lepszą nogę. „Urbi” (Kacper Urbański – dop. aut.) chyba dwa razy, Maksiu (Maksym Chłań – dop. aut.) raz, Ykia Dimi też – wyliczał Słoweniec. I proponował na to banalne lekarstwo. – Czasem, zwłaszcza gdy boisko jest mokre, po prostu wystarczy strzelić. A nam tej decyzji o strzale chwilami brakowało.

Reasumując: nie przekładać na lepszą!

(DaL)

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się