Ostatni akord
Tyska szatnia z niecierpliwością czeka na mecz z Tampere,. Trudno się dziwić , skoro w połowie jest fińska.
Mateusz Bryk (z prawej) czerpie radość z gry i zdobywaniu goli z dalszej odległości. Fot. Łukasz Sobala/Press Focus
LIGA MISTRZÓW
Hokeiści GKS-u Tychy, zgodnie z przewidywaniami, nie zawojowali Hokejowej Ligi Mistrzów, ale trudno się dziwić, wszak rywale są notowani wysoko w europejskiej hierarchii. W minioną środę Tyszanie zdobyli pierwszy punkt po przegranej z Adlerem Mannheim 4:5 po rzutach karnych. Teraz, na zakończenie fazy ligowej, GKS zmierzy się z mistrzem Finlandii, Tapparą Tampere. Dla tyskiego zespołu oraz jego trenera Pekki Tirkkonena to niezwykle prestiżowe spotkanie, wszak Finom przyjdzie w dużej części wystąpić przeciwko Finom. Mistrzowie Suomi muszą tę potyczkę wygrać, bo w przeciwnym razie mogą nie zakwalifikować się do play offu
Radość z gry
Mateusz Bryk, jeden z najbardziej doświadczonych obrońców, notuje kolejny dobry sezon. W Mannheim wyrównał na 4:4 i jego gol został wyróżniony jako najładniejszy w tej serii meczów. - Zamknąłem oczy, uderzyłem w stronę bramki i ku mojemu zaskoczeniu krążek wpadł do siatki – śmieje sympatyczny defensor. - A tak na poważnie: im jestem starszy, tym bardziej gra sprawia mi wiele przyjemności i szukam sposobu, by moje dzieci i rodzina cieszyły się z goli. Fajnie, że wpadło i nadal będę szukał swojej szansy.
Zawalona randka w ciemno
Tyszanie, choć zdobyli tylko jeden punkt, mogą bez obaw spoglądać w lustro, bo wstydu nie było. - Może tylko z Pardubicami (0:6 – przyp.red.) mogło być lepiej, ale to była pierwsza randka i na dodatek w ciemno – dodaje Bryk. - A potem przegrywaliśmy minimalnie: golem lub dwoma. Pilzno teoretycznie było najsłabsze (1:2 – przyp.red.), a tymczasem prowadzi w tabeli z kompletem zwycięstw. Miło się czyta komentarzy szwajcarskich zespołów, że nie byliśmy chłopcami do bicia. Strasznie żałuję, że przychodzi nam się zegnać z tymi elitarnymi rozgrywkami, bo na co dzień nie mamy takich meczów. To zupełnie inny wymiar, nieporównywalny z nasza ligą. Bo w niej sami sobie potrafi utrudnić życie, tak jak w ostatni piątek z Cracovią (1:2 - przyp.red.). Wiemy, z jakim rywalem przyjdzie nam się potykać, ale jestem przekonany, że godnie pożegnamy się z tymi rozgrywkami.
Jedno jest pewne - Tyszanie w tegorocznej edycji mieli najtrudniejszych rywali z polskich drużny na przestrzeni wszystkich sezonów HLM.
Strona mentalna
- Ważna jest strona mentalna przed spotkaniem, bo ona – w moim przekonaniu – zawiodła podczas meczu ligowego z Cracovią – uzupełnia dyrektor sportowy GKS-u, Jarosław Rzeszutko. - Połowa naszej szatni wraz z trenerem chodzi mocno podminowana, bo przecież „nasi” Finowie chcieliby się pokazać z jak najlepszej strony swoim kolegom. Zanosi się na ciekawy spektakl.
Tappara Tampere to wielce utytułowany klub: aż 16 razy zdobywał mistrzostwo swojego kraju. W 2023 sięgnął po klubowy Puchar Europy, wygrywając HLM. W tegorocznej edycji Tappara zgromadziła w 5 spotkaniach 8 pkt, wygrywając z Vaxjo 2:1 i Libercem 6:3, przegrywając dwa mecze po dogrywkach: z Koeln 4:5 i ze Storhamar Hamar 1:2 oraz zanotowała porażkę w regulaminowym czasie z Rogle. Hokeiści z Tampere chcieliby uczestniczyć w drugiej części, więc dla nich najlepiej byłoby wygrać. Ano zobaczymy...
(sow)
NIE PRZEGAP!
LIGA MISTRZÓW◼ GKS – Tappara Tampere.
wtorek, 18.00 - Polsat Sport 2