Niewygodny przeciwnik, niedogodny czas
Rozmowa z Bartoszem Bosackim, byłym reprezentantem Polski, który zagrał ponad 300 spotkań dla Lecha Poznań
Lech nie potrzebuje przewrotek, a zwykłej skuteczności, by w meczu z Wisłą zmazać pucharową plamę z Tarnobrzegu. Fot. Marta Badowska/Press Focus
NA KOLEJKĘ ZAPRASZA BARTOSZ BOSACKI
Mecz Lecha z Wisłą Kraków to takie spotkanie, na które się czeka?
– Na pewno tak, choć czy to dobry rywal w kalendarzu... Dla Lecha na pewno nie! Szczególnie w takiej sytuacji, w jakiej się obecnie znajduje. Przystępowanie do takiego spotkania po porażce w Pucharze Polski nie będzie łatwe. Bardziej szedłbym w kierunku tego, że do Poznania przyjedzie niewygodny przeciwnik w niedogodnym czasie. Tak to w sporcie jednak bywa i trzeba temu stawić czoła.
A jak pan skomentuje tę porażkę z Siarką? Bazując na pana doświadczeniu – to bardzo wpływa na głowę piłkarza?
– Myślę, że tak. Ale to też pokazuje w drugą stronę, że po dobrym meczu w Warszawie, z Legią, można zagrać taki mecz, jak w Tarnobrzegu i odpaść z Pucharu Polski – który dla Lecha był niewątpliwie ważny. Liczę na to, że sztab w Poznaniu jest tak doświadczony, że będzie umiał „uruchomić” te głowy, ale z mojego doświadczenia wiem, że nie jest to łatwe. Wiele zespołów przekonało się, że takie sytuacje miały później wpływ na kolejne mecze. Nie wyobrażam sobie, aby Lech zaczął nagle tracić seryjnie punkty, ale... tak samo nie wyobrażałem sobie, że odpadnie z trzecioligową drużyną.
W tym kontekście warto przywołać serię Wisły. U siebie komplet 18 punktów, ale na wyjeździe – jeszcze bez wygranej, z trzema remisami i trzema porażkami.
– Każda seria kiedyś się kończy i oby ta... nie skończyła się w najbliższej kolejce (uśmiech). Obiło mi się o uszy, że Mariusz Jop jako trener jest w czołówce, jeśli chodzi o skuteczność szkoleniowców Wisły Kraków w określonej liczbie meczów. Został wymieniony przy Maćku Skorży i trenerze Henryku Kasperczaku. To też trzeba wziąć pod uwagę, dlatego mówię, że mam nadzieję, że zła passa Wisły na wyjeździe nie skończy się w Poznaniu. Z drugiej strony, te mecze u siebie pokazują, jak mocnym zespołem jest Wisła.
Gdy zdarzają się takie rozchwiane serie, jak te Wisły, zawsze zastanawiam się, skąd się to bierze? Przecież boisko zawsze jest takie samo i jak mówi klasyk: piłka jest okrągła, a bramki są dwie. Przeciwnik raz jest mocniejszy, raz słabszy...
– Za to właśnie kochamy sport – że jest nieprzewidywalny. Takie rzeczy się dzieją. Pamiętam, że chyba nawet Lechowi przydarzyła się bardzo dobra passa wyjazdowa, ale gorzej szło mu u siebie. Na to nie ma reguły. Gdyby ktoś na takie historie znał odpowiedź, to mielibyśmy dzisiaj przynajmniej jeden zespół w Lidze Mistrzów, a jako reprezentacja gralibyśmy o najwyższe cele na mistrzostwach świata czy Europy. Ale tak nie jest. Piłka nożna jest nieprzewidywalna i obie drużyny tego doświadczają. Zresztą jestem ciekawy, jak w kolejnych meczach będzie radzić sobie Siarka, która w 3. lidze wcale nie jest zespołem wiodącym i ma swoje problemy.
Jeśli się nie mylę, w karierze piłkarza nie grał pan z żadnym rywalem częściej niż z Wisłą – aż 27 spotkań. Jak pan wspomina tamte rywalizacje, bo przecież była to zupełnie inna Biała Gwiazda niż dzisiaj?
– Zawsze były to mecze ciekawe i na wysokim poziomie. Jak tak teraz myślę, to rzeczywiście sporo ich rozegrałem... Był jeszcze wtedy Puchar Ligi, graliśmy z nimi w Pucharze Polski, gdzie były nawet finały, oczywiście w lidze. Nie powiem, że otoczka była taka sama jak na np. Lech – Legia, ale Wisła była, myślę, na drugim miejscu. Był to czas mocnej Wisły, grającej w pucharach, a z takimi rywalami gra się zupełnie inaczej. Inny jest też odbiór samego spotkania. Co ciekawe, dwa albo trzy razy miałem przejść do Wisły, ale to się nigdy nie ziściło (śmiech).
A dlaczego?
– To był czas budowy wielkiej Wisły. Pan Zdzisław Kapka (wieloletni piłkarz i potem działacz Wisły na wielu polach – przyp. red.) przyjechał na zgrupowanie Lecha, które mieliśmy w Wiśle. Wszystkie warunki były dogadane, ale pan Kapka za szybko „sprzedał” wszystko prasie. Podał też informacje odnośnie długości kontraktu. Ja się dogadałem na cztery lata, a oni chcieli na pięć i... to był jedyny powód, dla którego nie znalazłem się w Wiśle (śmiech).
Odbiegając nieco od Lecha – w piątek czeka nas inny hicior, Górnik podejmie Legię Warszawa. Czego pan się spodziewa?
– Myślę, że to może być dobry mecz, bo i Górnik, i Legia dobrze się prezentują. Oba zespoły są podrażnione ostatnią kolejką. Spotkają dwie mocne drużyny, choć tak teraz myślę – Legia pod wodzą trenera Marka Papszuna gra skutecznie, ale taktyka przez niego nakreślona (którą bardzo mocno egzekwuje) trochę zabijają odbiór jej meczów. Z drugiej jednak strony, Górnik gra fajną piłkę i to może się zrównoważy, dzięki czemu będziemy mieli solidne widowisko.
Rozmawiał Piotr Tubacki