Oszukać przeznaczenie
Lech z niemieckimi klubami jeszcze nie wygrał, a w czwartek o przełamanie tej passy będzie niezwykle ciężko.
Będący w formie Patrik Walemark może być realnym zagrożeniem dla Bayeru. Fot. Gleb Soboliev/PressFocus
Mistrzowie Polski brutalnie przekonali się o poziomie rywali w Lidze Europy w porównaniu z Ligą Konferencji. W 1. kolejce dostali lanie, bo inaczej nie da się nazwać wyniku 0:4, od angielskiego Crystal Palace. W czwartek Lech zmierzy się z niemieckim Bayerem Leverkusen i chociaż w Poznaniu zapowiadają grę o pełną pulę, to remis przyjmą z pocałowaniem ręki.
Wystrzegać się błędów
Londyńskie Orły w niezwykle precyzyjny sposób wykorzystały każde złe zachowanie defensywy Kolejorza. Ba, gdyby piłkarzom Pierre’a Sage’a w drugiej połowie chciało się bardziej, to wynik byłby jeszcze bardziej niekorzystny. Przed rywalizacją z Die Werkself trener Niels Frederiksen zapowiedział, jak jego zespół ma zagrać.
– Mamy dużą jakość. W starciu z Crystal Palace pokazaliśmy, że potrafimy grać z takimi drużynami, ale musimy wystrzegać się błędów, bo na tym poziomie zostaniemy za nie ukarani. Nie możemy wysoko pressować przez 90 minut, musimy także szczelnie bronić, ale mamy ambicje, by wykorzystać nasze atuty – powiedział Duńczyk w najprostszy możliwy sposób.
Wtórował trenerowi Mateusz Lis. – Jako drużyna musimy być dobrze ustawieni, przeciwnik nie może łatwo dochodzić do swoich sytuacji – zauważył golkiper.
Odczarować rywali
Lechici nie mają dużego pucharowego doświadczenia z niemieckimi zespołami. Dotychczas Kolejorz grał z takimi klubami pięciokrotnie, ale jeszcze nigdy nie wygrał. Bilans to dwa remisy i trzy porażki. Kibice w Poznaniu zapewne pamiętają jeszcze ubiegłoroczną rywalizację z FSV Mainz, gdzie udało się zremisować 1:1. Z jednej strony był to dobry wynik, z drugiej zaś rywale prawie pół godziny grali o jednego mniej.
Taki rezultat każdy kibic mistrzów Polski brałby w ciemno. Tym bardziej, że od ponad dwóch miesięcy Kolejorz co spotkanie gra… jednego mniej. Tak można wręcz powiedzieć o fatalnej formie napastników, którzy nie strzelili gola od 9 sierpnia i meczu z Piastem Gliwice (3:0). Wówczas bramkę zdobył Mikael Ishak. – Nie martwi mnie to, jestem przekonany, że zacznie strzelać. W zeszłym sezonie też miał chwilę bessy – mówił o Szwedzie trener Frederiksen. Być może kapitan przełamie się w najmniej spodziewanym momencie?
Bieda aż piszczy!
– Kontuzje to część futbolu, ale w poprzednich tygodniach mamy ich za dużo – słusznie zauważył szkoleniowiec Kolejorza. W ostatnim czasie wypadali Allahyar Sayyadmanesh, Alex Douglas, Joao Moutinho, a ponadto do końca roku nieobecny jest Ali Gholizadeh. Na szczęście dla duńskiego trenera swoje urazy wyleczyli Antoni Kozubal i Daniel Hakans, których też nie było przez jakiś czas.
W środę kontuzja mięśniowa dopadła popularnego „Gumę”, czyli Roberta Gumnego. W Poznaniu twierdzą, że prawy obrońca potrzebuje kilku dni odpoczynku. W przypadku Lecha drobny uraz nie brzmi zbyt optymistycznie... Oczywiście może skończyć się tak, jak zapowiada klub, ale z drugiej strony nie można się dziwić obawom kibiców, ponieważ historia pokazała, że w drużynie było kilkanaście małych urazów, które kończyły się kilkoma tygodniami, a nawet miesiącami absencji…
Tym bardziej jest to problematyczne, że „Guma” to człowiek od zadań specjalnych. 28-latek w ostatnim meczu ze Śląskiem zagrał na skrzydle. Ponadto wychowanek Kolejorza w sierpniu popisywał się strzeleckim instynktem. Najważniejsze jednak, że był… jedynym zmiennikiem bocznych obrońców. Teraz Joel Pereira i Michał Gurgul muszą zacisnąć zęby, choćby ledwo biegali, bo w rezerwie bieda aż piszczy.
Miłosz Cebo
NIE PRZEGAP!
Liga Europy – 2. kolejka◼ Lech Poznań – Bayer Leverkusen
czwartek, 18.45 – TV6, Polsat Sport 1