Nieco przyćmiony jubileusz Zagłębia

Cytat z kultowego „Misia” Stanisława Barei o plusach, które mają nie przysłonić minusów, idealnie pasuje do obchodów 120-lecia klubu z Sosnowca.

Trudno określić, czy to radość po golu strzelonym Legii, czy forma mobilizacji... Fot. Zagłębie Sosnowiec

Mecz Zagłębia z Legią Warszawa, będący jednym z najważniejszych punktów obchodów 120-lecia sosnowieckiego klubu, pokazał jak bardzo w mieście czterokrotnego zdobywcy Pucharu Polski i czterokrotnego wicemistrza kraju tęsknią za wielką piłką.

Głębokie peryferia

Przyjazd stołecznego zespołu przyciągnął na trybuny ArcelorMital Park ponad 9 tysięcy osób. W tym gronie była oczywiście spora grupa kibiców z Warszawy, ale nie zmienia to faktu, że w Sosnowcu chcą wielkiej piłki. Pytanie, ile przyjdzie na nią czekać, zważywszy, że na chwilę obecną piłkarze z Sosnowca są na głębokich peryferiach futbolu. Biorąc pod uwagę fakt, że od awansu do ekstraklasy wiosną 2018 roku w każdym z kolejnych sezonów piłkarze Zagłębia walczyli o utrzymanie, a na przestrzeni 8 lat zaliczyli aż trzy spadki, trudno być optymistą. Gdy Sosnowiczanie byli degradowani do 2. ligi, mówiono, że gorzej być nie może, a tymczasem znaleźli się jeszcze niżej, bo na czwartym poziomie rozgrywkowym. Tak nisko klub nie spadł nigdy, bo fakt, że sezon 1993/94 rozpoczynał od klasy okręgowej (wówczas piątego poziomu), wynikał tylko z faktu, że po sezonie 1992/93, spadając do III ligi, przestał istnieć.

Odzyskać zaufanie

Jednym z liderów drużyny, która od sezonu 1995/96 rozpoczynała mozolną odbudowę, zakończoną awansem do 4. ligi, a w kolejnych latach do 3., był Wojciech Sączek. Piłkarz, który dla Zagłębia zaliczył 365 ligowych gier, jest pod tym względem klubowym rekordzistą. Jeśli dodamy do tego 17 gier pucharowych, wychodzi imponująca liczba 382 występów. W sobotnie popołudnie, wraz z grupą byłych piłkarzy i działaczy, Sączek odebrał złotą odznakę. Nie krył wzruszenia, ale przede wszystkim zastanawiał się, co zrobić, aby przy kolejnym jubileuszu klub w ligowej hierarchii był znacznie wyżej. - Jest kapitalna infrastruktura, są warunki do gry i treningu, są pieniądze, bo miasto płaci na czas, ale nie ma najważniejszego - wyników. Dziś ludzie przyszli bo przyjechała Legia, ale gdy na co dzień przyjeżdżają rezerwy takich klubów jak Raków Częstochowa czy Zagłębie Lubin, to trudno się dziwić kibicom, że jest ich na trybunach znacznie mniej. Już sam fakt, że gry z jakąś drugą drużyną innego klubu powinien działać na wyobraźnię zawodników i powodować sportową złość. Owszem, w latach 90. też grałem w 5. i 4. lidze, ale to była inna sytuacja. My się tam nie znaleźliśmy, bo byliśmy słabi, tylko dlatego, że nie było pieniędzy i to też trochę inaczej wyglądało od strony kibiców. Dziś obecni piłkarze muszą odzyskać zaufanie i zacząć marsz w górę tabeli, a potem walczyć o kolejne awanse. Osiem lat to w sumie nie aż taki długi przedział czasowy, a tymczasem z ekstraklasy klub zdążył spaść na 4. poziom. Mam więc cichą nadzieję, że jeszcze doczekam czasów, że z Legią czy innymi klubami, takimi jak Lech czy Widzew, będziemy grać jako ligowi rywale, a nie sparingpartnerzy. Sosnowiec na pewno na to zasługuje - podkreśla były piłkarz, który aż 196 razy wystąpił w ekstraklasie i za każdym razem w barwach Zagłębia.

Ściska kciuki za Łuczywka

Po zakończeniu przygody z futbolem trenował w Sosnowcu młodzież i to spod jego ręki wyszli Marcin Drzymont i Dawid Ryndak, jedni z nielicznych w ostatnich latach wychowanków, którzy trafili do ekstraklasy. Ten drugi odpowiada aktualnie za przygotowanie motoryczne w sztabie trenerskim Tomasza Łuczywka. Innego wychowanka, który jako piłkarz ramię w ramię ze starszym kolegą, jakim wówczas był Wojciech Sączek, w 1998 roku wywalczył z Zagłębiem awans na drugi poziom rozgrywkowy. Nasz rozmówca ściska kciuki, by Łuczywek powtórzył to w roli trenera i to najlepiej już w tym sezonie...

Krzysztof Polaczkiewicz

Wojciech Sączek w koszulce ukochanego klubu, któremu życzy jak najlepiej. Fot. Zagłębie Sosnowiec

Legenda patronem ronda

Rondo u zbiegu ulic generała Józefa Zaruskiego i generała Bora Komorowskiego w sąsiedztwie Zagłębiowskiego Parku Sportowego w Sosnowcu będzie nosić imię Józefa Gałeczki, wybitnego piłkarza i trenera Zagłębia. Z wnioskiem w tej sprawie wystąpił klub, a także Stowarzyszenie Byłych Piłkarzy i Sympatyków Zagłębia Sosnowiec - Oldboje oraz Fundacja Akademia Piłki Nożnej Zagłębia Sosnowiec. 

Józef Gałeczka urodził się 28 lutego 1939 roku w Gliwicach. W latach 1962-72 był piłkarzem Zagłębia, w którego barwach w ówczesnej I lidze rozegrał 253 mecze i zdobył 98 bramek. W 1964 roku został królem strzelców ekstraklasy (18 bramek), wraz z Zagłębiem sięgnął po Puchar Polski jako zawodnik i jako trener. Występował także w Piaście Gliwice i we francuskim US Boulogne. Rozegrał 18 meczów w reprezentacji Polski, strzelając 5 goli. Zmarł 7 lipca 2021 roku.


Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się