Niepokonani i niezadowoleni
Tyszanie w meczu z liderem przedłużyli serię spotkań bez porażki, ale z Pruszkowa wrócili z uczuciem niedosytu.
Jeden cios Mateusza Lewandowskiego nie wystarczył do zwycięstwa Tyszan w Pruszkowie. Fot. Łukasz Sobala/Press Focus
W meczu na szczycie 2. ligi odnotowaliśmy remis 1:1 co znaczy, że najbardziej zadowoleni po spotkaniu Znicza z GKS-em Tychy są... rywale kandydatów do awansu na zaplecze ekstraklasy. Trójkolorowi przedłużyli wprawdzie serię spotkań bez porażki, ale to już 4. w tym sezonie potyczka, po której Rene Poms mógł dopisać do swojego trenerskiego dorobku tylko punkt, a wiadomo co to oznacza, gdy zespół walczy o najwyższe miejsce w tabeli.
Trzeba jednak dodać, że choć Tyszanie zaczęli odważnie i ofensywnie, to jednak Pruszkowianie pokazali, że nie przez przypadek po 7 kolejkach wskoczyli na fotel lidera, a w rankingu najlepiej strzelających zespołów wśród drugoligowców są najwyżej. W 29 minucie bowiem długo rozgrywali piłkę, zmieniali stronę, szukali luki w defensywie gości, a ponieważ nie potrafili wypracować okazji w polu karnym, Adam Ratajczyk wycofał futbolówkę do Dawida Barnowskiego, który zagrał na 30 metr do Michała Boreckiego. Jeżeli komuś się wydawało, że to zbyt daleko, żeby zdecydować się na strzał, to znaczy, że nie wie na co stać 29-letniego pomocnika z włoskim epizodem w juniorskich i młodzieżowych zespołach SS Lazio. Ograny na pierwszoligowych boiskach piłkarz huknął bowiem w okolice „okienka” i Kacper Myszkowski nie miał szans na skuteczną interwencję.
Na tę bombę gospodarzy przyjezdni odpowiedzieli przed przerwą w sumie 4-krotnie celnie uderzając, ale dopiero tuż przed zejściem do szatni dopięli swego. Paweł Olkowski zagrał w pole karne do Mateusza Lewandowskiego. Wydawało się, że Jarosław Jach ma napastnika rywali pod kontrolą, ale 27-latek zrobił zwód, po którym obrócił się sprytnie wokół własnej osi i myląc swojego stróża, technicznym strzałem lewą nogą po murawie ulokował piłkę w „długim” rogu.
Po przerwie nadal Tyszanie rozgrywali piłkę, ale w 59 minucie to Bartosz Mazurek znalazł się z nią w polu karnym GKS-u i uderzył celnie z 12 metra. Myszkowski kapitalną interwencję na refleks uchronił swoją drużynę od straty gola.
Natomiast miejscowych od straty... zawodnika uratował sędzia. W 66 minucie bowiem Mazurek ewidentnie ściął niebezpiecznym wślizgiem Igora Łasickiego, ale Błażej Syropiatko wyciągnął z kieszonki tylko żółtą kartkę, a powinien czerwoną, ale na tym szczeblu rozgrywek nie ma VAR-u.
Grając więc dalej w komplecie Znicz zaczął wykorzystywać atutu swojego snajpera Adriana Kazimierczaka, ale 21-letni wychowanek Znicza zarówno nogą z woleja jak i główką po wrzutce Boreckiego musiał uznać wyższość bramkarza przeciwnika. Myszkowski za te interwencje na pewno zasłużył na miano „ratownika drużyny”.
Po drugiej stronie Napieraj napracował się przy obronie strzału Kądziora z 7 metra w 78 minucie, a najlepszą okazję zmarnował Lewandowski minutę później po wrzutce Józefa Chorosińskiego. Główkując z 5 metra posłał piłkę obok celu. Niecelne były też ostatnie strzały w końcówce, należącej wyraźnie do Tyszan, dla których „piłkę meczową” miał w 5 minucie doliczonego czasu gry miał Daniel Hoyo-Kowalski. Po wrzutce Olkowskiego stoper GKS-u główkował z 5 metrów, ale bramkarz Znicza niesamowitą interwencją zagrodził piłce drogę do siatki. Dlatego ten punkt ma dla Tyszan smak niedosytu, który ilustruje statystka strzałów 11:21, ale w uderzeniach celnych było już 5:6 i dlatego mając 55% posiadania piłki goście nie wygrali.
Jerzy Dusik
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐
◼ Znicz Pruszków – GKS Tychy 1:1 (1:1)
1:0 – Borecki, 29 min,1:1 – Lewandowski, 44 min
ZNICZ: Napieraj – Jeleński (26. Nadolski), Hołuj, Jach, Baranowski – Ratajczyk (84. Szafrański), Borecki, Ochronczuk, Proczek – Mazurek (72. Kosmalski), Kazimierczak (72. Bartoszewicz). Trener Łukasz SMOLAROW.
GKS: Myszkowski – Łasicki, Horvat, Hoyo-Kowalski – Olkowski, Begala, Trąbka, Jankowski (79. Chorosiński) – Niemann (67. Ryguła), Lewandowski (90+2. Baier), Kądzior (90+2. Gębala). Trener Rene POMS.
Sędziował Błażej Syropiatko (Szczecin). Widzów 1200.
Żółte kartki: Borecki, Ochronczuk, Barnowski, Mazurek, Napieraj – Kądzior.